Facebook Google+ Twitter

Lech Poznań - (s)tracony potencjał?

Wiele obiecywali sobie kibice w Poznaniu przed tym sezonem. Może zbyt wiele? Jak dotychczas prowadzony przez Franciszka Smudę Lech zawodzi, a ostatnie miesiące już spisać może na straty...

Gdy po fuzji Lecha Poznań z Amicą Wronki w stolicy Wielkopolski powstawała nowa, odmieniona drużyna, sympatycy piłki nożnej w całym kraju wierzyli, że szybko zapuka do bram czołówki Orange Ekstraklasy, a w niedalekiej przyszłości z powodzeniem występować będzie w europejskich pucharach. Na stanowisku trenera "Kolejorza" kochanego przez miejscową publiczność Czesława Michniewicza zastąpił stary ligowy lis - Franciszek Smuda. Jeden z najbardziej utytułowanych i cenionych w środowisku fachowców miał poprowadzić klub na wyżyny i zacząć budowę silnej armii. Przy ul. Bułgarskiej nikt wprawdzie nie mówił głośno o walce o triumfy w ekstraklasie już w sezonie 2006/2007, lecz chęć nawiązania równorzędnej rywalizacji z potęgami polskiego futbolu biła od poznaniaków na odległość. Rafał Murawski z Lecha Poznań i Marcin Kaczmarek z Kolportera Korony Kielce w rewanżowym ćwierćfinałowym meczu obu drużyn w Pucharze Polski, rozegranym w Poznaniu Fot. PAP/Adam Ciereszko



Tymczasem niemal od początku rozgrywek fani Lecha zmuszeni byli przełykać gorycz rozczarowania. Smuda stworzył zespół zdolny do gry bardziej efektownej aniżeli efektywnej. Pełny stadion, niezapomniane oprawy meczów i głośny doping kilkunastu tysięcy kibiców sprawiały, iż Poznań coraz częściej bywał miejscem najwspanialszych piłkarskich spektakli w Orange Ekstraklasie. Mimo to, zawodnicy nie zawsze umieli dostosować się do poziomu trybun, straty punktów wątpliwie rekompensując błyskotliwymi akcjami ofensywnymi. Nawet bajeczne popisy zakupionego z Peru Henry Quinterosa nie koiły ran po dotkliwych remisach i porażkach. Lech ciągle utrzymywał się w środkowych strefach tabeli, lecz - jak wiadomo – nawet najlepsza przystawka nie jest w stanie zastąpić głodnemu dania głównego.



Przełomem dla drużyny miała okazać się przerwa zimowa, po której poznaniacy na dobre rozpocząć mieli walkę z rywalami. Do klubu sprowadzono kolejnych obcokrajowców z obrońcą Zlatko Tanevskim i pomocnikiem Dimitrije Injacem na czele. Mimo to, w czterech dotychczasowych spotkaniach rundy rewanżowej ekstraklasy "Kolejorz" zdobył tylko cztery punkty. O ile inaugurujący ligową wiosnę remis z walczącą o utrzymanie Wisłą Płock mógł być traktowany jako wypadek przy pracy, o tyle porażka przed własną publicznością z aspirującym do czołowych miejsc Zagłębiem Lubin była poważną oznaką kryzysu. Nadzieje w serca kibiców na nowo wlała wysoka wygrana z Koroną Kielce. Przebudzenie i powrót do szarej rzeczywistości nastąpiły niezwykle szybko. Przed tygodniem ekipę Smudy w Krakowie na kolana powaliła Cracovia. Jeśli do pasma niepowodzeń dodać odpadnięcie z rozgrywek Pucharu Polski, to sezon w Poznaniu mogą już spisywać na straty.



Na pewno nie takiego oblicza "nowego Lecha" spodziewali się działacze, fani, z każdym pojedynkiem coraz bardziej siwiejący na ławce trenerskiej "Franz", jak i sami piłkarze. W "Kolejorzu" nadal drzemie olbrzymi potencjał, lecz jego obudzenie będzie zadaniem co najmniej trudnym. Pierwsza próba już w Wielką Sobotę w Krakowie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jeżeli nie Smuda to kto? Lech ma kase ale za mało żeby Kasperczaka ściągnąć a taka marka nie będzie ryzykowała nieznanym trenerem by sie łudzić że może coś ugra....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt - Lech gra zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale wydaje mi się, że w przyszłym sezonie będzie grał już o najwyższe lokaty w lidze. Pytanie, czy z "Franzem" na ławce trenerskiej? oczywiście +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.