Facebook Google+ Twitter

LE: Benfica zagra z Chelsea o prestiż i uratowanie sezonu

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma - dla obu zespół finał to forma rekompensaty za sezon niespełnionych szans. Po raz drugi Ligę Europy wygra zespół "wyrzucony" z Ligi Mistrzów.

 / Fot. EPA/UEFADwa tygodnie temu Orły z Lizbony miały bezpieczną, czteropunktową przewagę nad drugim w tabeli Porto. Nieprzewidywany remis w przedostatnim meczu z Estoril mógł zasiać w ich umysłach ziarno wątpliwości, ale jeszcze nie popsuł mistrzowskich planów. Wystarczyło nie przegrać w bezpośrednim starciu z drużyną Vitora Pereiry.

Ten plan sprawdzał się do 92 minuty, gdy rezerwowy Brazylijczyk Kelvin płaskim strzałem w prawy róg pokonał Artura. Blady trener Jorge Jesus, z wyrazem nieopisanego smutku w oczach, upadł na kolana i w milczeniu patrzył na boisko. Nie wierzył, że pierwsza porażka jego drużyny w Liga Zon Sarges zadecydowała prawdopodobnie o tym, że tytuł po raz kolejny zostaje na Estadio da Luz. Część jego piłkarzy jeszcze długo po końcowym gwizdku leżała na murawie z twarzami ukrytymi w dłoniach, inni udali się do szatni, nie mogąc dłużej znieść emanującej z trybun euforii, nie akceptując tego, jak własny wysiłek z prawie całego sezonu może pogrzebać jedna akcja.

Nie taktyka, nie wybory personalne, a psychologia będzie kluczem do odpowiedzi na pytanie o postawę Benfiki w amsterdamskim finale. Jak w cztery dni pozbierać rozbity zespół, który jako jedyny oprócz Bayernu miał szansę na potrójną koronę (w finale Pucharu Portugalii gra z Vitorią Guimaraes)? Na arenie międzynarodowej Benfica pozostaje bez sukcesu od ponad pół wieku.

Chelsea ma szansę zostać prekursorem - jeszcze nikt rok po triumfie w Lidze Mistrzów nie wygrał Ligi Europy/Pucharu UEFA. Kolejność była do tej pory odwrotna, by wspomnieć przykład (nomen omen) Porto z lat 2003-2004.

Rafael Benitez boryka się z tymi samymi problemami, z jakimi borykają się wszyscy trenerzy tymczasowi: jak wpłynąć na zespół świadomy tego, że jego opiekun to najemnik wynajęty tylko na chwilę i jak zyskać przychylność zarządu, który termin spłaty kredytu zaufania ustalił na koniec sezonu? Hiszpan jest w dziwnej sytuacji - to on ma więcej do wygrania niż Chelsea. Wchodząc w pakt z Romanem Abramowiczem zyskał dawno nieosiągalną możliwość przypomnienia się na europejskich salonach, odbudowania swojej pozycji po totalnej klapie z Interem i latach niebytu. Wielu obserwatorów wskazywało na rozbieżność celów - właścicielowi zależało w pierwszej kolejności na miejscu gwarantującym start w Lidze Mistrzów, co dały dwie bramki Franka Lamparda w ostatnim meczu z Aston Villą (dystans do ekip z Manchesteru okazał się większy niż się spodziewano), trenerowi - by w CV mieć kolejny triumf w europejskich pucharach i wrócić do gry o najwyższą stawkę. Benitez to jeden z najbardziej wyszydzanych trenerów przez Jose Mourinho. Gdy przyszedł na jego miejsce do Mediolanu kazał zerwać jego plakaty i zabronił zawodnikom wspominania o Portugalczyku. Dziś The Special One wydaje się być w przededniu złożenia podpisu na nowej umowie z Chelsea.

Trudno stwierdzić, czy londyńczycy traktują Ligę Europy całkiem na serio. Mieli łatwych rywali, mobilizowali się głównie w sytuacjach zagrożenia. Tak było ze Steauą i Bazyleą, które po dobrych meczach u siebie nie murowały swojej bramki na Stamford Bridge, tak było z Rubinem Kazań, który niby trzymał krótki dystans (3:2 i 1:3) do The Blues, ale ci za każdym razem odskakiwali.

Bardziej jednoznaczny może być zarząd klubu zerkając do rubryki "przychody" - za zwycięstwo Chelsea dostanie 5 mln euro, czyli nawet nie 1/10 tego, co kosztował Fernando Torres. Dla angielskiej prasy finał to temat poboczny, za nieodżałowanym Fergusonem i nadciągającym Moyes'em, przyszłością Wayne'a Rooneya na Old Trafford, zwolnieniem Roberto Manciniego, a nawet barażom o awans do Premier League.

Obaj finaliści wyznają inną filozofię: Benfica drogo sprzedaje, Chelsea drogo kupuje. Gdyby pozbierać zawodników, którzy w minionych trzech latach emigrowali z Lizbony (Ramires, David Luiz, Coentrao, Di Maria, Witsel, Saviola) mielibyśmy zespół mierzący w okolice półfinału Ligi Mistrzów. Po drugiej stronie boiska mamy znak zmian, jakie zaszły w Chelsea: nikt z ofensywnego trio Mata-Oscar-Hazard (kontuzjowany, raczej nie zagra) nie mierzy więcej niż 180 cm i nie waży więcej niż 70 kg. Wszyscy za to mają wrodzony zmysł do kombinacji, lubią szybką grę na małej przestrzeni i są ponadprzeciętnie kreatywni. Dla Brazylijczyka i Belga triumf w LE byłby pierwszym przystankiem na drodze do wielkiej kariery. Z kolei dla Franka Lamparda, z którym prawie na pewno nie zostanie parafowany nowy kontrakt, to końcowy stacja z zachodnim Londynie.

Chyba że dar przekonywania Jose Mourinho nie stracił nic ze swojej mocy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

BRAWO !!!! Super informacja!

Komentarz został ukrytyrozwiń

a o tenisie cisza . Tymczasem Jerzy Janowicz wygrał z Jo-Wilfriedem Tsongą 6:4, 7:6(5) i awansował do trzeciej rundy prestiżowego turnieju w Rzymie!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.