
– Księgowe i personel techniczny mogą pracować w każdej innej firmie, a lekarze i pielęgniarki są skazani na szpital – uważa dr Grzegorz Krzyżanowski, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi. – Dlatego podwyżka należy się przede wszystkim białemu personelowi.
Padają też argumenty, że o podwyżki walczyli lekarze i pielęgniarki, dlatego to ich pensje powinny wzrosnąć.
– Nasze żądania dotyczyły personelu medycznego, ale ustawa przewiduje podwyżki dla wszystkich zatrudnionych w ZOZ–ach – mówi dr Sławomir Zimny, przewodniczący Regionu Łódzkiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
– Gdyby personel administracyjny ich nie dostał, ma prawo do protestu.
W wielu szpitalach, m.in. łódzkim im. Jonschera, podwyżki przewidziane są także dla pracowników niemedycznych.
– Dostaną wszyscy, także administracja – mówi dr Izabela Czernielewska–Rutkowska, dyrektor szpitala im. Jonschera. – Zaproponowałam, by pielęgniarki, które zarabiają najmniej, otrzymały 40 procent, lekarze 30, a nie mniej niż 30 procent sanitariusze i salowe.
Na wczorajszej naradzie w łódzkim NFZ większość dyrektorów szpitali z regionu utrzymywała, że pieniądze, które otrzymają na podwyżki, nie wystarczą na podniesienie płac o 30 proc. NFZ w Łodzi przeznaczy na ten cel 63 mln zł. Szpitale mają otrzymać pieniądze do 6 listopada, 5 grudnia i 5 stycznia.
O tym, komu i ile dać, debatują obecnie związki zawodowe.
W Samodzielnym Szpitalu Wojewódzkim im. Kopernika w Piotrkowie pula na podwyżki została już podzielona. Najniższa pensja zasadnicza wyniesie 1.000 zł brutto. Tyle dostanie np. salowa, zarabiająca dotąd 700 zł. Lekarz z drugim stopniem specjalizacji ma zarabiać 2.500 zł (dotychczas 1.700 – 2.200), pielęgniarka i położna 1.310 zł (teraz 900 zł), a pracownicy administracji otrzymają średnio o 30 procent więcej.
(mig, oby)
–
Dziennik Łódzki
PT