Facebook Google+ Twitter

Lekarzu, ulecz sam siebie...

Wystarczą jedynie dobre ciastka i kawa raz, dwa razy w tygodniu i sytuacja się zmienia. Na lepsze oczywiście.

 / Fot. Steve Woods

Tort za szklankę wody


Poznański szpital, znajomy leżał tam z połamanymi nogami. Nie mógł wstawać z łóżka, całkowicie skazany na pomoc pielęgniarki. Z pielęgniarkami jest różnie. Większość z nich nie pali się do pomocy. To chirurgia urazowa - tak się wtedy złożyło, że wszyscy faceci na sali nie potrafili o własnych siłach opuścić łóżka. Do anegdoty przeszła doświadczona salowa, która specjalnie tak potrafiła podać podsuwacz (naczynie do spełniania potrzeb fizjologicznych), aby było niewygodnie...

Podobnie jak chyba w każdym szpitalu w Polsce, wystarczyły dobre ciastka i kawa raz, dwa razy w tygodniu i sytuacja się zmieniła. Na lepsze oczywiście. Pielęgniarki stają się milsze, bardziej dbają rodzinę "ofiarodawcy". Zanosząc reklamówkę do dyżurki zawsze jestem starannie wypytywany, od którego to pacjenta...

Z kasy czy prywatnie?


Starszy pan, mój ojciec, ma niemal osiemdziesiąt lat. Jest w dobrej formie - miał problem z hemoroidami. Lekarz w Katowicach zapewniał go, że jest to bezproblemowo uleczalne. Wystarczą trzy zabiegi laserowe. Jest dopłata z kasy chorych, pacjent-klient płaci "tylko" kilkaset emeryckich złotych za zabieg. Po pierwszym zabiegu nie było żadnych zauważalnych zmian na lepsze. Podczas kolejnej kontrolnej wizyty lekarz zapytał już od drzwi: - To co, następny zabieg robimy z kasy czy prywatnie? W domyśle - prywatnie zrobię teraz dobrze, tak, żeby pomogło, z kasy nie będę się przykładał. Kolejnego zabiegu nie było - mój ojciec jest dość odporny na szantaż. Czy muszę dodawać, że sprzęt był własnością szpitala, a nie lekarza?

Nie będzie pan miał nic przeciwko?


Sytuacja sprzed ładnych kilku lat. Szpital w Sosnowcu. Lekarz (bardzo dobry i komunikatywny) proponuje zmianę gipsu mojej żonie z normalnego na lepszy, plastikowy. Trzeba sobie go kupić, tutaj w szpitalu. Założą oczywiście gratis... Mówi mi dokładnie, ile rolek tego plastikowego gipsu mam kupić. Wyrywam resztki kasy, bo akurat wtedy było mi ciężko. Po założeniu plastiku na nogę, połowa rolek "gipsu" zostaje nie zużyta. Lekarz pyta: - Nie będzie miał pan nic przeciwko, jeśli wezmę resztę na oddział dla dzieci? Gdzieżbym śmiał mieć coś przeciwko... Jeszcze jakaś dycha została mi w portfelu.

Ten sam lekarz miesiąc później wspomina, że mógłby się wybrać na konferencję naukową. Ja przecież prowadzę działalność gospodarczą, jak sprawdził. Co to jest dla firmy: niecałe dwa tysiące złotych sponsoringu...

Janosik czy Mengele?


Mógłbym jeszcze kilkanaście takich anegdotek z życia przytoczyć. Ale po co? Każdy z was się z tym zetknął, prawda? Uważam, że to szantaż, niezgodny nie tylko z wyświechtaną przysięgą Hipokratesa, ale naganny zarówno moralnie, jak i z punktu widzenia prawa. Próba wyłudzenia pieniędzy od ludzi, którzy są chorzy, bezbronni i zdesperowani. Często dużo biedniejsi, niż wyłudzający. Szantaż sprowadzający się do: chcesz być zdrowy, to płać.

I nawet nie chodzi mi o prawo. Bałbym się powierzyć swoje zdrowie człowiekowi o takiej moralności. Może w międzyczasie znajdzie dobrego klienta na moją wątrobę... Znam też kilku dobrych, charyzmatycznych lekarzy. Jeden z nich jest już od dwóch lat w Szkocji. Na zawsze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Tylko pozostaje nadzieja i wiara, że zdarzają się jeszcze przyzwoici lekarze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Jakiś czas temu pewnemu poznańskiemu chirurgowi pacjentka dyskretnie wręczyła wdowi grosz, a ten przyszedł na salę i w obecności wszystkich chorych oznajmił, że... na papierosy jeszcze ma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.