
Przegrana u siebie w rewanżowym spotkaniu ze Spartą nie dała Lechitom awansu do IV rundy eliminacyjnej Champions League.
A zaczęło się obiecująco. Niewiele brakło, a w 3. minucie mistrz Polski wyszedłby na prowadzenie. Arboleda trafił w słupek po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Później było już tylko gorzej. Sparta odzyskała pewność siebie i wyprowadzała coraz to lepsze sytuacje. Mieliśmy dużo szczęścia.
Lech także miał swoje szanse, których jednak nie wykorzystał. W 30. minucie - rzut rożny dla gospodarzy. Wichniarek sygnalizuje, że piłka była w bramce, lecz sędzia nie przyznaje mu racji. 7 minut później Peszko z trudnej pozycji strzelił wprost w bramkarza.
Także rzuty wolne nie przynosiły oczekiwanego skutku. Gancarczyk trafił w mur, który stał za blisko piłki, czego nie zauważył arbiter. Tuż przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy po lekkim zamieszaniu w polu karnym mistrza Czech, bardzo bliski strzelenia bramki był Wichniarek.
Druga część spotkania zaczęła się od rzutu rożnego dla Lecha. W 49. minucie na stadionie zaczęło się piekło. Arbiter dyktuje rzut karny po przewinieniu Bosackiego. Dziwne zachowanie Kotorowskiego, który nie wyszedł z bramki i zmusił kapitana Lecha do interwencji. Gol! Dramat Lechitów.
Na kwadrans przed końcem - seria rzutów wolnych. Gra nerwów i przepychanki piłkarzy, które kończą się brutalnie - trzy czerwone kartki, w tym ta kontrowersyjna dla Bosackiego. Oprócz kapitana zespołu z Polski ukarani zostają także Matejovski i - kilka minut później - Sionko.
Zwyciężyła drużyna bardziej poukładana, której piłkarze są dobrze wyszkoleni technicznie, świetnie grają z kontrataku i ze stałych fragmentów gry. A Lech? Zabrakło szczęścia i formy. Tym razem nie wyszło.