Facebook Google+ Twitter

Lech Poznań - Ruch Chorzów 4:2. Szalony mecz w Poznaniu

Lech Poznań był w trudnej sytuacji, ale zdołał się jakimś cudem wywinąć spod topora i pokonać Ruch Chorzów 4:2. Jednak zwycięstwo po szalonym spotkaniu, kosztowało poznaniaków wiele wysiłku.

Mecz Lech Poznań - Ruch Chorzów / Fot. PAP/Jakub KaczmarczykNa początku spotkania chorzowianie totalnie zaskoczyli bojowo nastawionych gospodarzy. Już w 6. minucie Stawarczyk miał znakomitą sytuację do zdobycia gola, jednak piłka zamiast do siatki trafiła w bramkarza Lecha, Macieja Gostomskiego. Obrońca Ruchu miał czego żałować, bo trzy minuty później poznaniacy wyszli na prowadzenie. Ceeasy dograł do Hamalainena, który zacentrował do Teodorczyka, a ten w dość nietypowej pozycji uderzył piłkę głową w kierunku bramki. Ta leciała tak wolno, że nikt nie wyobrażał sobie, że wyląduje w siatce, ale ostatecznie ani Michał Buchalik, ani chorzowscy defensorzy nie potrafili zareagować we właściwym momencie.

Przed końcem pierwszej połowy piłkarze Ruchu przeprowadzili akcję, po której wynik na tablicy świetlnej uległ zmianie. Smektała dośrodkował do Grzegorza Kuświka, a ten strzałem głową nie dał szans Gostomskiemu na udaną interwencję. Bramkarz Lecha powinien w tym momencie zapytać partnerów z linii defensywnej, dlaczego zamiast przeszkadzać przeciwnikowi, ucięli sobie drzemkę.

Pierwsze minuty drugiej odsłony spotkania należały do Lecha, który mógł zdobyć gola po strzale Teodorczyka, jednak ostatecznie zabrakło nieco szczęścia, gdyż piłka wylądowała na słupku. Szczęścia nie zabrakło za to chorzowianom, którzy w 60. minucie przeprowadzili wzorową kontrę. Znów dała się we znaki znakomita współpraca Smektały z Kuświkiem, pierwszy podawał, a drugi zamienił się w kata poznaniaków.

W tym momencie szykowany na nowego trenera Lecha Poznań Maciej Skorża mógł częściej spoglądać na telefon, bowiem gdyby mecz zakończył się takim wynikiem, to posada trenera Mariusza Rumaka wisiałaby na włosku. Ale Lech nie zamierzał godzić się na taki rezultat i w końcu na poważnie wziął się do pracy.

Na efekty trzeba było poczekać do 78. minuty. Hamalainen obsłużył kapitalnym podaniem Teodorczyka, jednak ten zmarnował sytuację jeden na jednego z Gostomskim. Na szczęście dla Lecha do piłki dopadł Rafał Murawski, który zdążył ze skuteczną dobitką. Pięć minut później Gergo Lovrencics ograł Stawarczyka w polu karnym i mocnym strzałem z bliskiej odległości wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W doliczonym czasie gry wszelkie wątpliwości wyjaśnił Claasen, który celnym strzałem ustalił wynik spotkania na 4:2.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.