Facebook Google+ Twitter

Lekcja pokory dla FC Liverpoolu

The Reds przegrali na własnym stadionie 1:3 z Chelsea Londyn. Piłkarze z Anfield Road musieli uznać wyższość rywala. Bohaterem meczu okazał się niespodziewanie Bronislav Ivanovic.

Zespól Rafy Beniteza błyszczał w Lidze Mistrzów i w Premiership. Aż do wczoraj. Hiszpański trener musiał chylić głowę przed Guusem Hiddinkiem. Chelsea Londyn w drugiej połowie meczu pokazała skuteczny futbol i pewnie pokonała FC Liverpool. Piłkarze The Reds przegrali przed własną publicznością, a co gorsze – byli bezsilni.

Dobre złego początki
Wszystko zaczęło się jak najlepiej dla gospodarzy. Kibice zgromadzeni na Anfield Road już w 6. minucie mogli się cieszyć z prowadzenia. Strzelcem bramki był Fernando Torres, asystę zaliczył Alvaro Arbeloa. The Reds od początku atakowali, grali szybką piłkę. Jednak z biegiem czasu coraz śmielej poczynała sobie Chelsea. W pierwszej połowie Didier Drogba miał dwie sytuacje, po których powinien strzelić bramkę, jednak w obu przypadkach Pepe Reina okazał się murem nie do przebicia.

The Reds starali się podwyższyć wynik, jednak grali tak szybko, że chyba sami pogubili się w konstruowaniu akcji. Natomiast The Blues wykorzystywali błędy i niedokładność rywali, coraz groźniej strzelając na bramkę Reiny. Hiszpański bramkarz musiał skapitulować w 39. minucie. Pokonał go Bronislav Ivanovic, który zagrał w meczu tylko dlatego, że kontuzjowany jest Jose Bosingwa. Do końca pierwszej połowy oba zespoły toczyły wyrównany bój, jednak ze wskazaniem na Chelsea.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni
Druga połowa toczyła się już pod dyktando The Bluse. Rozpracowali rywala co do najdrobniejszych szczegółów. Wyłączyli z gry Fernando Torresa, skutecznie utrudniali życie Stevenowi Gerrardowi. FC Liverpool nie mógł też przeprowadzić żadnej akcji skrzydłami. Gwóźdź do trumny gospodarzy wbił w 62. minucie Bronislav Ivanovic, który zdobył swojego drugiego gola w meczu. Tak jak pierwszą, tak i kolejną bramkę zdobył główką po stałym fragmencie gry. Pięć minut później kropkę nad i postawił Didier Drogba. Do trzech razy sztuka- reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej posłuchał tej maksymy i w końcu pokonał Pepe Reinę.

The Reds nie pomogły zmiany. Ani Ryan Babel, ani tym bardziej Andrea Dossena nie poradzili sobie z presją meczu. Gubili piłki i nie wnieśli nic do gry. Pod koniec spotkania FC Liverpool rzucił się jeszcze do desperackich ataków. Na nic się to zdało. W ostatnich sekundach meczu nawet Pepe Reina zawitał w pole karne Petra Cecha – jednak na próżno.

Chelsea Londyn pokazała, że jest nadal groźnym rywalem i ani myśli odpuszczać sobie walki o zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Rewanż zapowiada się pasjonująco:) Nie takie cuda już się zdarzały:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.