Facebook Google+ Twitter

Legendarna "Carrie" w nowej odsłonie

Długo czekano na nową ekranizację debiutanckiej powieści Stephena Kinga. Czy pokładane w niej nadzieje nie okazały się płonne?

plakat / Fot. Ekranizacje powieści Stephena Kinga są nie lada wyzwaniem dla reżysera. Tym razem zadanie było jeszcze trudniejsze, gdyż debiutancką powieść mistrza horroru nakręcił po raz pierwszy Brian de Palma w 1976 roku. Jak poradziła sobie Kimberly Peirce?

Tytułowa Carrie White mieszka w niewielkim miasteczku Chamberlain ze swoją matką Margaret, fanatyczką religijną, która prawie wszystko uznaje za grzeszne - stroje, zachowania. I w takim przekonaniu wychowuje swoją córkę. Nieprzystosowana do życia Carrie jest wyśmiewana przez rówieśników i nie ma nikogo, przed kim mogłaby się wyżalić. Oprócz zaborczej matki-dewotki. Pewnego dnia, po raz kolejny upokorzona dziewczyna, odkrywa w sobie niezwykły dar - zdolność telekinezy. I od tej pory zaczyna go w sobie rozwijać. Rówieśnicy poznają jej sekret na balu maturalnym, ale jest już za późno. Sprawiedliwości musi stać się za dość...

kadr z filmu / Fot. Film nie zawsze wiernie podąża za książkową fabułą. Przede wszystkim Kingowa Carrie była niezgrabną, przysadzistą dziewczyną z pryszczami na szyi, plecach i pośladkach. Tymczasem w filmie wcale nie jest brzydka, jedynie ubiera się niemodnie i nosi nietwarzowe fryzury. Kimberly Peirce postanowiła uwspółcześnić ten film i umiejscowiła akcję w 2013 roku (a nie w 1979 roku). Wprowadziła także inną sekwencję zdarzeń (nie chcę za bardzo wnikać w szczegóły), a także zmieniła początek i zakończenie. Wprowadziła także elementy humorystyczne - niektóre wypowiedzi Tommy'ego wywołują śmiech (nie ma tego w książce). Niestety zabrakło fragmentów gazet, które stanowią istotną część książki. Sam proces również został potraktowany po macoszemu. I ten finał był, jak na mój gust, zbyt efekciarki.

Moim zdaniem film Briana De Palmy był bliższy oryginałowi. Nie było w nim smartfonów, którymi można zrobić filmik upokorzonej Carrie, a potem wrzucić go na YouTube'a (którego też nie było). Co więcej, Carrie nie oglądała możliwości telekinezy na komputerze w pełnoekranowej wersji. Co najwyżej mogła poczytać o tym w książkach. Mnie chyba bardziej przekonała poprzednia ekranizacja.

Niemniej jednak było kilka elementów, które mi się spodobały. Jak choćby gra aktorska - Julianne Moore jako szalona matka Carrie, Chloë Grace Moretz, jako Carrie z pozoru nieśmiała dziewczyna, która pod koniec pokazuje swoją prawdziwą naturę (dziewczyna ma potencjał) oraz Ansel Elgort jako zabawny Tommy Ross, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny. Choć nie dorównują z ekranizacji De Palmy, w której zagrali m.in. Sissy Spacek (Carrie White), Piper Laurie (Margaret White) oraz John Travolta (Billy Nolan). Bardzo podobały mi się także efekty specjalne, szczególnie podczas największego gniewu Carrie (choć jej wyczyny są nierealne).

Jak mawiał Alfred Hitchcock film jest zły wtedy, jeśli ktokolwiek z publiczności chociaż na chwilę może odwrócić oczy od ekranu. Niektórzy niestety z widzów spuszczali wzrok przez hektolitry krwi, ale mnie to nie ruszało. Choć przyznaję, że mogłoby być jej mniej. Podsumowując, film nie zapada w pamięć i szybko się o nim zapomina. Jako rozrywkowe kino się obroni, ale nic ponadto. Jednakże myślę, że warto go obejrzeć, by wyrobić sobie własne zdanie.

Lubisz oglądać dobre filmy? Dowiedz się, co jest emitowane w telewizji! Sprawdź program tv!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.