Facebook Google+ Twitter

Legio, co dalej? Niepokój na Łazienkowskiej

Dwa szczęśliwe zwycięstwa, dwie zasłużone porażki, ósme miejsce w tabeli i styl gry wołający o pomstę do nieba - tak wygląda Legia niespełna miesiąc po rozpoczęciu sezonu.

 / Fot. Silvers, http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:NowyStadionLegii_20100710-2.jpgNowy stadion, nowy trener i nowi piłkarze – to miał (i nadal ma) być przełomowy rok dla znajdujących się w kryzysie „wojskowych”. Na razie zapowiada się równie nieudanie jak ostatni. Czy Legię stać na tytuł mistrza Polski? Jestem sceptyczny.

Jestem sceptyczny, bo nad tym zespołem od lat unosi się niewytłumaczalna aura niemożności, imposybilizmu, nieudolności, indolencji czy jak inaczej można to nazwać. Co najgorsze, największym problemem Legii była sama Legia, zarówno w aspekcie sportowym (fatalna polityka transferowa), jak i organizacyjnym (zmiana emblematu i cała historia z tym związana). Zamiast budować markę drużyny w oparciu o pieniądze możnego medialnego koncernu, coraz głębiej pogrążano się w konfliktach. Dziś klub znajduje się na początku trudnej drogi odbudowy dobrego wizerunku i, co jeszcze trudniejsze, odbudowy piłkarskiej jakości.

Jestem sceptyczny, bo drużynie trudno jest znaleźć wspólny futbolowy język. W tym sezonie na Łazienkowskiej mamy do czynienia z prawdziwą mozaiką narodowościową. Ukrainiec, dwóch Chorwatów, dwóch Serbów, Macedończyk, Hiszpan, Portugalczyk, Argentyńczyk, Brazylijczyk i dwóch piłkarzy z Zimbabwe – w sumie 11 piłkarzy z 9 krajów. Połowa drużyny. Największe problemy z komunikacją na boisku występują na linii obrona-bramkarz, przez co w ilości straconych bramek Legię wyprzedza jedynie ostatnia w lidze Cracovia. Zapowiada się kolejny sezon, w którym drużyna pozbawiona jest lidera, biorącego ciężar gry na swoje barki. Mianowany kapitanem Vrdoljak jeszcze nie jest gotów do pełnienie tej roli.

Jestem sceptyczny, bo Legia nadal cierpi na brak skutecznych napastników. Chinyama ma wyraźne problemy z uzmysłowieniem sobie, że piłka nożna to jednak gra zespołowa i nie ma sensu strzelać na bramkę (raczej w jej okolice) z 35 m, gdy dwóch wolnych zawodników wbiega w pole karne. Poza tym jest on zawodnikiem nieobliczalnym, na którym trudno oprzeć grę w kluczowych meczach (przykładem spotkanie z Wisłą z sezonu 2008/2009). Bruno Mezenga nie imponował skutecznością podczas letnich sparingów, co potwierdziło się później na boiskach Ekstraklasy. Druga liga turecka, w której strzelał bramkę za bramką, nie jest wyznacznikiem poziomu zawodnika. Trudno na razie wyrokować o przydatności świeżo upieczonego ligowego debiutanta Michała Kucharczyka. Prawdopodobnie w tym sezonie zostanie skazany na przesiadywanie na ławce rezerwowych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.