Facebook Google+ Twitter

Legenda rocka w Warszawie

Założony przez niego zespół pozwolił na rozwinięcie skrzydeł wielu talentom. Niektóre przerosły własnego mistrza. John Mayall and The Bluesbreakers w tym tygodniu przyjechali do Polski.

Okładka najnowszej płyty Johna Mayall and The Bluesbreakers pt. "In the Palace Of The King" z autografem / Fot. rollkaWe wtorek 15 lipca w Sali Kongresowej PKiN mogliśmy posłuchać koncertu Johna Mayalla, jednego z najbardziej wpływowych bluesowych twórców. Wystąpił on razem z założonym przez siebie zespołem The Bluesbreakers. Na koncert dotarli tylko najbardziej zagorzali fani dobrego rocka. W większości byli to słuchacze, którzy pamiętają jeszcze początki amerykańskiego muzyka, choć udało się także wypatrzeć niewielką grupę zupełnie młodej widowni.

Być może barierą stały się zbyt wysokie (jak na kieszeń nastolatka) ceny biletów. John Mayall jest jednak schodzącą gwiazdą rock and rolla, rocka czy bluesa, więc na pewno w większości zgromadził swoich starych fanów, którzy słuchali go i podziwiali zanim wielu z jego uczniów (np. Peter Green, Eric Clapton) przerosło go sławą.

Koncert planowany na 20.30 rozpoczął się bez opóźnień. Ci, którzy przyszli wcześniej, mogli przed wejściem na salę uzyskać płytę oraz autograf bohatera wieczoru. Fanom, którzy nie mieli tyle szczęścia, pozostało robienie zdjęć z oddali aparatem lub komórką.

Koncert rozpoczął zespół The Bluesbreakers. Na przywitanie zagrali dwa utwory, w czasie których Buddy Whittington, grający na gitarze elektrycznej, wykonał drobną solówkę. Po drugim utworze na scenie pojawił się John Mayall i od razu otrzymał od publiczności ogromne oklaski. Pierwsze utwory, które wykonał wraz ze swoim zespołem pochodziły z jego najnowszej płyty, bądź z tych sprzed kilku lat. Jako że John M. jest multiinstrumentalistą, od razu zaprezentował swoje umiejętności na klawiszach oraz na harmonijce. Po gitarę sięgnął w ciągu całego koncertu tylko raz.

Każdy utwór oklaskiwany był równie gorąco podobnie jak sami wykonawcy przy prezentacji zespołu. Na gitarze elektrycznej zagrał wcześniej wspomniany Buddy Whittington, przy perkusji zasiadał Joe Yuele, zaś z gitarą basową zobaczyliśmy Hanka van Sickle. Resztę dopełniał sam John Mayall. Fani ożywili się najbardziej, gdy w drugiej części koncertu usłyszeli stare przeboje takie jak: Pretty Woman, Number's Down. Publiczność żywo reagowała na każde spontaniczne solowe wystąpienia artystów: na gitarze, harmonijce, a także, gdy John Mayall ustami zaczął wybijać rytm.

Koncert trwał półtorej godziny, po czym zespół zszedł ze sceny. Publiczność domagała się jednak bisu. Goście długo pozwolili się prosić. Po głośnych oklaskach i owacji na stojąco John M. oraz The Bluesbreakers wyszli ponownie na scenę i wykonali wspólnie jeszcze jeden utwór. Pod koniec na scenie pozostał sam John Mayall, który zagrał na klawiszach swojego starego bluesa. Było to doskonałe zakończenie tego koncertu.

Zespół w tym samym składzie, wraz z Johnem Mayall’em, odwiedził Polskę także rok temu w lipcu, lecz wtedy ich występ został przełożony z powodu żałoby narodowej. W tym roku koncert odbył się w zaplanowanym terminie i miejmy nadzieję, że na kolejny nie będziemy musieli długo czekać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.