Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Cywilizacja > Historia > Legendy wrocławskie: Kamienna głowa

Pozycja materiału w rankingach:

3354 miejsce

Dział: Historia

Ocena: 68pkt

Oceń:

Legendy wrocławskie: Kamienna głowa


Legendy i podania wiążą się zarówno z pięknymi zabytkami, jak i z ciemnymi, opuszczonymi zaułkami. Wiele z nich zostało już zapomnianych. Te, które nadal żyją w naszej pamięci lub na kartach książek warto wciąż na nowo opowiadać. Poznajcie legendy wrocławskie.

Wrocławska katedra. Kamienna głowa znajduje się na ścianie wieży po prawej stronie. / Fot. Marta SzloserUwielbiam słuchać legend dotyczących różnych miejsc we Wrocławiu lub w okolicach, a później wyruszać ich szlakiem, wyobrażając sobie, że poznana historia właśnie tu i teraz się rozgrywa. Wielkie miasta, urokliwe miasteczka i spokojnie wsie – wiele z nich ma swoje własne legendy i podania, przekazywane z pokolenia na pokolenie, ocalone i zapisane na kartach książek. Z samym Dolnym Śląskiem wiąże się ich kilkaset, a są to tylko opowieści, które można odszukać w różnych książkach, starych i nowszych wydawnictwach. Kto wie, ile ich jeszcze znajduje się lub znajdowało w pamięci naszych dziadków i babć…


"Bo prawdziwa miłość do swojego miasta zaczyna się od pierwszej usłyszanej o nim bajki" /M. Urbanek/


Lubicie legendy? Oto pierwsza z cyklu „Legendy wrocławskie” – opowieść o tajemniczej kamiennej głowie, która znajduje się wysoko na ścianie południowej wieży katedry wrocławskiej. Istnieje kilka wersji jej pochodzenia. Mówiono, że jest to skamieniała głowa strażnika, który spłonął podczas pożaru katedry, wołając przez okienko o pomoc. Niektórzy snują domysły, że przedstawia wizerunek złego ducha umieszczony na budowli, by go unieszkodliwić. Inni przychylają się do wersji, że budowniczy umieścił na ścianie katedry dla żartu czyjś portret, jak to ówcześnie czyniono. A może kamienna głowa miała być przestrogą dla złodziei – stanowiąc pamiątkę po tym, jak jeden z rabusi, wyglądając przez okienko, został w nim uwięziony do czasu, aż go złapano.

Z kamienną głową wiąże się również historia miłosna…


Franciszek był znanym wrocławskim złotnikiem. Wiodło mu się dobrze, miał pieniądze i piękną córkę Barbarę. Kamienna głowa znajduje się na południowej wieży katedry wrocławskiej, w centrum kadru, u góry. / Fot. Marta SzloserO jej względy zabiegało wielu młodzieńców, ale Franciszek postanowił, że odda rękę jedynej córki tylko mężczyźnie, który będzie bogaty. Mistrz miał czeladnika imieniem Henryk. Chłopak zadurzył się w Barbarze, a ona odwzajemniła jego uczucie. Spotykali się potajemnie, wiedząc, że Franciszek nie pochwali ich związku. Pech chciał, że pewnego dnia zakochanych nakrył zazdrosny o względy Barbary czeladnik Jakub. Szybko powiadomił mistrza o tym, co zobaczył. Franciszek postanowił ukryć się i zaczekać na młodych, by przekonać się na własne oczy, czy Jakub mówił prawdę. Zobaczywszy córkę w objęciach ubogiego czeladnika, wyszedł z kryjówki i, kipiąc ze złości, wygonił Henryka ze swego domu. Nic nie pomogły zapewnienia kochanków o płomiennym uczuciu, którym się darzyli.

Opuszczając Wrocław, Henryk poprzysiągł sobie, że powróci do miasta dopiero wtedy, gdy będzie bogaty. Wędrował długo w poszukiwaniu pracy, ale ludzie mu nie ufali, był dla nich obcy. Zmęczony, głodny i zmarznięty wędrował dalej w poszukiwaniu szczęścia. Pewnego wieczoru napadli go leśni zbójcy. Henryk nie miał przy sobie ani grosza, nie mogli więc nic mu zabrać. Pozwolili jednak młodzieńcowi iść z nimi. Przez dwa lata chłopak łupił kupców podążających szlakiem handlowym z Wrocławia do Pragi, zabierał pieniądze biednym wieśniakom, którym udało się coś sprzedać. Jego imię zasłynęło w okolicy z okrucieństwa. Wkrótce zbójcy zostali po kolei wyłapani, na wolności był już tylko Henryk. Doskwierała mu samotność, a ponieważ zdążył zgromadzić dostatecznie dużo cennych łupów, postanowił wrócić do Wrocławia, do ukochanej.

Twarz wykrzywia grymas bólu i przerażenia. / Fot. Marta SzloserBarbara uwierzyła w opowieści Henryka o tym, jak uczciwą i ciężką pracą zdobył majątek. Mistrz Franciszek również przekonał się do młodzieńca i zachłannie przeglądał przywiezione skarby. Przypadkiem znalazł wśród nich zakrwawiony świstek z pismem starego przyjaciela, którego niedawno zabili zbójcy. Mistrz natychmiast wygonił Henryka z domu. Czeladnik zrozumiał, że ojciec Barbary czegoś się domyślił. Był na niego wściekły. Teraz już nigdy nie będzie mógł zobaczyć się z piękną, słodką Barbarą… Męczony koszmarami, podszedł w nocy pod dom złotnika i podłożył ogień. Szybko pobiegł przez most Piaskowy do katedry. Wspiął się po stopniach na wieżę i wyglądając przez okienko, napawał się widokiem płomieni. Dom Franciszka spalił się niemal doszczętnie. Zadowolony z zemsty Henryk chciał cofnąć głowę, ale mury ją uwięziły, zaciskając się coraz bardziej wokół jego szyi. Młodzieniec krzyczał, ale nikt go nie słyszał – wszyscy na dole byli przejęci pożarem. Do dziś na południowej wieży katedry można zobaczyć twarz Henryka wykrzywioną grymasem przerażenia i bólu. Ku przestrodze…

Źródła pisane:
Krzysztof Kwaśniewski, Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie. Poznańskie, Poznań 2006, s. 121-123.
Mariusz Urbanek, Mostek Czarownic. Baśnie wrocławskie. Europa, Wrocław 1996, s. 33-36.

* * * * * *
Jeśli znacie legendy dotyczące Waszych miast lub okolic, piszcie! Wszyscy na pewno słyszeli opowieść o smoku spod Wawelu, czas poznać również mniej popularne legendy. Może zachęcą kogoś do odwiedzenia tych miejsc i zgłębienia ich historii...
Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 16

Sortuj komentarze:

Klara Maj 16.08.2008 22:46

Ocena: Ocena pozytywna 18 Ocena negatywna 16

zbieranie informacji o własnym mieście, sprawa zacna. Ja co prawda wolę jeździć śladami Carrie Bradshaw;] ale cóż, nie każdy może mieszkać w Nowym Jorku;] a na serio, świadomośc własnego pochodzenia, zamieszkania to sprawa nie do przecenienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 16.08.2008 21:39

Ocena: Ocena pozytywna 19 Ocena negatywna 15

Plus Marto, za tą historię pięknie opowiedzianą! Pisz dalej - będę czekał !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magda Grabowska 16.08.2008 15:35

Ocena: Ocena pozytywna 39 Ocena negatywna 14

+ bardzo ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marta Szloser 16.08.2008 14:09

Ocena: Ocena pozytywna 21 Ocena negatywna 20

elbesko, może masz rację. Tak wbudowana głowa rzeczywiście mogłaby spoglądać w okolice Rynku...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 16.08.2008 13:44

Ocena: Ocena pozytywna 15 Ocena negatywna 15

Legenda chociaż okrutna, to jednak posiada swój urok no i morał, co jest oczywiste w tego typu legendach. Jednak wydaje mi się, że podczas remontu katedry budowniczowie w zły sposób umieścili tę głowę w murze - przypuszczam, że prostokątna część kamienia powinna być wpuszczona dłuższym końcem w mur, a głowa powinna być być skierowana prostopadle do muru. Jeżeli ten zły Henryk patrzał na palący się dom złotnika, to linia jego wzroku powinna być skierowana w kierunku tego domu - znany złotnik na pewno mieszkał na Rynku albo bardzo blisko, bo inaczej nie byłby znanym złotnikiem. Nie znam dobrze topografii Wrocławia - ale jakiś chętny wrocławianin mógłby zrobić taki eksperyment.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Benedykt Kowalski 16.08.2008 12:04

Ocena: Ocena pozytywna 21 Ocena negatywna 9

;-)+ ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.