Facebook Google+ Twitter

Lech - Legia 1:1 - efektowny chaos

Lech Poznań zremisował w hicie ligi polskiej z Legią Warszawa 1:1. O meczu można powiedzieć wiele, ale czy stał on na wysokim poziomie? Najbardziej pasuje do niego stwierdzenie, że był to efektowny chaos.

Furman (Legia) walczy o piłkę z Lovrencsicsem (Lech) / Fot. Piotr Skrzypek/W24Początek spotkania pokazał, że w tym meczu nie ma żartów. Lech rozpoczął bardzo agresywnie, często grając na pograniczu faulu, z czym legioniści nie radzili sobie najlepiej. Jak taka gra wpłynęła na warszawian pokazuje najlepiej sytuacja z 24. minuty, kiedy Broź zderzył się głową z Koseckim. Ten pierwszy musiał w efekcie opuścić boisko, po czym został przewieziony do szpitala, a drugi kontynuował zawody z guzem wielkości orzecha włoskiego.

W pierwszej połowie bliżej zdobycia gola byli lechici. W 12. minucie spotkania Barry Douglas popisał się niezłym strzałem z rzutu wolnego, po którym piłka uderzyła w słupek. Jednak patrząc na przebieg pierwszej połowy trzeba powiedzieć głośno, że nie było to widowisko, jakiego oczekiwali kibice.

Druga połowa wyglądała zupełnie inaczej. Piłkarze wyglądali jakby w przerwie ktoś przeprowadził na nich egzorcyzmy i wypędził w ten sposób demona niemocy. Legii wystarczyły dwie minuty, by otworzyć wynik. W ogromnym zamieszaniu pod bramką Gostomskiego do piłki dopadł Tomasz Jodłowiec i ta wylądowała w siatce. Trzy minuty później Lovrencics wpadł z piłką w pole karne jak natchniony, nawinął Rzeźniczaka na prosty zwód i potężnym uderzeniem wpakował piłkę do bramki. Od tego momentu poziom emocji nieustannie był bliski maksimum.

Mecz na swoją korzyść mogły rozstrzygnąć obie ekipy. Drugą bramkę dla Lecha mógł strzelić Teodorczyk, który obok Lovrencicsa stwarzał największe zagrożenie pod bramką Legii. Z kolei mistrzowie Polski mogą sobie pluć w brodę, że znakomitych sytuacji strzeleckich nie wykorzystali Dwaliszwili, Brzyski czy Ojamaa. Im bliżej było do końca regulaminowego czasu gry tym bardziej nerwy plątały nogi piłkarzom obu drużyn, ale z tego chaosu wynikało wiele akcji podbramkowych, co mogło się podobać kibicom.

Kilka dodatkowych słów należy poświęcić Jakubowi Koseckiemu. Ten piłkarz grał przeciętne spotkanie, ale trzeba przyznać, że przy takim nastawieniu rywali nie mógł zrobić nic więcej. Młody „Kosa” kilka razy został solidnie sponiewierany przez lechitów, a przecież już w pierwszej połowie otrzymał potężny cios od kolegi z boiska. Nic dziwnego, że kiedy schodził z boiska w 80. minucie, wyglądał jakby właśnie wrócił z frontu wojennego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.