Pozycja materiału w rankingach:
Choroba dyplomatyczna zwana kartoflem. Rozmowa o dyplomacji z dr Robertem Alberskim, politologiem z Uniwersytetu Wrocławskiego
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska:
Lech Kaczyński z powodu choroby odwołał udział w szczycie
przywódców państw Trójkąta Weimarskiego. Niektórzy są przekonani, że
przyczyną był złośliwy artykuł w „Tageszeitung”. Czy prezydent mógł się
obrazić?
Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego:
– Współpracownicy prezydenta zaprzeczają, że do odwołania
szczytu doszło przez tę publikację. Osobiście niespecjalnie wierzę, że
prezydenta zirytowała gazeta o nieznaczącym tytule. To bulwarówka, a
nie opiniotwórczy dziennik.
Prezydenta dopadł rozstrój żołądka, a nie zawał serca. Nikt nie potrafił sobie z tym poradzić?
–
Według mnie ta niedyspozycja jest prawdziwa, a prezydent ma prawo
zachorować. Problem w tym, że w takich przypadkach, gdy chodzi o głowę
państwa, powinna być pełna informacja w postaci oficjalnego komunikatu.
Inaczej stwarza się pole do spekulacji. Gdy Vaclav Havel zachorował na
raka płuc, Czesi doskonale wiedzieli, kiedy przejdzie operację i jak
przebiega jego leczenie.
Dlaczego zatem Kancelaria Prezydenta nie stosuje się do standardów międzynarodowych?
– To młoda ekipa. Czasem brak im doświadczenia, co widać choćby w polityce informacyjnej.
Ale nie tylko im, bo prezydent Kaczyński wcześniej chciał
przełożyć wizytę u królowej Elżbiety akurat na obchody jej urodzin, gdy
nigdy nie przyjmuje zagranicznych gości.
To uchodzi prezydentowi?
–
Jeśli podobne wpadki będą zdarzały mu się w drugim roku prezydentury,
powinien zastanowić się nad przetasowaniem współpracowników. To oni tak
naprawdę prowadzą prezydenta.
Premier Marcinkiewicz uważa, że w sprawie tekstu, w którym padły
takie stwierdzenia, że Kaczyński „sięga głową do kolan głowie państwa
niemieckiego” interwencja rządu niemieckiego jest nieodzowna.
–
Według mnie w tej sprawie jak najbardziej na miejscu byłoby wyrażenie
oburzenia przez ambasadę polską w Niemczech. I to wystarczy. Ale jeśli
polski rząd wyśle oficjalne pismo do rządu niemieckiego z prośbą o
interwencję, to ten z pewnością odpowie, że głos gazety nie jest jego
głosem. Nie ma się co spodziewać, że ukarze wydawcę. W końcu jest tam
demokracja. A my się pokażemy jako drażliwy, obrażalski naród.
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Rafał Schöler Szwajkowski 06.07.2006 00:43
Rozstrój żołądka... heh... bardzo ciekawe, jakoś już nie wierzę w żadne słowo wypowiadane przez kogokolwiek z PIS-u. Może już mu się znudziło rządzenie Polską i musiał wypocząć za pieniądze podatników w Helu...
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +1817)