Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

61414 miejsce

LE: Dundee - Śląsk. Zabawa w piekło i niebo

Opowieść o niezwykłej taktyce, czterech pancernych, rugby, szkockiej kracie i zabawie w piekło i niebo, w całkowicie zakręconej relacji wprost z domowego fotela i ciepłych kapci.

 / Fot. PAP/Adam HawałejŚląsk zaczyna z zapasem jednej bramki, jesteśmy więc w niebie. "Oro Profesoro" – jak nazywają we Wrocławiu Lenczyka, postawił na atak. W tym celu na boisku pojawia się sześciu obrońców i czterech pomocników.

Rewolucyjna taktyka stawiania wszystkim nie zawiodła. W ataku nie ma nikogo, bo po tym wczorajszym „stawianiu” Lenczyka tylko Diaz przyszedł na boisko. W dodatku na „czterech” przyszedł i niewiele z wczoraj pamięta. Jakaś szkocka mu zaszkodziła. Pogoda oczywiście. W kratkę.

Wymarzony początek spotkania. Po pięciu minutach Dundee prowadzi 2:0. Panie sędzio, ale myśmy się jeszcze z kolegami nie zdążyli ustawić – mówi Spahić. - Czy Pan nie widzi, że tu 10 obrońców gra? Kłopot mamy, gdzie kto ma stanąć, żeby się nie deptać, a oni nam już tu gole strzelają. Proszę od nowa mecz zacząć -. Śląsk idzie do piekła.

Nie pomógł żaden Spiderman, Turbodymoman, ani Kelemen… od dzisiaj zwany Kalek-men. Marianowi dzisiaj nie idzie. W kratkę gra i to w szkocką. Znaczy szkocka była wczoraj, Lenczyk przyniósł. Zapomnieli mu powiedzieć, że to tylko taka nazwa - "piłka nożna" i że bramkarz może grać rękami. Jest 2:0. No co? Przecież się bronimy. - Spokojnie spokojnie –mówi Lenczyk, ostatnio było 7:2 więc jeszcze mamy spory zapas. Na trybunach słychać doping. Gromkie nawoływanie kibiców: To już jest koniec i nie ma już nic! Znów przegraliśmy, możemy iść!

Na boisku trochę chaosu. Przypomina to grę w zbijaka. Kto kogo zbije. 15. minuta, Śląsk ma rzut rożny. Mila dośrodkowuje i trafia w „baniak” Elsnera, piłka się odbija i wpada do bramki. Jest 2:1. Mila Elsnera przeprasza, Elsner po wczorajszym „stawianiu” jeszcze na bani i w dodatku w banię dostał. Ból istnienia okropny! Nic to. Śląsk w niebie.

20. minuta, 30. minuta, mecz przypomina zagadki Las Vegas, bo drużyna, w której nie grają napastnicy cały czas w ataku. Rewolucyjna taktyka 6-4-0 przynosi odwrotne efekty. Skuteczności mało, ale za to jest wesoło. W drużynie Dundee obudziły się chyba jakieś tęsknoty do rugby - sami kopacze grają. A w dodatku na środku paru młynowych. Pokopał się w tym wszystkim i Kalek-man, zatrzymał kopacza Dundee na polu karnym. Zapomnieli mu powiedzieć, ze bramkarz, i owszem gra rękami, ale tylko z piłką. A piłkarza się rękami za nogi nie chwyta. Marian zawiedziony, bo chciał go tylko przytulić. Ale w nagrodę od sędziego dostaje żółtego sucharka. Sędzia dyktuje przyłożenie i mamy 3:1. Śląsk do piekła idzie.

Koniec pierwszej połowy. Kibice śpiewają znany przebój Blue Cafe: Do nieba do piekła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

thunder
  • thunder
  • 27.07.2011 15:02

Miało być zabawnie, wyszło żenująco. Mowa o artykule.

Komentarz został ukrytyrozwiń
robson
  • robson
  • 22.07.2011 19:09

gupie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.