
O zamiarze wystąpienia z "S" jej historyczny przywódca po raz pierwszy wspomniał jeszcze podczas ubiegłorocznych uroczystości. - To już nie jest mój związek. Inne czasy, inni ludzie, inne problemy - argumentował wtedy Wałęsa. - Nie będę się mieszał. Niech teraz działają inni, a ja nie jestem im chyba potrzebny.
Wałęsa po cichu zrealizował swoje zamiary. Nie chce o tym rozmawiać, bo to "ciężka, osobista sprawa". O załatwienie formalności związanych z wystąpieniem ze związku poprosił wieloletniego przyjaciela Jerzego Borowczaka, dyrektora Fundacji Centrum "Solidarności" – napisała Gazeta Wyborcza.
- To prawda, reprezentowałem Lecha w tej sprawie - potwierdził Borowczak. - Rozumiem go, ale nie jestem upoważniony do komentowania. Powiedział, że złoży legitymację z końcem 2005 roku, i tak zrobił.
Tymczasem jak doniosła PAP, były prezydent Lech Wałęsa odszedł ze związku zawodowego "Solidarność", bo uznał, że związek zaangażował się w poparcie PiS i braci Kaczyńskich.
Ostatecznie przeważyło "pchanie się za daleko w poparcie PiS i Kaczyńskich. "Ja chcę się trzymać od tego z daleka" - powiedział Wałęsa. Ale nie wykluczył, że kiedyś wstąpi do związku. "Polityk nigdy nie może powiedzieć “nie”. Dziś jednak się nie widzę; to nie jest mój związek, to nie tak" - stwierdził Wałęsa.
Zdaniem Gazety Wyborczej, po raz pierwszy w historii Lech Wałęsa 31 sierpnia nie weźmie udziału w oficjalnych obchodach podpisania Porozumień Sierpniowych. Dlaczego? Pod pomnikiem Poległych Stoczniowców według Wałęsy nie ma w jednym czasie miejsca dla niego oraz dla Lecha i Jarosława Kaczyńskich.
- Oni jakiś wkład w Sierpień '80 mieli, ale nie podoba mi się polityka, jaką uprawiają. Nie chcę się z nimi pokazywać - powiedział Wałęsa. - Przyjdę pod pomnik, jak ich już tam nie będzie. Nie będę zabierał nikomu splendoru. Niech każdy to rozumie, jak chce rozumieć.
- Lechu ma swoje powody - oznajmił Borowczak. - Przecież niedawno Kaczyński zagrał mu na nosie, dając wysokie odznaczenia Annie Walentynowicz i Andrzejowi Gwieździe. A przecież oni o Wałęsie nie mówią inaczej niż "agent".