Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7248 miejsce

Lekarz, pasjonat - człowiek epoki renesansu

"Życie jest jak butelka dobrego wina. Niektórzy zadowalają się czytaniem etykiety na opakowaniu, inni wolą spróbować jego zawartość" - Anthony de Mello. Wywiad z Markiem Prusakowskim, zastępcą ordynatora Oddziału XI Wojewódzkiego Szpitala Chorób Zakaźnych AM w Gdańsku.

W pracy. / Fot. Archiwum domowe M.Prusakowskiego.Spotykamy się w miejscu pracy - Wojewódzkim Szpitalu Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie pracuje Pan na stanowisku zastępcy ordynatora Oddziału XI. Jak się przekonałam, cieszy się Pan ogromnym szacunkiem pacjentów z racji kompetencji zawodowych i jest przez nich lubiany za sympatyczny, ujmujący sposób bycia. Jest Pan znaną postacią w środowisku lekarskim, a także mieszkańcom Trójmiasta i okolic.

Rozpoznają Pana głos słuchacze Radia Gdańsk, gdzie prowadził Pan przez ponad 15 lat audycje muzyczne, widzowie TV znają Pana z występów w „Dzień dobry tu Gdańsk” i”Kawa czy herbata” oraz czytelnicy publikacji prasowych. Jest Pan także autorem książek, np. „Cztery pory zdrowia”, czy „Bioterror”, a owocem Pana zainteresowań medycyną naturalną jest tytuł „Maca - siostra vilcacory”. Krąg przyjaciół i znajomych ceni Pana talenty muzyczne - kompozytora, wokalisty, multi instrumentalisty, a także zalety towarzyskie. Przejawia Pan niebywały apetyt na życie! W absorbującej i odpowiedzialnej pracy lekarza, znajduje Pan czas na realizację poza zawodowych pasji… jak Pan to robi?

- Widzę, że wie Pani o mnie więcej niż żona. Rzeczywiście był czas, że zbyt - moim zdaniem - często pojawiałem się w TV. Ale moim motywem nie było parcie na szkło - choroba dzisiejszych polityków. Starałem się przekazać widzom w dostępny sposób, praktyczne porady medyczne z cyklu, jak żyć zdrowo i długo. Temu też mają służyć napisane przeze mnie książki i opublikowane artykuły. Zaś radio… hmm - to całkiem inna bajka. Prezentowałem tam po prostu muzykę, którą lubię, słowem wykonawców z lat 60. i 70. A jak to godzę? …cóż, zawsze wiem z dokładnością do kilku minut, co będę robił za dwa tygodnie. To po prostu kwestia dobrego zorganizowania i poszanowania czasu własnego i innych.

Z wielu możliwości, w jakich mógłby się Pan spełniać, postawił Pan na medycynę. Co zmotywowało Pana do takiego życiowego wyboru?
- Na pewno nie tradycja rodzinna - ojciec jest inżynierem, mama ekonomistą. Ja tak naprawdę chciałem być weterynarzem. Ale interesowały mnie tylko zwierzęta egzotyczne lub małe. W tamtych latach, niestety, weterynaria opierała się głównie o zwierzęta - mówiąc kolokwialnie - pegeerowskie, więc mając w dodatku wstręt do matematyki, miast nieludzkim, zostałem ludzkim doktorem.

Studia na Akademii Medycznej w Gdańsku ukończył Pan w 1978 roku. Legitymuje się Pan wiedzą z zakresu trzech specjalności lekarskich…
- Ano tak, studiowałem rok dłużej, w związku z bojem z biochemią, ale dzięki temu, cykl Krebsa znam do dziś, choć nie jest mi do niczego potrzebny. A specjalności mam rzeczywiście trzy: medycyna społeczna, interna i choroby zakaźne.

Wokół niektórych chorób zakaźnych narosło wiele mitów. Ludzie nie znając ich etiologii, obawiają się niekiedy „na wyrost” kontaktu z chorymi. Taka tajemniczą, budzącą lęk chorobą jest półpasiec. Pan, w swojej praktyce lekarskiej nie raz spotykał się z takimi chorymi, i…?
- Półpasiec to nic nadzwyczajnego. Wywołuje go ten sam wirus, który odpowiada za wystąpienie ospy wietrznej. Stąd, półpasiec dopada jedynie osoby, które chorowały wcześniej na ospę wietrzną. Po jej przechorowaniu wirus drzemie bezobjawowo w naszym układzie nerwowym. Wykwity pojawiają się na skórze wzdłuż linii jednego lub dwóch nerwów czuciowych, przez co zmiany skórne przyjmują charakterystyczne ułożenie po jednej stronie ciała, stąd jego nazwa. Wirus trwa bezobjawowo, by w okresie osłabienia odporności organizmu związanej z to dużym stresem psychicznym bądź wysiłkiem fizycznym, chorobą przewlekłą czy nowotworową (zwłaszcza białaczką), po szczepieniach, przeszczepach (immunosupresja) lub w podeszłym wieku uaktywnić się. Promocja książki pt. "Cztery pory zdrowia". / Fot. Archiwum domowe M. Prusakowskiego.

Po czym można rozpoznać, jakie symptomy zwiastują zbliżające się zagrożenie?
- Pierwszy objaw to najczęściej miejscowa przeczulica wydzielonej okolicy skóry. Początkowe mrowienie tej okolicy, zmienia się w narastający ból. A gdy pojawi się w tym miejscu rumień przechodzący w pęcherzykowate zmiany, mamy do czynienia z półpaścem. Pęcherzyki te, pękając przechodzą w drobne nadżerki, a następnie gojąc się, zamieniają w zasychające strupki. Przy ciężkim przebiegu półpaśca ma on tendencję do uogólnienia przekraczając granicę połowy ciała; mogą pojawić się zmiany krwotoczne, a nawet martwicze. Szczególnie niebezpieczny jest półpasiec oczny. Proces chorobowy zajmuje wówczas spojówki oka i rogówkę, powodując ich owrzodzenia, niekiedy zapalenie tęczówki czy ciała rzęskowego. Wówczas poza interwencją zakaźnika, niezbędna jest pomoc okulisty, gdyż zaniedbanie tego stanu, bądź niewłaściwe leczenie doprowadzić może nawet do ślepoty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Kasiu, Sławo, odkłaniam się pięknie i dziękuję:)
Osoby Wstydliwe, negatywnie oceniające - ciepło pozdrawiam :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknie dziękuję za miłe słowa - wszystkim. :)
A Jadzi powiem, że gdybym była człowiekim sceny, to za te pawie pióra .... no, no!
Ponieważ w moim "fachu" pawie pióra nie mają złego znaczenia, przyjmuję z wdzięcznością. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Steniu - kłaniam Ci się czapką do ziemi, pawim piórem pył sprzed nóg zmiatając. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Natura w swej szczodrości zwykle jest niesprawiedliwa. Z niewiadomych powodów, a może ze zwykłego kaprysu, szasta przymiotami tu i tam, jakby były one czymś mało ważnym dla człowieka. A przecież Człowiek potrzebuje przymiotów, bo bez nich czuje się na świecie jak kopciuszek w ciemnej izbie. I modły tu na nic się nie zdadzą i złość burząca matczyny spokój na widok dzieci sąsiada, gdy te przez szkoły idą gładko a potem w pracy błyszczą elokwencją i talentem. Przecież tyle się mówi o równości, a tu nagle się okazuje, że w tej równości rysa powstaje, która podział wyznacza między ludźmi, dzieląc ich na tych zdolnych i niezdolnych, pięknych i szpetnych, rozsądnych i głupich. Słowem, różnych od siebie. Z punktu widzenia natury to nie ma żadnego znaczenia, jednak z punktu widzenia człowieka - sprawa jest poważna.

Dlatego miło jest słyszeć, że na gdańskiej ziemi żyje ktoś taki jak Doktor Bezimienny (nomen omen w artykule ani razu nie pada Jego nazwisko), z którym o różnych sprawach można szczerze porozmawiać, a zwłaszcza o chorobach nękających ludzkość. Można z tego ułożyć niezły medyczny elementarz.

Tak zwykle toczą się rozmowy przy kawie, gdy ludzie mają sobie wiele do powiedzenia. Wtedy luźna z pozoru pogawędka przeradza się w ciekawą wymianę myśli i smakuje jak dobre wino, albo jak świeży owoc zerwany przed chwilą w ogrodzie. I właśnie takim świeżym, pachnącym owocem uraczyła nas dziś Pani Stefania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda, Doktor to uroczy, sympatyczny człowiek.
Nie tylko jest lubiany i ceniony przez przyjaciół,
pacjentów i znajomych; został też wybrany
Radiową Osobowością Roku 2006 !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie przeprowadzony i ciekawie napisany wywiad z rzadko dziś spotykanym typem człowieka - wybitnego specjalisty, znajdującego jeszcze czas na realizowanie pozazawodowych zainteresowań - chyba nie bardzo goni za bóstwem zwanym mamoną, co jest wszechogarniającą chorobą współczesnych - nie tylko lekarzy... A do tego jeszcze działalność społeczna - wyrażam szczery podziw i wzdycham: oby więcej takich ludzi między nami! Jakby inaczej żyło się nam wszystkim w tym kraju niewykorzystanych szans...

Komentarz został ukrytyrozwiń

i ja się pod tym podpisuję, dziękując za ciekawą publikację i pozdrawiając...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.08.2009 21:11

Wspaniały, bardzo profesjonalny wywiad. Tylko gdzie dzisiaj szukać lekarzy - ludzi epoki Renesansu, gdy mnożą się i szalenie cenią się(!...) specjaliści od jak najwęższych specjalności. Niebawem osobno będą specjaliści od palców rąk i nóg. :) Dziękuję Ci za tę niezwykle kształcącą rozmowę, która informuje, ale również rozwiewa wiele mitów dotyczących nie tylko chorób zakaźnych. To holistyczne podejście do leczenia człowieka w czasach, gdy lekarze - bez misji i powołania - "leczą" z pomocą Wikipedii.... Tak, to prawda, lekarz powinien widzieć przede wszystkim człowieka, a dopiero później - chorobę. Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.