Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4549 miejsce

LE. Lazio Rzym - Legia Warszawa 1:0. Styl lepszy od wyniku

Legia Warszawa przegrała w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Europy z włoskim Lazio 0:1. Jedynego gola strzelił w 53. minucie Hernanes, który dostał dobre podanie od Keity.

 / Fot. EPA/CLAUDIO PERILegia leciała do Włoch z nadziejami na korzystny wynik. I miała prawo myśleć, że z Lazio może wywalczyć trzy punkty. Zespół był dobrze przygotowany do meczu, piłkarze odpowiednio zmotywowani. Nie mogło wydarzyć się to, co w meczach eliminacyjnych do Ligi Mistrzów, czyli "powiązane nogi w pierwszej połowie", jak to nazwał Miroslav Radović. A wracając do Serba, to niedawno udzielił ciekawego wywiadu dla Piłki Nożnej, w którym powiedział, że jego zespół stać na wygranie swojej grupy, a nie tylko walkę o drugie miejsce. Nie popadając w hurraoptymizm, można z całą stanowczością stwierdzić, że w tych słowach jednak jest pewna prawda. Bo mimo iż warszawiacy nie zdołali wywalczyć na Stadio Olimpico nawet punktu, to pokazali, że stać ich na wiele.

Jak Wisła Kraków

Lazio Rzym, które w czwartek grało z Legią, różniło się nie tylko w wyjściowej jedenastce, ale przede wszystkim w sposobie gry od tego, które w sezonie 2002/2003 mierzyło się z Białą Gwiazdę w 1/8 finału Pucharu UEFA. Tamta drużyna była zaliczana do światowej czołówki, w Europie każdy jej się bał. Wisła Kraków pokazała, że walecznością i wiarą w zwycięstwo, można osiągnąć cel. 20 lutego 2003 roku pojechała do Rzymu i rozegrała kapitalny mecz. Wynik 3:3 pozwalał mieć nadzieję na awans do następnej rundy, ale porażka 1:2 u siebie przekreśliła marzenia. Teraz też było sporo porównań. A to Legię kontrastowano z Wisłą, a to Lazio z tego sezonu z tym sprzed lat. Nie miało to jednak dużego znaczenia, bo oba zespoły diametralnie się różniły od tamtych.

Legia rozpoczęła od próby zdominowania przeciwnika. Jan Urban chyba uznał, że jeżeli nie gra kilku klasowych piłkarzy, to rywal będzie bardziej uległy. Nie z Lazio jednak takie sztuczki. Umiejętna obrona i dobre ustawienie spowodowały, że szybkość Jakuba Koseckiego i pomysł na rozegranie piłki Radovicia na niewiele się zdały. I to właśnie gospodarze przeprowadzili pierwsi groźną akcję, po której o mało nie wpadła bramka. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Ederson był naprawdę blisko pokonania golkipera, ale Dossa Junior zdołał odbić jego uderzenie. Była właśnie 20. minuta. Niespełna 120 sekund później to goście, za sprawą Koseckiego, byli bliscy wyjścia na prowadzenie. Rado świetnie podciął do młodego zawodnika, a ten w sytuacji sam na sam uderzył prosto w ręce Marchettiego.

Kolejne emocje przyszły dopiero w 51. minucie. Wtedy to ani Łukasz Broź, ani Henrik Ojaama nie zdołali zatrzymać Keity, a ten z linii końcowej dośrodkował na głowę do Hernanesa. Brazylijczyk wyskoczył najwyżej w polu karnym i Wojciech Skaba musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Niecały kwadrans później ten sam gracz miał ochotę na gola numer dwa. Wpadł w pole karne Polaków i tak wkręcił w ziemię obrońców, że ci nie wiedzieli, co mają robić. Na szczęście trafił w słupek. Gdyby piłka poszła kilka centymetrów w kierunku bramki, to już wtedy byłoby po meczu. A tak pozostawała jeszcze wiara, że może Hernanes zostanie ściągnięty z boiska, a w ślad za nim pójdzie Ederson. Ale to już tak pół żartem, pół serio. Na szczęście jeszcze w 87. minucie bardzo dobrze zachował się Wojciech Skaba, który zdołał wybić bardzo groźny strzał z rzutu rożnego. Nie zmieniło to rezultatu całego dzisiejszego spotkania, ale może mieć wpływ na ogólną klasyfikację w przypadku takiej samej liczby punktów.

Dobry mecz, ale nie obrońców

Legia zasłużyła na umiarkowane słowa pochwały. Nie należą się one jednak defensorom. Widać, że nie są zgrani, bo częste rotacje w składzie to uniemożliwiły. Jednak to nie powinno ich w dużym stopniu usprawiedliwiać, bo na takim poziomie nie ma już miejsca na takie wpadki. Niemniej jednak pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnym spotkaniu piłkarze z Warszawy pokażą naprawdę na co ich stać, bo Apollon to nie będzie już zespół, którego trzeba się strasznie obawiać, a może i Vladimer Dwaliszwili się wyleczy, bo w T-Mobile Ekstraklasie pokazał, że wraca do wielkiej formy.

W drugim meczu grupy J wspomniany cypryjski zespół przegrał z Trabzonsporem 1:2. Cały mecz zagrał Adrian Mierzejewski i miał asystę przy drugim trafieniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jaki styl,co za idiotyzmy ?wynik poszedł w świat-Legia przegrała.Jak zwykle kibole pokazali za co połowa Polski ich nienawidzi.!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.