
W sobotę o godzinie 18, rozpoczęło się futbolowe święto. Mecz beniaminka Rayo Vallecano z mocną w tym sezonie Valencią, zaczął cykl trzech meczy z rzędu, rozgrywanych w stolicy Hiszpanii - Madrycie.
Rayo radzi sobie w tym sezonie dobrze, jednak jak pisałem w zapowiedzi 14. kolejki, dobre wyniki są głównie zasługą gry z ekipami o wiele gorszymi niż Real, Barca czy właśnie Valencia. Team z Walencji okazał się bowiem za dobry dla beniaminka i podopieczni Unaia Emery'ego, wygrali 2:1. O tym, jak ważna była to wygrana dla Los Che, przekonali się już pod koniec sobotniego dnia.
W 21. minucie spotkania, po ładnej i kombinacyjnej grze, strzałem przypominającym jakby od "niechcenia", Jonas zakończył całą akcję zespołu golem, wyprowadzając Valencię na prowadzenie. 10 minut po przerwie, równie ładną kombinację wykończył kapitan Nietoperzy w tym meczu - Tino Costa. Tuż przed końcem meczu, kontaktową i jak się okazało honorową bramkę, zanotował Raul Tamudo. Była to 84. minuta.
Już o 20:00, w stolicy Hiszpanii zaczął się kolejny mecz. Derby Madrytu, które śmiało można było określić ozdobą tej kolejki.
Atletico nie wygrało z Realem od 4410 dni, a zatem Los Colchoneros chcieli to zmienić. I było blisko, ale Real okazał się być znów dla Rojiblancos nie do pokonania.
W 17. meczu na 19 ostatnich derbów, ponownie byliśmy świadkami gola już w pierwszym kwadransie gry. Dobrze zaczęło Atletico, którego napastnik - Adrian, pokonał Ikera Casillasa właśnie w 15. minucie. Wykorzystał on świetne podanie od Diego, które złamało całą linię obrony Królewskich, a Adriana, postawiło w sytuacji sam na sam z kapitanem Realu.
7 minut później od bramki Atletico, miał miejsce początek końca Los Colchoneros. Faulowany w polu karnym został Karim Benzema. Faulujący - bramkarz Courtois - otrzymał za ten faul czerwoną kartkę, dlatego na plac gry, w miejsce Diego, musiał się zameldować rezerwowy golkiper, Sergio Asenjo. Argentyńczyk nie powstrzymał Cristiano Ronaldo, który pewnie wykorzystał podyktowany rzut karny.