Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2631 miejsce

Legendy wrocławskie: Kamienna głowa

Legendy i podania wiążą się zarówno z pięknymi zabytkami, jak i z ciemnymi, opuszczonymi zaułkami. Wiele z nich zostało już zapomnianych. Te, które nadal żyją w naszej pamięci lub na kartach książek warto wciąż na nowo opowiadać. Poznajcie legendy wrocławskie.

Wrocławska katedra. Kamienna głowa znajduje się na ścianie wieży po prawej stronie. / Fot. Marta SzloserUwielbiam słuchać legend dotyczących różnych miejsc we Wrocławiu lub w okolicach, a później wyruszać ich szlakiem, wyobrażając sobie, że poznana historia właśnie tu i teraz się rozgrywa. Wielkie miasta, urokliwe miasteczka i spokojnie wsie – wiele z nich ma swoje własne legendy i podania, przekazywane z pokolenia na pokolenie, ocalone i zapisane na kartach książek. Z samym Dolnym Śląskiem wiąże się ich kilkaset, a są to tylko opowieści, które można odszukać w różnych książkach, starych i nowszych wydawnictwach. Kto wie, ile ich jeszcze znajduje się lub znajdowało w pamięci naszych dziadków i babć…


"Bo prawdziwa miłość do swojego miasta zaczyna się od pierwszej usłyszanej o nim bajki" /M. Urbanek/


Lubicie legendy? Oto pierwsza z cyklu „Legendy wrocławskie” – opowieść o tajemniczej kamiennej głowie, która znajduje się wysoko na ścianie południowej wieży katedry wrocławskiej. Istnieje kilka wersji jej pochodzenia. Mówiono, że jest to skamieniała głowa strażnika, który spłonął podczas pożaru katedry, wołając przez okienko o pomoc. Niektórzy snują domysły, że przedstawia wizerunek złego ducha umieszczony na budowli, by go unieszkodliwić. Inni przychylają się do wersji, że budowniczy umieścił na ścianie katedry dla żartu czyjś portret, jak to ówcześnie czyniono. A może kamienna głowa miała być przestrogą dla złodziei – stanowiąc pamiątkę po tym, jak jeden z rabusi, wyglądając przez okienko, został w nim uwięziony do czasu, aż go złapano.

Z kamienną głową wiąże się również historia miłosna…


Franciszek był znanym wrocławskim złotnikiem. Wiodło mu się dobrze, miał pieniądze i piękną córkę Barbarę. Kamienna głowa znajduje się na południowej wieży katedry wrocławskiej, w centrum kadru, u góry. / Fot. Marta SzloserO jej względy zabiegało wielu młodzieńców, ale Franciszek postanowił, że odda rękę jedynej córki tylko mężczyźnie, który będzie bogaty. Mistrz miał czeladnika imieniem Henryk. Chłopak zadurzył się w Barbarze, a ona odwzajemniła jego uczucie. Spotykali się potajemnie, wiedząc, że Franciszek nie pochwali ich związku. Pech chciał, że pewnego dnia zakochanych nakrył zazdrosny o względy Barbary czeladnik Jakub. Szybko powiadomił mistrza o tym, co zobaczył. Franciszek postanowił ukryć się i zaczekać na młodych, by przekonać się na własne oczy, czy Jakub mówił prawdę. Zobaczywszy córkę w objęciach ubogiego czeladnika, wyszedł z kryjówki i, kipiąc ze złości, wygonił Henryka ze swego domu. Nic nie pomogły zapewnienia kochanków o płomiennym uczuciu, którym się darzyli.

Opuszczając Wrocław, Henryk poprzysiągł sobie, że powróci do miasta dopiero wtedy, gdy będzie bogaty. Wędrował długo w poszukiwaniu pracy, ale ludzie mu nie ufali, był dla nich obcy. Zmęczony, głodny i zmarznięty wędrował dalej w poszukiwaniu szczęścia. Pewnego wieczoru napadli go leśni zbójcy. Henryk nie miał przy sobie ani grosza, nie mogli więc nic mu zabrać. Pozwolili jednak młodzieńcowi iść z nimi. Przez dwa lata chłopak łupił kupców podążających szlakiem handlowym z Wrocławia do Pragi, zabierał pieniądze biednym wieśniakom, którym udało się coś sprzedać. Jego imię zasłynęło w okolicy z okrucieństwa. Wkrótce zbójcy zostali po kolei wyłapani, na wolności był już tylko Henryk. Doskwierała mu samotność, a ponieważ zdążył zgromadzić dostatecznie dużo cennych łupów, postanowił wrócić do Wrocławia, do ukochanej.

Twarz wykrzywia grymas bólu i przerażenia. / Fot. Marta SzloserBarbara uwierzyła w opowieści Henryka o tym, jak uczciwą i ciężką pracą zdobył majątek. Mistrz Franciszek również przekonał się do młodzieńca i zachłannie przeglądał przywiezione skarby. Przypadkiem znalazł wśród nich zakrwawiony świstek z pismem starego przyjaciela, którego niedawno zabili zbójcy. Mistrz natychmiast wygonił Henryka z domu. Czeladnik zrozumiał, że ojciec Barbary czegoś się domyślił. Był na niego wściekły. Teraz już nigdy nie będzie mógł zobaczyć się z piękną, słodką Barbarą… Męczony koszmarami, podszedł w nocy pod dom złotnika i podłożył ogień. Szybko pobiegł przez most Piaskowy do katedry. Wspiął się po stopniach na wieżę i wyglądając przez okienko, napawał się widokiem płomieni. Dom Franciszka spalił się niemal doszczętnie. Zadowolony z zemsty Henryk chciał cofnąć głowę, ale mury ją uwięziły, zaciskając się coraz bardziej wokół jego szyi. Młodzieniec krzyczał, ale nikt go nie słyszał – wszyscy na dole byli przejęci pożarem. Do dziś na południowej wieży katedry można zobaczyć twarz Henryka wykrzywioną grymasem przerażenia i bólu. Ku przestrodze…

Źródła pisane:
Krzysztof Kwaśniewski, Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie. Poznańskie, Poznań 2006, s. 121-123.
Mariusz Urbanek, Mostek Czarownic. Baśnie wrocławskie. Europa, Wrocław 1996, s. 33-36.

* * * * * *
Jeśli znacie legendy dotyczące Waszych miast lub okolic, piszcie! Wszyscy na pewno słyszeli opowieść o smoku spod Wawelu, czas poznać również mniej popularne legendy. Może zachęcą kogoś do odwiedzenia tych miejsc i zgłębienia ich historii...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

jacek waluk
  • jacek waluk
  • 11.10.2010 14:49

żartowałem to jest świetne

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam. Myli się Pani w swoich domysłach na temat głowy we Wrocławskiej Katedrze - takich głów jest więcej nie tylko w Polsce, ale w całej Europie - pojawiają się właściwie do późnego gotyku, gdzieniegdzie nawet później, najczęściej jako twarze lub garnki wmurowane w mury kościołów, i są sposobem walki z upiorami nękającymi konkretne osoby - takie wmurowanie rzeźby przedstawiającej upiora miało gwarantować, że prześladowany się od niego uwolni. Ponieważ najczęściej za efekt działania upiorów uważano omamy wywołane chorobą psychiczną albo dusznicę związaną z wadami serca lub arteriosklerozą, znaczenie głowy wydaje się jasne.
Po więcej informacji zapraszam na http://spacerownik.wroclawski.eu

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.08.2008 11:14

Ciekawe i świetnie napisane, a na dodatek skłoniło mnie do przypomnienia sobie legend o moim mieście:) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To a pozwolę sobie zareklamować ot, takie legendy :) link

Oczywiście (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

W dowód uznania przyjmij, Marto, w prezencie ode mnie legendę gdańską:

Pewien bogaty gdańszczanin został okradziony przez rabusiów, którzy zabrali mu wszystko, co miał drogocennego przy sobie. Traf chciał, że w chwilę później spotkał dawnego przyjaciela, który użalił się nad nim, zapraszając na kufel gdańskiego piwa. Topienie smutku potrwało do wieczora, a gdy już mocno podchmieleni przyjaciele ruszyli w kierunku domu napotkali na swojej drodze fontannę Neptuna. Okradziony gdańszczanin, z trudem mogąc utrzymać równowagę, zatrzymał się przed posągiem króla mórz, a widząc że jest nagi rzekł strapiony: „Widzę, że ciebie, królu, też ograbili, ale ja chyba miałem więcej szczęścia, bo mnie to chociaż zostawili ubranie”. Natomiast zauważywszy, że posąg dzierży w dłoni trójząb dodał z rozrzewnieniem: „Ale ty przynajmniej miałeś się czym bronić!”.

I od tej pory wszyscy odwiedzający Gdańsk wrzucają drobne monety za ogrodzenie fontanny Neptuna, aby uzbierać dla króla na odzienie, które rzekomo mu ukradziono.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ pięknie literacko napisany tekst, szczególnie legenda o kamiennej głowie. Dajesz, Marto, świenty przykład adeptom pióra ( i nie tylko adeptom), jak powinno się pisać teksty w w24. To taka świetna żywa lekcja pisarstwa na najwyższym poziomie. Gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Te cmentarze to była autoironia.
A całościowo chodziło o to, że każdy wybiera to co lubi i to co dla jednego jest pasjonujące, dla innego... nie jest ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

aha co do cmentarza, to w Corleone też zaliczyłąm miejski cmentarz. Nie wszystko jest takie jednoznaczne jak ci się Marto wydaje:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marta, sądzisz po sobie. Jeśli chadzma gdzie indziej niż ktoś inny, nie znaczy, że go nie lubię, po prostu z nim nie chadzam;]

btw. na wycieczkę śladami Carrie to ja się wybrałam 3 lata temu, zanim je zaczęli masowo organizować a sklep Blahnika odkryłam też sama, a łatwo nie było;]
teraz jeździłam po Sycylii śladami ojca chrzestnego, i generalnie śledzenie planów ulubionych filmów nie wydaje mi się wcale głupsze niż np. fotografowanie pomników. tak, że.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marta fantastyczne :)
Tak sobie myślę, że łatwo takie rzeczy gubić. Jak Irlandczycy zabrali się za zbieranie swoich legend i baśni to uzbierali setki tysięcy. Ale to było pół wieku temu. My większość gubimy, czy już dawno pogubiliśmy, a szkoda.

Klaro, każdy wybiera to, co lubi. Mnie np. dopiero pod bronią dałoby się zmusić do jeżdżenia śladami bohaterki serialu telewizyjnego. Chociaż wiem, że są tacy ludzie, ostatnio nawet wspominali o Was w jednym reportażu. Szczególnie cieszył się ktoś tam z firmy robiącej reklamowane w serialu buty.
Tylko mnie nie znielub - zawsze możesz mi dowalić, że Ty tak samo nigdy byś np. nie weszła na stary cmentarz, gdzie trzeba uważać, żeby nie wlecieć do jakiegoś grobu ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.