Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95071 miejsce

Lech Wałęsa na polu minowym

Odkąd Lech Wałęsa podjął swoją kontrofensywę przeciw gejowskiej mniejszości uzurpującej prawa większości, odbiera nieprzerwanie, z różnych stron, cięgi. Wygląda na to, że wystąpienie naszego noblisty było z góry skazane na klęskę.

Lech Wałęsa na polu minowym

Upłynął z górą miesiąc, od kiedy Lech Wałęsa podjął kontrofensywę przeciw gejowskiej mniejszości uzurpującej prawa większość, a widoki na zatrzymanie ekspansji tęczowych nie tylko nie poprawiły się, ale wydają się coraz bledsze. Wygląda wręcz na to, że wystąpienie naszego noblisty było z góry skazane na klęskę.

Od swojej słynnej wypowiedzi dla TVN24 na początku marca Lech Wałęsa odbierał nieprzerwanie, z różnych stron, cięgi. Ohydną homofobię wytknął Wałęsie – co zrozumiałe - poseł Robet Biedroń. Z całą surowością napiętnowała go Monika Olejnik, pisząc na facebooku, że swoją
homofobiczną tyradą zhańbił Pokojową Nagrodę Nobla. Ostro zareagowała Agnieszka Holland, oskarżając Wałęsę, że żeruje na rasistowskich, homofobicznych i antysemickich nastrojach polskiego społeczeństwa. Europoseł Adam Bielan dziwił się, że poglądy Lecha Wałęsy, „daleko odbiegające od politycznej poprawności“, zwróciły uwagę
dopiero teraz. W jednym szeregu z Wałęsą stanęła bodaj jedyna Joanna Szczepkowska, za co dostało się jej jeszcze więcej.

Z jednoznaczną i bezwyjątkową dezaprobatą wystąpienie Wałęsy spotkało się za granicą. Tamtejsze echa jego wystąpienia zebrał londyński dziennik "The Independent", cytujący z niesmakiem szczególnie fragment o sadzaniu homoseksualistów "za murem". Reputacją Lecha Wałęsy zmartwił się nawet
Kamil Tchorek z amerykańskiego "Newsweeka", czemu dał wyraz w komentarzu pod wiele mówiącym tytułem "Zbrukana ikona"

Nie bacząc na te ostrzegawcze głosy, Lech Wałęsa brnął niewzruszenie – można by powiedzieć z zamkniętymi oczami – w coraz ryzykowniej brzmiące antygejowskie tyrady. Mniejszość seksualna prześladuje większość – mówił niedawno w radiu
RMF FM. Na pytanie, czy cofnąłby swoje słowa o homoseksualistach, o ogradzaniu ich murem w Sejmie, odpalił: „Nie, tylko bym jeszcze raz powtórzył, bo w tym temacie jestem niezmienny“. Pięknie powiedziane. Nasz negatywny bohater próbował się zreflektować gdzieś pod koniec marca, kiedy w kolejnej „Kropce nad i“ tłumaczył: „Wrobił mnie ten dziennikarz, a ja nie byłem precyzyjny.“ Oj – nie!

Spróbujmy mimo wszystko ustalić, co „w tym temacie“ powiedział, a co ewentualnie chciał powiedzieć Lech Wałęsa, bo w jego „redakcji“ nie zawsze są to rzeczy tożsame.
W swojej pierwszej rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem na początku marca w TVN24 powiedział mianowicie, że homoseksualiści "muszą wiedzieć, że są mniejszością i do mniejszych rzeczy się przystosować".
Tymczasem „doprowadziliśmy do tego, że ta mniejszość wchodzi na głowę większości“. „Ja sobie nie życzę, żeby ta mniejszość, z którą się nie zgadzam (...) wychodziła na ulice i moje dzieci i moje wnuki bałamuciła jakimiś tam mniejszościami“. Dotąd wypowiedź była jednoznaczna: Lechowi Wałęsie nie podobają się Parady Równości, jednak jej autor nie miał okazji bliżej wyjaśnić, co go tak razi w wychodzących na ulice homoseksualistach. Zamiast tego dziennikarz zapytał go o miejsce, jakie gotów przyznanć homoseksualnej mniejszości w Sejmie i wtedy padły te feralne słowa o gejach sadzanych w ostatniej ławce, a nawet za murem, które wyzwoliły falę potępień, manifestacji niesmaku, zgrozy, obrzydzenia.

W tym momencie Lecha Wałęsę totalnie zawiódł jego słynny instynkt polityczny, który go bezpiecznie przeprowadził przez okres walki z komuną, gdy tymczasem w czasie zwykłej rozmowy w studiu telewizyjnym najwidoczniej trwał w uśpieniu, nie ostrzegł w porę, że pytanie dziennikarza jest zaproszeniem do wkroczenia na pole minowe, którym ogrodzona jest poprawność polityczna. Zamiast się błyskawicznie cofnąć, Wałęsa ochoczo wkroczył na zaminowany teren i mina wybuchła. Odtąd każda dalsza wypowiedź na temat gejów mogła tylko pogorszyć sytuację. Na nic było powoływanie się na „fanatyczną wiarę“ w demokrację, która wyklucza segregację płci, a jedynie zabrania mniejszości „wschodzenia na głowę“ większości.
Demokracja w wydaniu Wałęsy jest zresztą argumentem o dosyć słabej sile przekonywania, jak bowiem pamiętamy z lat jego prezydentury, jest to demokracja, która zawsze „chciała“ tego, czego wcześniej chciał Wałęsa.

Lech Wałęsa padł ofiarą własnej niezachwianej wiary, że ma genialne „rozwiązania“ na wszystko i
może się wypowiadać na każdy temat. Z drugiej strony nadział się na metodę dziennikarstwa, polegającą na podtykaniu mikrofonu każdej przydybanej osobie publicznej i pytaniu o wszystko. Potem puszcza się uzyskany produkt na antenie i… już. W miarę jak oskarżony mnożył coraz mniej jasne wypowiedzi na temat gejów, utwierdzała się opinia, że laureat Pokojowej Nagrody Nobla chce spychać ich na margines społeczeństwa, osadzić "za murem" Uwadze komentatorów uszły wstępne fragmenty jego antygejowskiej krucjaty, w których protestował przeciwko gorszeniu dzieci i wnuków oraz włażeniu większości na głowę. Tłumacząc to na nasz język, Wałęsa chciał dać wyraz niesmakowi, jaki budzą w nim gejowskie parady i akurat w tym punkcie mógł zyskać (i podobno zytkał) znaczne społeczne poparcie. Nie sposób bowiem nie zauważyć, że organizatorzy i uczestnicy tych marszów bynajmniej nie zabiegają o sympatię heteroseksualistów – raczej ich prowokują: strojami, które obserwatorzy postrzegają jako wyzywające, gestami, które wielu uzna za obsceniczne, butnymi hasłami. Nic jednak nie wskazuje na to, że by chciał stanąć na czele swoich stronników i wyprowadzać ich na ulice miast. Po prostu wybrał fatalne „rozwiązanie".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.