Facebook Google+ Twitter

Lecie z poślizgiem

Słupski kabaret DKD świętował 20-lecie istnienia. Z rocznym opóźnieniem, ale... Na widowni Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica było jak zwykle - wesoło i refleksyjnie. A na scenie niecodziennie - gościnnie, jubileuszowo i z orkiestrą!

Panie i panowie! Jest coś, co nas zrównuje! Bez wyjątku? No, może z jednym! Darek Gatniejewski i Grzegorz Gurłacz (z prawej) w piosence o dyskretnej i wstydliwej równości. / Fot. Ryszard K. HetnarowiczPrzyjechali do Słupska zaraz po skończeniu szkół aktorskich. Mieli głowy nabite ideami, a wpadli na... zasieki. Pierwszy rząd stanowiły mało ambitny repertuar słupskiej sceny i jej niezdecydowane artystycznie kierownictwo, a drugi - likwidatorskie zapędy wojewódzkiej (ówczesnej) władzy kulturalnej. Ani z jednym, ani z drugim nie zamierzali się godzić. - Wiem, że zwykle tak się mówi: chcieliśmy dać z siebie więcej, skończyć z miałkimi treściami, pokazać swoje możliwości, nawiązać bliższy kontakt z widzem... Ale my naprawdę wtedy tak myśleliśmy! - zapewnia Grzegorz Gurłacz, jeden z założycieli kabaretu DKD.

Przy chylącej się ku upadkowi scenie Teatru Dramatycznego (1989 r.) powstał kabaret. Podczas jednego z pierwszych spotkań, tkwiąc w nieustannej niepewności, zastanawiali się nad nazwą i wtedy Radek Ciecholewski zaproponował: Doczekać Końca Dnia! Kabaret DeKaDe! Tak zostało i ta nazwa przylgnęła do grupy aktorów, w której oprócz już wymienionych byli Dariusz Gatniejewski i Jerzy Karnicki. - Na początku korzystaliśmy z tekstów naszych idoli: Jacquesa Brela, Georgesa Brassensa, Włodzimierza Wysockiego... - wspomina G. Gurłacz. - Chcieliśmy kontynuować, i tak w istocie się stało, tradycje kabaretu literackiego. W naszym repertuarze gościła twórczość bardów, poetów ale z biegiem czasu przyszła ochota na opisywanie własnymi słowami tego, co nas otacza. Powoli, krok po kroku stawaliśmy się kabaretem autorskim.

DKD z Maciejem Miecznikowskim (w środku) w popisowym protest songu ze słowami. Ideę można sobie wybrać! / Fot. Ryszard K. HetnarowiczW miazmatach ówczesnych zależności od teatralnych i administracyjnych decydentów chcieli być również niezależni. I efekt tego wyboru pielęgnują do dzisiaj. To nic, że przyszło się uczyć zasad organizacji imprez i nawet buchalterii. Zlikwidowany teatr nie mógł im udzielić wsparcia. Na ich koncertach widownia nigdy nie świeciła pustkami. Niemal wszystko w swoim życiu podporządkowali kabaretowi. - Lubimy to, co robimy. Cieszymy się każdą chwilą i w każde nasze dzieło staramy się włożyć myśl, siebie, nasze widzenie świata... Daleko nam do zgorzknienia i frustracji! Cieszy nas, że nadal jesteśmy zaskakiwani przez rzeczywistość, a wielu rzeczom się dziwimy... I niech tak pozostanie! - życzy sobie i kolegom Dariusz Gatniejewski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

:)

Żeby było obficiej!
Żeby spełniały się najskrytsze życzenia: Doczekać Końca Dnia!
Dołączam i ja swój wirtualny kwiatek http://www.edycja.pl/upload/kartki/366.jpeg ;)

Artyści, kontynuujący dobre tradycje kabaretu literackiego wiedzą, że:
"Życie jest komedią dla tych, którzy myślą i tragedią dla tych, co czują."
/Horace Walpole/

http://www.kabaretdkd.pl/muzyka/Protest%20song.mp3
więcej: http://www.kabaretdkd.pl/muzyka.htm

Autorowi sympatycznego wspomnienia "Lecia z poślizgiem" przebojowego kabaretu, który przekonuje, że:
"Daleko nam do zgorzknienia i frustracji! Cieszy nas, że nadal jesteśmy zaskakiwani przez rzeczywistość, a wielu rzeczom się dziwimy..." 5* (zaświeconych już wcześniej)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.