Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

76690 miejsce

Legiony Dżihadystów

Nie ma takiej bzdury, której Pierwszy Świat nie byłby w stanie uczynić swoim problemem, i nie ma takich "problemów pierwszego świata", które byłyby dla systemu demokratycznego zbyt niedorzeczne, by przekuć je w czyny.

Kiedy te przywary krzyżują się, pojawiają się takie pomysły, jak wysłanie azylanckich legionów do Syrii.

Jak każdy bezmyślny pomysł, tak i ten wnet poznać po niejasności (pozwalającej każdemu cieszyć się ogólnie budującą ideą, szczegóły interpretując w zależności od potrzeby, tak by jej nigdy nie wykluczały). Choć o Legionach Waszczykowskiego słucham od tygodni, do tej pory nie wiem np., czy chodzi o przymusowe odsyłanie ludzi na śmierć, czy o werbowanie ochotników. Oba pomysły posiadają tak swoje własne niedorzeczności jak i niedorzeczności wspólne. Załóżmy najpierw, że ministrowi mówiącemu o niedopuszczalności siedzenia sobie przez uchodźców w kawiarniach na Unter den Linden, gdy "my" będziemy wojować w Syrii i Iraku chodziło o przymusowościową opcję tworzenia Legionów.

Łapanka
Skoro rezolucje ONZ nie pozwalają osobie uciekającej przed wojną odmówić azylu, to tym bardziej nie pozwalają tej osoby na wojnę odesłać, zwłaszcza z bronią i przymusem walki. Jeśli więc minister planuje wysyłanie na wojnę jakichś przybyszów, to najwyraźniej nie ma zamiaru dotrzymywać obietnicy o ograniczeniu otwartości naszych granic do azylantów. Przyjmijmy, że tak jest.

Polska ma przyjąć około 7 tys. przybyszów z Bliskiego Wschodu. Czy uzbrojenie i wyszkolenie 7 tys. ludzi, których planuje się zepchnąć w stan zagrożenia wojennego (do którego palą się tak bardzo, że dopiero co przed nim zbiegli), jest dobrym pomysłem, niech rozstrzygnie fakt, że dopiero co w Paryżu 7 tysięcy razy mniej liczne komando zgładziło 128 osób. Jeśli cieszymy się nadmiarem 128 tys. obywateli, to wyganianie z Warszawy do Syrii 7 tys. uzbrojonych i wyszkolonych ludzi wydaje się świetnym pomysłem.

A może nie doceniam ministra, może nie chodzi o 7 tys. naszych imigrantów ale o pełne 700 tys. przyjezdnych do całej UE? W takim razie po cóż się ograniczać? Mamy przecież w UE już teraz kilkunastomilionową mniejszość muzułmańską, z której dałoby się 7 milionów obywateli uzbroić, wyszkolić i zakupić im bilety do Syrii. Rozważmy teraz opcję, w której minister chciałby to czynić ochotniczo.

Werbunek
Ale... zaraz, zaraz, rekrutacja, szkolenie, zbrojenie i wysyłanie do Syrii muzułmanów, mam wrażenie jakbyśmy dublowali jakąś organizację już tego dokonującą...

Czy przypadkiem to nie na prewencję wobec wyławiania ze społeczności muzułmańskiej chętnych na takie wojaże się wykosztowujemy? Mamy nie tylko z tego zrezygnować ale wręcz w tym wyławianiu chętnych zastąpić dotychczasowych rekruterów? Kto do Syrii na lewo, kto do Iraku na prawo, karabiny przy bramkach 6, 7 i 8...

O ile wśród całości niewybrednie wypychanych do Syrii uchodźców musieliby się znaleźć zwolennicy wszystkich opcji politycznych, odłamów religijnych i narodowości tam wojujących, o tyle jakoś do tej pory nie słyszałem zapaleńcach zmierzających do Syrii walczyć po stronie koalicji antyasadowskiej, Asada, czy choćby (bardzo przecież zaangażowanych i bardzo w Europie licznych) Kurdów? Wyszukiwanie ochotników na zadymę w Syrii równoważne jest więc kondensacji Państwu Islamskiemu potencjalnych zwolenników.

Jednak łapanka
Nawet zakładając nieselektywny sposób formowania Legionów Waszczykowskiego, musiałoby się ono skończyć katastrofą. Na terenie Syrii nieudacznik Asad nawet wsparty o Iran i Rosję poniósł porażkę w starciu z opozycją; a w ramach opozycji Państwo Islamskie zmarginalizowało militarnie wspieraną przez Zachód koalicję. Ponadto Państwo to poza wymienionymi i ich sojusznikami obroniło się jeszcze przed armią Iracką, kurdyjskimi bojówkami i Turcją. Oczywistym jest więc, że musi mieć na zajętych przez siebie terenach Syrii i Iraku mocne poparcie społeczne, i że w związku z tym formacja naszego Legionu w dużej mierze polegałaby po prostu na szkoleniu wrogów.

Zmiany sojuszy
A to nawet nie wyczerpuje całego ryzyka związanego ze wspomożeniem Państwa Islamskiego takim Legionem. Czytelnik zapewne nieraz słyszał spiskowe teorie o strategiach, jakie to miałoby realizować CIA czy inne zachodnie służby, organizując różne Al-Kaidy czy inne Państwa Islamskie. Teorie takie w rozsądnym człowieku wywołują poznawczy dysonans, bo z jednej strony są spiskowe, z drugiej jednak częstość przetasowań wśród sojuszników szkolonych przez zachodnią dyplomację rodzi pytania o cele euroamerykańskich strategii sojuszniczych.

Rodzi je jednak niesłusznie, fałszywie zakładając jakąkolwiek formę takich celów. Przetasowania takie stanowią bowiem wynik owej dyplomacji nie celowości lecz bezmyślności. Kierowania się przez nią względami ideologicznymi i przejawianej przez nią pogardy dla wiedzy o lokalnych warunkach, życiu i potrzebach niepokojonych społeczeństw.

To, że gdzieś podział według kryterium A na A1 (z których większość jest B2) i A2 (z których większość jest B1) jest dla nas ważniejszy niż podział według kryterium B na B1 i B2, nie znaczy, że tak samo jest dla lokalnego społeczeństwa. Nam partia Arabskiego Socjalistycznego Odrodzenia (partia Baas m.in. Husajna i Asada) wydaje się najdalszym krokiem od religijnego fundamentalizmu w stronę Zachodu, dla Arabów stanowiła próbę budowy dumy narodowej i tożsamości społeczeństwa, jako nieudaną wymagającą zastąpienia islamizmem. Stąd poparcie na sunnickich terenach Iraku i Syrii dla Państwa Islamskiego, które we wspieranym przez Amerykę sojuszu antyasadowskim rozrosło się z sygnalizowanej początkowo przez służby wywiadowcze garstki 100 działaczy w marginalizujący wszystkich pozostałych opozycjonistów twór dwupaństwowy. Dla nas wykrwawienie się za nas w wojnie ze Związkiem Radzieckim społeczeństwa afgańskiego stanowiło finał triumfu liberalnej demokracji nad komunizmem oraz wstęp do jego (chronicznego) wpatrywania się w nasz światły przykład oraz odbierania przez nie naszych pouczeń i pomocy charytatywnej; dla Afgańczyków początek odbudowy gospodarki, zbiorowości i ładu społecznego, przez kogokolwiek, kto byłby w stanie sprawnie to zapewnić.

Geopolityka
Przykłady Państwa Islamskiego i Al-Kaidy świetnie uzmysławiają dwie grupy błędów, jakie zachodnia polityka popełnia na świecie. Po pierwsze, stawia w opozycji do swojej postępowości zaściankowość, konserwatyzm, tradycjonalizm, fundamentalizm trzecioświatowego ciemnogrodu. Tymczasem z dala od Atlantyku tonu życiu społecznemu nie nadają obskuranci, zacofańcy i reakcjoniści lecz tak jak u nas Młodzi, Wykształceni, z Wielkich Ośrodków, którzy nie mają zamiaru robić za katoli do kwadratu, będąc pouczani jako ciemnota niezależnie od tego, czego by nie czynili. Nie dostając innego wyboru, wolą stać na czele postępu polegającego na islamizmie niż wlec się w ogonie postępu zachodniego, wiecznie robiąc za czarnego luda.

Po drugie, Zachód, wmawiając sobie, że fanaberie, na które go stać dzięki osiągniętemu przez siebie sukcesowi, stanowią tego sukcesu podstawę, narzuca je wszędzie tam, gdzie stanowią one brzemię nie do udźwignięcia. Gdzie nie do udźwignięcia jest już sama niefrasobliwość ulegania fanaberiom, nawet gdyby konkretne fanaberie nie były zbyt szkodliwe.

Póki Zachód będzie traktował resztę świata, a Bliski Wschód w szczególności, przedmiotowo, jako zasoby ciemnogrodu, zapewniające materiał dla ekspresji swojej postępowości, póty obie grupy problemów z utrzymywaniem sojuszy będą się ciągnąć. A w takiej sytuacji zbrojenie kogokolwiek ma sens w najlepszym wypadku na krótką metę.

Z ziemi Włoskiej do...?
Nawet wobec pewności sojuszy utworzenie Legionów Waszczykowskiego „wyzwalających Syrię” wyklucza domowy charakter toczącej się tam wojny i brak jednolitości narodowej i wyznaniowej tego państwa. Polskie legiony szły nie toczyć wojnę domową z zamieszkującymi Rzeczpospolitą nacjami i występującymi na jej terenie kościołami czy gminami wyznaniowymi, lecz wyzwalać Polskę od zewnętrznych okupantów, Niemców i Rosjan. I składały się z samych Polaków; a nie z katolików: Litwinów i Polaków, prawosławnych: Ukraińców i Białorusinów, oraz Żydów. Hipotetyczne Legiony Waszczykowskiego dysponowałyby więc potencjałem nie tyle wyzwalania Syrii, ile co najwyżej realizowania polskiej polityki sojuszniczej z którąś ze stron tego konfliktu.

Zatem owa „wolność”, o którą mieliby Syryjczycy walczyć, jest tak samo niejasna jak ta tycząca się fakultatywności poboru, od której zaczęliśmy. Ładnie brzmi jako ogólne hasło, pod którym w zależności od sytuacji można rozumieć zmienne szczegóły, które by w danym momencie ogólnej idei nie dyskredytowały. Chodzi o wolność państwowo-narodową: niezależność od cudzych rządów mniejszości nad większością (w Syrii alawici, jazydzi oraz chrześcijanie rządzą większością sunnicką); czy o polityczno-obywatelską? A jeżeli o wolność polityczno-obywatelską, to czy o wolność samostanowienia i wyboru obowiązujących u siebie norm (w tym islamizmu); czy o tzw. liberalną demokrację, czyli zakaz wyboru u siebie pewnych norm, o ile sprzeczne są z tymi, które wybierają „ludzie wolni” (przypomina się odcinek South Parku, w którym jako kryterium przyjęcia do Klubu Nonkonformistów nonkonformiści żądali zastosowania się do nonkonformistycznej mody i stylu muzycznego)?

Pomysł Legionów stanowi jedynie odbicie tęsknoty za romantyzmem polskiej walki narodowowyzwoleńczej i poza tym odbiciem nie niesie żadnej treści. Amerykanie mają swoją demokrację my niepodległość. Już sama niekompatybilność tej idei z warunkami syryjskimi dyskredytuje plan Legionów. Jeszcze bardziej dyskredytują go natomiast wszystkie opisane wcześniej problemy z owych Legionów stworzeniem: sprzeczność z dotychczasowym nastawieniem wobec wyjazdów do Syrii; ryzyko zgrupowania tych Legionów w Polsce czy Europie; niepewność ich sympatii politycznych na miejscu; niepewność ich losów politycznych w średnim terminie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Lepiej, niestety tym, czym bogata północ najNIEchętniej się dzieli z biednym południem są fundamenty jej bogactwa, przemysł, inżynieria, nauka itd., a tym, czym dzieli się najchętniej są fanaberie, na jakie ją stać dzięki tym pierwszym: ekoligia, feminizm, genderyzm, czasem nawet chrześcijaństwo, humanitaryzm penitencjarny itd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A nie lepiej wyslać na Bliski Wschód zamiast żolnierzy z bombami czy karabinami 7 tys. inżynierow do budowy wzdluż np. dawnego szlaku jedwabnego infrastruktury zmniejszającej biedę i lkikwidującej zniszczenia wojenne?
Tak czy siak bogata pólnoc dopóty dopóki nie podzieli sie swoim bogactwem z biednyn poludniem nie będzie żyć spokojnie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.