Facebook Google+ Twitter

Lądowanie w smoleńskiej mgle

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" podaje: "Kapitan Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154 lecącego do Smoleńska 10 kwietnia, nie miał uprawnień do lądowania tupolewem w tak złych warunkach, jakie wtedy panowały."

Miejsce katastrofy tupolewa. / Fot. StauffenbergPotwierdził to gazecie gen. Anatol Czaban, szef szkolenia Sił Powietrznych WP. Inni rozmówcy gazety przypuszczają, że pilot albo nie otrzymał precyzyjnego komunikatu od rosyjskiego kontrolera lotniska, że widoczność wynosi poniżej 500 metrów, albo go nie zrozumiał. Nawet jeśli udałoby mu się wylądować, groziłyby mu sankcje dyscyplinarne, a nawet prokuratorskie za narażenie na niebezpieczeństwo wielu osób - czytamy w gazecie.

Tyle bieżących doniesień gazety. Wyrażę swoje zdanie lotnika z wieloletnim doświadczeniem.

Pilot zgłaszający się na lot na godzinę przed startem otrzymuje między innymi pogodę jaka panuje na lotnisku startu, warunki pogodowe na trasę lotu, na lotnisko docelowe i na lotniska zapasowe. Otrzymuje też prognozę pogody na lotnisko docelowe. Ta prognoza w większości wypadków się sprawdza, ale wiemy jak bywa z pogodą. Mając tą wiedzę o pogodzie podejmuje decyzję lecieć czy też nie. Po katastrofie kapitana Arkadiusza Protasiuka dane pogodowe otrzymane przed lotem powinny być już dawno zabezpieczone przez komisję powypadkową i prokuraturę. Dziś, już po miesiącu, nie powinny być wciąż tajne.

Inna pogoda była zapewne na lotnisku w Smoleńsku o godzinie siódmej, gdy miał samolot startować, a inna w dwadzieścia minut później, gdy startował. Odleciał już do Smoleńska samolot Jak-40 z dziennikarzami i także poleciał prezydencki Tu-154M. Decydując się zapewne na to, iż warunki pogodowe, tak jak zwykle bliżej południa, poprawią się i będzie można wylądować w Smoleńsku. Lecącą tutką delegację urządzało tylko lądowanie w Smoleńsku. Nie było alternatywy lądowania na innym lotnisku. Z innego lotniska nie zabezpieczono dowozu delegacji do Katynia i było zbyt mało czasu na dojazd z lotniska do miejsca uroczystości katyńskich.

Wynika już z tego, że załoga była pod presją, że musi wylądować na lotnisku w Smoleńsku. Na pewno była to presja czasowa. Z każdą minutą opóźniającą start z Warszawy samolot przylatywał do Smoleńska o tyle później niż zaplanowano. Samolot pasażerski niewiele może przyspieszyć ponad zaplanowany czas lotu.

Choć kapitan Protasiuk lądował w Smoleńsku kilka dni wcześniej, to trzeba zrozumieć iż snująca się mgła, niskie zachmurzenie pozwalają wzrokowo widzieć inaczej to co przed nami, a więc zamglony pas lotniska.

Załoga miała oprzyrządowany samolot chyba najlepiej w kraju. Mogli tak wyposażonym samolotem lądować w trudnych warunkach pogodowych. Jednak nie przy każdej pogodzie. Widzialność pozioma wynosiła 300 do 400 metrów. Taka widzialność była w punkcie pomiarowym ale na podejściu mogła być jeszcze mniejsza. Kapitan Artur Protasiuk mógł lądować przy widzialności 500 i więcej metrów.

Przypuszczenia jakoby pilot „nie otrzymał precyzyjnego komunikatu (pogodowego) od rosyjskiego kontrolera lotniska, że widoczność wynosi poniżej 500 metrów, albo go nie zrozumiał” wyjaśnić można przesłuchując rozmowy pilota z rosyjską kontrolą obszaru i wieżą kontroli lotniska. Szczególnie w trudnych warunkach atmosferycznych służby naziemne dla swojego spokoju pytają czy na pokładzie samolotu jest najświeższy komunikat meteorologiczny dla lotniska lądowania.

W załodze tego samolotu znajdowały się trzy osoby znające się w jednakowym stopniu na pogodzie i wszyscy trzej słyszeli ją podawaną polskiej załodze. Tak obaj piloci jak nawigator znali się na sposobie podawania pogody w lotnictwie. Czyżby wszyscy trzej nie zrozumieli co im zgłaszał kontroler naziemny? Bardzo poważnym sygnałem który powinna znać załoga samolotu Tu-154 M było zabronienie lądowania na lotnisku w Smoleńsku rosyjskiemu samolotowi Ił-76 z delegacją ministerstwa rosyjskich spraw wewnętrznych. Już to powinno zasugerować polskiej załodze co ma zrobić.

Kapitan Protasiuk bardzo chciał wylądować na tym niewidocznym lotnisku w Smoleńsku. Chciał o sekundę za długo. W lotnictwie trzeba też umieć odpuszczać.

Pytaniem otwartym pozostaje kto wywierał wpływ na kapitana Protasiuka by lądował w Smoleńsku. Lądując, kapitan wiedział na co się naraża. Lądowanie poprawne przyniosłoby mu chwałę lecz jakiekolwiek uszkodzenie samolotu narażało go na konsekwencję. Leciał samolotem mocnym, solidnym niczym latający czołg. Jednak i czołgi pod wpływem dużych sił zewnętrznych rozpadają się.

Czy był to tylko nacisk osób lecących tym samolotem czy też naciskały osoby z zewnątrz...
Wszyscy lecący mogli tak jak to się stało coś stracić i stracili najwięcej jak mogli. Stracili życie. Co tracił ktoś będący poza samolotem? Na pewno nie tracił w tej tragedii swojego życia. Mógł ryzykować, grając cudzym życiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (27):

Sortuj komentarze:

Sugerowanie nacisków, gdy nie ma na to żadnych dowodów jest nieuprawnione. Ale na pewno i bez żadnych nacisków pilot był pod presją sytuacji. Rzecz w tym, że w lotnictwie nie ma czegoś takiego, jak sugestia wieży lądowania na innym lotnisku - jest albo pozwolenie na lądowanie albo lotnisko się zamyka. Tymczasem Rosjanie zabronili lądować samolotowi z rosyjską delegacją, a polskiemu samolotowi już nie (zapewne nie chcąc wywołać afery) i to przyczyniło się do tragedii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Janie Dziękuję za poparcie kogoś znającego temat. Zaczynam przychylać się do zdania Rosjanina o tym że jar przed lotniskiem ich zgubił. Jeżeli podchodzili na automat to zmiana kąta ziemi odebrana została przez układ jako wznoszenie i automatycznie poszedł sygnał na pochylenie samolotu by zwiększyć ścieżkę schodzenia. Świadkowie mówili o pikowaniu samolotu. Gdy załoga zorientowała się dała moc startową. Samolot zaczął pomału wychodzić do góry jednak było już zbyt nisko i zaczął ścinać wierzchołki drzew i druty linii wys. napięcia. To nieco w lewo zmieniło ich kierunek. Urwanie lewego skrzydła doczepnego zmieniło równowagę siły nośnej na skrzydłach spowodowało to przechlenie na lewe skrzydło które po przybliżeniu się do ziemi ścinało drzewa aż uderzyło w ziemię. Pełna moc silników i prędkość samolotu spowodowała to co widać na zdjęciach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie bardzo prawdopodobne Pana wnioski .Dodam tylko ze powinien operator naziemny nakierunku lądowania podawać wysokosc iodległosć do początku pasa - ajak warunki się pogorszyły powinna pasć komenda ZABRANIAM lądować ale brakło czasu idetrminacji . z poważaniem nawigator emeryt jan

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odp. Panowie Artur i Marian czarna skrzynka pozwala podzielić lot na części sekundy. To da odpowiedź na wiele pytań. Zgranie tych ułamków sekundy z tym co się działo jak zmieniały się parametry samolotu pozwala na wiele. Jednak by dokładnie znać odpowiedź trzeba znać teren np. wiemy iż samolot zaczepił o linie energetyczną i o duże drzewo. Trzeba znać w terenie gdzie one się znajdują i jak wysoko są od powierzchni ziemi. Niech spokojnie odczytują skrzynkę my czekajmy.
Mamy już 34 osobową komisję pod przewodnictwem min Millera. Są to dobrani fachowcy jest tam kilka osób latających oni sami będą wiedzieli jak szukać i jak podać wyniki swojej pracy. Moim zdaniem inna międzynarodowa komisja tylko popsuje dobry układ z Rosją. Dotychczas robią Rosjanie wszystko o co zostaną poproszeni. Przybycie innych osób może tylko zaszkodzić bo odbiorą to jako niewiarę w ich postępowanie. Strona rosyjska MAK prawie codziennie podaje oficjalne komunikaty z pracy komisji i swoje uwagi. W naszym polskim internecie tego nie znajdziemy. To wiadomo co poda znacząca, wielonakładowa prasa.
To z rosyjskich źródeł wiem że Edmund Klich po piątkowym pobycie w Polsce dziś będzie dalej uczestniczył w pracach komisji MAK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

.,widać,że nie obejdzie się bez Międzynarodowej Komisji d/s katastrofy smolenskiej;bezstronni,pozbawieni emocji specjaliści będą najbardziej wiarygodni w tej sytuacji.Z każdej,lub z prawie każdej wypowiedzi przebija podtekst polityczny..niestety.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie, mamy dwie niezależne kwestie.
Pierwsza to decyzja o lądowaniu w oparciu o warunki brzegowe.
Druga natomiast, to pułap samolotu o kilkadziesiąt metrów niższy, niż wynikający ze ścieżki podejścia.
Pilot lądował, być może wskutek błędnej, niezgodnej z procedurami decyzji. Ale co było bezpośrednią przyczyną katastrofy ?
Trzeba czekać na wyniki śledztw. I pamiętać o wszystkich pytaniach, na które oczekujemy odpowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie, wiem ze teraz to inny model, ale jeszcze 5 lat temu forsowany był zakup starych, używanych 145. Zresztą i te nowe i stare latają w LOT.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Henryku 15 lat temu to była mowa o Embraier 145 a teraz chodzi o Embrajery 175. To nie ten ołówek.
Pani Magdo do domu po pracy wracałem i o tydzień i o miesiąc od zaplanowanego czasu. Naprawdę nie z mojej winy. Żona miała przez 3 dni czekać a ja dam znać co jest ze mną. Wyleciałem i nie było jak wrócić. Domyślam się co czują matki, żony i córki.
W mojej Wiejskiej Izbie Lotniczej http://www.michalowice.pl/index.php?cmd=aktualnosci&opt=pokaz&id=129 wisi nad drzwiami powykręcana blacha z rozbitego samolotu jako przestroga dla tych którzy nie przestrzegają zasad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To w zasadzie pytanie retoryczne, bo tak jest. Trochę więcej powiedziałem tu link

Komentarz został ukrytyrozwiń

I zgadzam się z komentarzem pana Henryka

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.