Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37092 miejsce

Leczenie monopsoniczne

Pierwsze dni nowego roku przyniosły wiadomość, która wprawdzie zbytnio nie zaskakuje, ale humoru nikomu nie poprawia. Nikomu - bo rzecz dotyczy absolutnie wszystkich.

Ortopeda domowy / Fot. Agata KowalczykNie ma mocnych - jeśli jeszcze nie potrzebujesz usług służby zdrowia, to w przyszłości Cię to nie ominie. Każdego coś dopadnie: jak nie choroba, to fizjologia, czyli poród albo pomylenie z poplątaniem w mózgownicy.

Po lekarzu pierwszego kontaktu, który nie zawsze i nie wszystko jest w stanie leczyć, chory powinien trafiać do specjalisty ze skierowaniem, albo i bez. I tutaj zaczynają się coraz bardziej strome schody, bo jak wynika z doniesień, kontrakty są coraz mniejsze, a dostęp do specjalistów coraz bardziej utrudniony. Nie dlatego, żeby ich nie było, o nie - po prostu decyzja o leczeniu coraz mniej zależy od lekarzy, a coraz bardziej od urzędników ogromnego aparatu administracyjnego NFOZu.

W kontekście podpisywania kontraktów na świadczenia medyczne, między administracyjnym molochem dysponującym naszymi pieniędzmi, a szpitalami mówi pani minister Kopacz, miedzy innymi tak: "...by nie mylić nadwykonań, które ratują życie z nadwykonaniami, które są tylko i wyłącznie cudowną twórczością w sprawozdawczości… dane o zadłużeniu szpitali były intrygujące, gdy zestawiono je w resorcie z tym, ...że dyrektorzy szpitali marudzą, że nie mają pieniędzy." I dalej - pani minister "...chciałaby, żeby bardzo rzetelnie sprawdzono, na co te pieniądze idą, bo jeżeli ja mam placówki, w których 90 proc. pieniędzy idzie na wynagrodzenia dla personelu, to to nie jest miejsce, gdzie się leczy pacjentów. To jest miejsce, w którym zatrudnia się biały personel".

Nie wykluczam, że radosna sprawozdawczość to tischnerowska "g... prowda", ale przecież dokładnie to samo można powiedzieć o wydawaniu pieniędzy na płace administracyjnego potwora, jakim są struktury NFOZu. Oto, dla uzmysłowienia sobie rozmiarów zjawiska, pierwszy z brzegu
przykład jednego tylko oddziału wojewódzkiego.

Przeszukiwanie Googli metodą wpisywania wymyślonych ad hoc hasełek, daje nam też cząstkowy, ale jakże znamiennie świadczący o całości, obraz płac administracji zarządzającej pieniędzmi z naszych ubezpieczeń Cytuję: "O tym, ile pieniędzy idzie co roku na wynagrodzenia, decydują prezes NFZ w porozumieniu z ministrem zdrowia. Ale to szefowie lokalnych oddziałów Funduszu dzielą kasę i mają największy wpływ na wysokość podwyżek." Analogia ze szpitalami w zakresie funduszu płac nie budzi wątpliwości, tyle, że proporcje nieco inne, bo przecież urząd dysponuje całością.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Tak, bardzo ciekawe i pouczające. Znałem weterynarza, który omal nie splajtował, bo leczył tani i tanie lekarstwa przepisywał. Chłopy w okolicy nie dawali wiary, ze za 5 zł mogą swe krasule wyleczyć. I odwracali się od weterynarza. Widmo głodu zajrzało do jego gniazda. I zmienił się radykalnie. Jest już dobrym weterynarzem, przepisuje drogie, zagraniczne leki, a chałupę ma najładniejsza w okolicy. Jest szanowany i poważany.
A system lekarza rodzinnego na wzór chiński adaptowany oczywiście do naszych krajowych warunków mi się podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, piszesz "U nas lekarz żyje z choroby..." itd... wszędzie, bo niby z czego ma żyć? jak nie z choroby.
Jak Cie już raz dopadną lekarze to z całą absolutną pewnością coś wynajdą, tak długo szukać będą.

Nie pamiętam w której to sztuce rosyjskiego klasyka, wybaczcie ... było , pojawił się w małym miasteczku nowy lekarz , otworzył gabinet i przez 3 dni przyjmował za darmo każdego mieszkańca. oczywiście zdobył sobie stałą klijentelę- rzeszę pacjentów.
jakże się ludzie zachwycali, że to jest świetny lekarz, bo zdiagnozował choroby którch tamten lekarz nie widział i nie doszukał się. a dzięki temu będę zdrowsi. Lekarz jak nic nie znajdzie to jest marny lekarz, dobry lekarz zawsze coś znajdzie ;]]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bez komentarza - Pani Stefanio. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewo, kilkanaście lat temu, na skórze głowy pojawił mi sie kaszak.
Przeszkadzało mi to i udałam sie do chirurga w przychodni. Chirurg odesłał mnie do "gabinetu piękności" :) Wybrałam sie do chirurga w sp-ni lekarskiej, ale lekarz orzekł, że "nie ma tu warunków" do tego zabiegu; równocześnie podpowiedział, że on w szpitalu podnajmuje z kolegą gabinet (sprzęt szpitalny!) i tam może mi to usunąć. Skorzystałam... za kilkaset PLN :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak - Pani Anno. Ma Pani rację. U nas lekarz żyje z choroby i na ogół nie jest zainteresowany wyzdrowieniem pacjenta. Widać to szczególnie gdy ma się do czynienia ze specjalistami z praktyką prywatną. Według ich zasady chory już nigdy nie ma szans na pełne wyzdrowienie. Śmieszne to i straszne za razem. Całkowicie na odwrót jest z leczeniem w placówkach uspołecznionych, gdzie przyjmują ci sami specjaliści. Tam człowiek szybko okazuje się zdrowy jak rydz, no chyba, że w ramach korzystania z praktyki prywatnej lekarzy specjalistów - zacznie się u nich leczyć. Niedoczekanie. Już to przerabiałam na własnym ciele.
Pozdrawiam - Pani Anno. Popieram dawny system lekarzy rodzinnych w Chinach!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chora Służba Zdrowia :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jako buntowniczka z wyboru najpierw podziękowałam Systemowi Opieki Zdrowotnej (przed zalecaną chemioterapią 18 lat temu) i poszukałam innych rozwiązań. Znacznie tańszych i nie wymagających stania w kolejkach po receptę. Od 15 lat nie byłam u lekarza, ani na żadnych badaniach. Trzymam się świetnie, bo zdaję sobie sprawę, że za swoje zdrowie jestem odpowiedzialna sama.
Doświadczenia ze służbą zdrowia miałam tak traumatyczne, że zdrowieję od samego nie bywania u lekarzy:-)
Swoją drogą podoba mi się dawny system lekarzy rodzinnych w Chinach. Dostawali pensję przez cały rok. Jednak jeśli ktoś z rodziny zachorował to do jego wyzdrowienia pensji lekarz nie dostawał. To sprzyjało prewencji i zdrowemu stylowi życia. Lekarz dbał o zdrowie rodziny, bo inaczej nie miałby sam z czego żyć. U nas lekarz żyje z choroby, więc w jego interesie jest utrzymywać chorego w chorobie, najlepiej chronicznej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze jedno. Pewien wybitny specjalista - onkolog powiedział mi w prywatnej rozmowie tak: "Jeśli się pani wydaje, że w służbie zdrowia jest pani podmiotem, to wyprowadzam panią z błędu. Jest pani przedmiotem, drobnym trybikiem, bez którego podmiot, czyli służba zdrowia nie ma racji bytu. Dopóki istnieją przedmioty, czyli pacjenci, naszej służbie zdrowia nic nie grozi. Na zmiany w pojmowaniu podmiotowości pacjentów niech Pani raczej nie liczy." Ta rozmowa miała miejsce kilka lat temu. Chyba nawet wspomniany specjalista onkolog nie przewidział - ile aktualnie racji jest zawartej w jego wywodzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sprawa bolesna, boleśniejsza i najbardziej bolesna tak jak młody, starszy i najstarszy. Są zdecydowanie ważniejsze w kraju sprawy od zdrowia społecznego. Nasi wybrańcy nie zaglądają do publiczych przychodni to z pewnością nie mają świadomości rzeczywistego stanu publicznej służby zdrowia. Bo przecież gdyby wiedzieli, że ludzie mrą na korytarzach to by pomogli. I stworzyli 9001 Ustawę. W krajach Beneluksu wystarcza 900. I się kreci. I urzędnik jest człowiek. Nasi darczyńcy ustawowi i mózgowe matołki sobie, swoim rodzinom i wnukom też zgotowali taki los.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Beato, w tym szaleństwie ze skierowaniami na specjalistyczne badania, wystawiane przez lekarzy specjalistów jest jednak metoda. Na wizytę do specjalisty trzeba czasem czekać miesiącami. Urzędasy widocznie liczą na to, że pacjent albo po drodze kopnie w kalendarz, albo pójdzie do specjalisty prywatnie i badania specjalistyczne też wykona prywatnie. Jeśli pomnożymy szacunkowo ilość takich przypadków przez ilość zdeterminowanych pacjentów (oczywiście tych, którzy mają jeszcze kasę by opłacić wizytę i badania) - oszczędności NFZ-u są widoczne jak na dłoni. Można za nie np. zatrudnić dodatkowych urzędników w NFZ. Oczywiście do sprawowania kontroli nad wydatkowaniem społecznych środków na ochronę zdrowia.
Ja też, Pani Beato, zaczynam się bać. Póki co - sporządziłam testament. Nigdy nie wiadomo, kiedy człowieka szlag trafi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.