Facebook Google+ Twitter

Legia-Metalist. O krok od awansu

Już remis może wystarczyć mistrzom Polski do przedłużenia swojej obecności w Lidze Europy do wiosny. Legia pozostaje jednym z trzech zespołów, które mają komplet punktów i nie straciły bramki.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiTrzy lata i trzy dni minęły od pamiętnego zwycięstwa nad Rapidem Bukareszt, które otworzyło drzwi do fazy pucharowej LE 2011/12. Wówczas pierwszy raz na Pepsi Arenie zasiadł komplet publiczności, po latach nieobecności lub obijania się we wstępnych rundach Legia znowu przywitała się z poważną europejską piłką mocnym uściskiem ręki. Zagwarantowanie sobie awansu już w czwartej serii spotkań przyjęto euforycznie, warszawskiemu audytorium nieco osłodzono brak długo wyczekiwanego mistrzostwa.

Od tamtej pory przy Łazienkowskiej zmieniło się prawie wszystko. Z piłkarzy, którzy wybiegli wtedy na murawę, szansę na grę mają tylko Dusan Kuciak, Ivica Vrdoljak i Michał Kucharczyk. Nowi właściciele zerwali korporacyjny gorset i zaprowadzili dynamiczne zmiany, które mają przybliżać klub do idealnego modelu organizacji sportowej. Jest rozszerzony sztab trenerski, wspomagany przez dwóch trenerów analityków, którzy na mecz patrzą z perspektywy korony stadionu. Ujednolicono nieuporządkowaną do tej pory kwestię korzystania z usług medycznych, za kilka miesięcy przy stadionie powstanie klinika sportowa z prawdziwego zdarzenia. Klub przyciąga coraz większą liczbę sponsorów, miejsca biznesowe jeszcze nigdy nie cieszyły się takim zainteresowaniem jak teraz.

Dzięki trzem zwycięstwom konto Legii już wzbogaciło się o 600 tys. euro (sam udział to 1,3 mln). Za zajęcie pierwszego miejsca UEFA przeleje kolejne 1,6 mln, a awans wyceniany jest na kolejne 200 tys. Potencjalnych zysków z Ligi Mistrzów to nie zrekompensuje, ale poszerzy się przepaść między nią a resztą stawki w kraju (drugi pod Lech ma budżet prawie o połowę mniejszy).

- To ważne, żeby mieć przewagę w posiadaniu piłki. Im częściej się przy niej utrzymujemy, tym większa szansa na to, że zdominujemy mecz i zwyciężymy - mówił wczoraj trener Henning Berg, jakby odwracając uwagę do najbardziej rzucającego się w oczy faktu: nad wszystkimi rywalami Legia dominowała fizycznie, wykazując sie przy tym niespotykaną dla polskiego klubu regularnością. Nie zachwiał nią brak kontuzjowanych Miroslava Radovicia i Tomasza Brzyskiego, którzy w tym sezonie mieli udział przy 21(!) bramkach. W spotkaniu z Lokeren miała problem ze stwarzaniem sytuacji, ale wykorzystała tę jedną stuprocentową. Przetrzymała napór Trabzonsporu i pojedynczo wyprowadzane ciosy zespołu z Charkowa. Noty za styl nie były wysokie, ale dojrzałość taktyczna i świadomość własnej siły zrobiły jak najlepsze wrażenie.

Można bagatelizować sukcesy Legii i spierać się, że belgijski kopciuszek nie stanowi realnej konkurencji, Trabzonspor pod wodzą nowego szkoleniowca nie załapał rytmu po masowej wymianie zawodników, a Metalist jest drużyną w stanie kadrowego rozkładu, pozbawioną atutu własnego obiektu i niepewną o swoją przyszłość (właściciel Serhij Kurczenko chce się wycofać z inwestowania). Tylko, że ktoś te słabości musiał naświetlić i wykorzystać. Gdy rok temu tureccy rywale przypieczętowali wyjście z grupy, legioniści toczyli walkę, żeby nie zostać z odium najgorzej drużyny w europejskich pucharach. Dziś stawką jest również przejście do historii: jeszcze żadna drużyna w krótkiej historii Ligi Europy nie wygrała pięciu meczów z rzędu bez straty bramki (wliczany jest również mecz z Apollonem z poprzedniej edycji).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.