Facebook Google+ Twitter

Legia zagra z Aktobe o otwarcie drzwi do Ligi Europy

Jeżeli przez 90 minut rewanżu nie wydarzy się katastrofa, mistrzowie Polski po raz trzeci w ciągu czterech lat wystąpią w fazie grupowej europejskich pucharów.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiTrwa passa pięciu zwycięskich meczów Legii bez straty bramki. Nie ma co ukrywać - drużyna jedzie na najwyższym biegu i jak dotąd nie wysłała sygnałów, że może wyhamować. Poza Inakim Astizem nikt nie przysparza pracy sztabowi medycznemu, mimo rzęsistej ulewy piłkarze w dobrych nastrojach wyszli wczoraj na godzinny trening. Worek z piłkami zamiast - jak nakazuje zwyczaj - najmłodszego z piłkarzy niósł dowcipkujący Miroslav Radović.

Niespodzianek w składzie nie należy się spodziewać - na boisko wybiegnie ten sam skład, który przed tygodniem wywiózł z Kazachstanu skromne zwycięstwo (spotkanie w Aktiubińsku było 11. z rzędu bez porażki w eliminacjach). W tym sezonie Henning Berg w dwóch meczach z rzędu wystawił maksymalnie pięciu tych samych zawodników. Ivicy Vrdoljaka, który jako jedyny występował regularnie na obu frontach, zabrakło w ostatnim starciu z Koroną Kielce. Z szerokiej 37-osobowej kadry do tej pory w protokole meczowym swoich nazwisk nie zobaczyli bramkarz Łukasz Budziłek, dochodzący do siebie po kontuzji kolana Guilherme oraz 22-letni skrzydłowy Michał Kopczyński.

Co powiedział o sobie mistrz Kazachstanu w pierwszym meczu? Gubi się zepchnięty do defensywy, potrafi swobodnie i z polotem rozgrywać piłkę, ale brakuje mu wykończenia. Mimo wyraźnej przewagi w ostatnich 35 minutach, Aktobe stworzyło sobie dwie bramkowe sytuacje, o jakości strzałów nie ma się co rozpisywać. Największe wrażenie zrobił ormiański rozgrywający Marcos Pizzelli, który w swojej karierze grał już na Ukrainie i w Rosji. W ubiegłym sezonie goście po raz pierwszy doszli do czwartej rundy eliminacji, ale gładko przegrali z Dynamem Kijów.

Myśląc o perspektywie kolejnej kontynentalnej eskapady, cały czas ma się w tyle głowy biurokratyczną porażkę z Celtikiem. Żeby hasło "cała Legia zawsze razem" nabrało realnego znaczenia, potrzeba było nadzwyczaj smutnych okoliczności. Sztabowi trenerskiemu trzeba przyznać znajomość trudnej sztuki zarządzania emocjami piłkarzy, który mieli pełne prawo poczuć niestygnącą gorycz. Większość sportowych mediów swój lament ograniczyła do oszacowania strat finansowych, ale udział w Lidze Mistrzów wydawał się niezbędny dla potwierdzenia właściwej drogi prężnie rozwijającego się klubu. Wówczas pozycja Legii w gabinetach UEFA nabrałyby znaczenia, rozpoznawalność marki klubu na kontynencie stałaby się nieporównanie większa, menadżerowie, którzy omijali Polskę mieliby na swojej trasie nowy przystanek, a obserwowani piłkarze nie musieliby zaglądać do Wikipedii, żeby poznać podstawowe informacje o swoim potencjalnym pracodawcy.

Ale nie ma co wybrzydzać. Awans do fazy grupowej to wpływy rzędu 20 mln zł. Zakładając optymistyczny scenariusz Legia najprawdopodobniej będzie losowana z trzeciego koszyka. Może trafić na Inter, Fiorentinę, Tottenham, Sevillę, Villareal, Real Sociedad czy Borussię Mönchengladbach, które przyciągną na trybuny komplet publiczności. Jak wiele można zdziałać, wystarczy wrócić pamięcią do poprzedniej edycji, w której zespół Jana Urbana czekał na zwycięstwo do ostatniej serii spotkań.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.