Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

164563 miejsce

Lech Poznań rozgromił Grasshoppers Zurych 6:0!

Złośliwi twierdzili, że padło za dużo bramek. Ale kto by ich słuchał po takim meczu? Lech Poznań zdemolował na własnym stadionie zespół Grasshoppers Zurych 6:0. Lechici zaskoczyli i kibiców, i przeciwników.

Piłkarze Lecha Poznań, Semir Stilic (L) i Hernan Rengifo (P), cieszą się ze zdobycia bramki przez Roberta Lewandowskiego (C) podczas meczu 2. rundy eliminacyjnej Pucharu UEFA z Grasshoppers Zurych. / Fot. PAP/Adam CiereszkoLech ruszył do ataku od pierwszej minuty. Podopieczni Franciszka Smudy nie dali rywalom ani chwili wytchnienia, grali swoje i co ważne, robili to dobrze. Grasshoppers nie istniał na boisku. Ani na trybunach, gdzie kibice Kolejorza dali z siebie naprawdę wszystko.

Mocny początek


Fani Lecha od początku dali do zrozumienia swoim piłkarzom, że interesuje ich jedynie zwycięstwo. Już przed rozpoczęciem spotkania głośno wyśpiewali "Jesteśmy z Wami", ale za tą deklaracją poszła następna: "Tylko zwycięstwo, Kolejorz, tylko zwycięstwo". Lechici posłuchali i od razu zabrali się do pracy. Kilka efektownych akcji i ta najważniejsza, bo efektywna – 4. minuta, Hernan Regifo zdobywa pierwszą bramkę. Na trybunach szał. W szeregach przeciwnika konsternacja. Z drugiego sektora trudno było dokładnie zobaczyć sam strzał, za to bardzo dokładnie było widać, jak została wyprowadzona akcja. Wielkie brawa należą się Semirowi Stilicowi, który dograł piłkę wprost do Rengifo, który "dopełnił formalności". Kibicom jednak było mało, piłkarzom Lecha również.

Joker po raz pierwszy


Robert Lewandowski wyszedł we wczorajszym spotkaniu w pierwszej jedenastce. Kibice już go kochają. Niektórzy nazywają Jokerem, bo w poprzednich meczach wchodził na boisko z ławki rezerwowych i zawsze strzelał bramki. Tym razem gracz z numerem ósmym pokazał, że może być skuteczny, grając od początku. W 14. minucie zapewnił Lechowi prowadzenie 2:0. Kibice na trybunach pytali, gdzie podział się Lech przegrywający w nie najlepszym stylu z GKS-em Bełchatów? Nikt oczywiście za tamtą drużyną Kolejorza nie tęsknił, jednak pesymiści bali się, że powróci nieoczekiwanie w meczu z Grasshoppers.

Do końca pierwszej połowy Lechici nadal naciskali i w ogóle nie dawali pograć gościom z Zurychu. Z trybun cały czas płynęły na murawę zagrzewające do walki przyśpiewki, jednak do końca pierwszej części meczu
więcej bramek nie padło. Zawodnicy Kolejorza schodzili do szatni w dobrych humorach. Kibice również nie narzekali (nawet pesymiści i etatowe zrzędy nie marudzili). Nikt nie spodziewał się tak wspaniałej gry i tak wysokiego zwycięstwa…

Joker po raz drugi


Po przerwie niewiele się na boisku zmieniło. Zawodnicy poznańskiego klubu górowali nad rywalami. Świetnie zaprezentowali się obrońcy, wszyscy czterej. Henriquez Ledezma zrehabilitował się za samobójczego gola strzelonego w pierwszym ligowym meczu. Manuel Arboleda i Bartosz Bosacki byli nie do przejścia, a Grzegorz Wojtkowiak miał kilka bardzo dobrych wyjść pod pole karne rywali (no i te jego niesamowicie dalekie wrzutki z autu…). Obrona spełniła zapowiedzi, że będzie stanowić monolit. Jednak to nie wymieniona czwórka strzelała gole (bo też nie takie jej zadanie). Robertowi Lewandowskiemu było mało i w 56. minucie postanowił jeszcze raz pokazać, że warto było w niego zainwestować. Dobił futbolówkę, która odbiła się od słupka po strzale Semira Stilica. Kolejorz wygrywał już 3:0. Kibice, nawet najwięksi optymiści, nie marzyli o takim wyniku. Na całym stadionie odbijało się echem głośne "Dumą Polski jesteśmy od lat!". Takich wrażeń nie gwarantuje nic innego, tylko mecz przy ul. Bułgarskiej.

Stilic – do trzech razy sztuka?


Pomocnik Lecha, Semir Stilic był niewątpliwie jednym z najlepszych zawodników na boisku. Przez niego w pierwszej połowie przechodziła większość akcji Kolejorza. Bośniak trzykrotnie strzelał na bramkę Jakupovica. Raz piłka nie wiedzieć czemu nie wpadła do bramki, za drugim razem przeszkodził jej słupek. Kiedy gracz z numerem czternastym strzelił po raz trzeci, cały stadion zaczął skandować jego nazwisko. Wreszcie się udało. 4:0 i gol Semira Stilica. Wszyscy na trybunach byli tego pewni, jednak okazało się, że gracz Grasshoppers Zurych wbił bramkę samobójczą. Pech Stilica. Jednak nie zmienia to faktu, że był to "man of the mach" wczorajszego spotkania (przynajmniej dla sporej grupy kibiców z sektora nr 2).

Szaleństwo w końcówce


Piłkarze Lecha zaskoczyli nie tylko liczbą strzelonych bramek, ale też stylem, jaki zaprezentowali. Z trybun wyglądało to całkiem dobrze. Nawet więcej, niż całkiem. Kibice zaczęli już na dobre świętować zwycięstwo (co może przeszkodziło im trochę w dopingowaniu, bo stadion przycichł na chwil kilka), jednak to nie był koniec emocji.

Zawodnicy Franciszka Smudy poszli za ciosem. Jak wygrywać, to wysoko. A jak już się wygrywa wysoko, to zawsze można wygrać jeszcze wyżej. No i zwyciężyli wyżej. Na deser do listy strzelców dopisali się Dimitrije Injać (84. minuta) i Sławomir Peszko (88. minuta). Ten ostatni sporo się nabiegał i świetnie dośrodkowywał. Zasłużył na strzelenie gola. Po dwóch ostatnich bramkach na trybunach zapanowało istne szaleństwo. Ludzie z niedowierzaniem patrzyli na tablicę wyników. To było jak sen. Kolejorz gromił, Kolejorz zdeklasował rywala, Kolejorz rządził przez 90 minut. Aplauz fanów i głośne śpiewy – tak wyglądało ostatnie 5 minut (sędzia przedłużył spotkanie o 3 minuty). I w końcu arbiter odgwizdał koniec meczu. KKS Lech Poznań – Grasshoppers Zurych 6:0. Piłkarze gości szybko "uciekli" z boiska, a Lechici ociągali się, śpiewali z kibicami i cieszyli się z zasłużonego zwycięstwa.

W "kilku" słowach


Niesamowity mecz, na który ciężko piszącej te słowa spojrzeć chłodnym okiem. Z trybun wszystko wyglądało rewelacyjnie. Dużo dokładnych piłek, pomysł na grę, niezła komunikacja zawodników Lecha. A co z drużyną rywala? Nie było jej. I miejmy nadzieję, że nie obudzi się u siebie w meczu rewanżowym. Lechici pojadą do Zurychu z zaliczką, którą naprawdę trudno roztrwonić. Oby nie wrócił zespół z meczu z Bełchatowem. Niech Kolejorz z wczorajszego spotkania zostanie z kibicami przy Bułgarskiej do końca sezonu. Na taką piłkę nożną aż miło patrzeć. Tym bardziej, kiedy ogląda się ją w niepowtarzalnej atmosferze.

KKS Lech Poznań - Grasshoppers Zurych 6:0
Bramki: 4. Rengifo, 14. i 56. Lewandowski, 76. Vallori (sam), 84. Injać, 88. Peszko (Lech)
Sędziował: Thomas Vejlgaard (Dania)
Widzów:16.500
Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Bosacki, Arboleda, Henriquez - Peszko, Murawski, Bandrowski, Stilic (89. Cueto)- Lewandowski (80. Injac), Rengifo (86. Reiss)
Grasshoppers: Jakupovic - Voser, Vallori, Colina, Daprela (82. Mikari) - Calla (46. Zuber), Salacic, Cabanas, Sabanovic, Lulic - Toure (46. Bobadilla)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Zgadzam się z trybun mecz wyglądał rewelacyjnie!!!

+ za świetną relację:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Dla autorki i Lecha:)
BRAWO!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.