Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

163548 miejsce

Leo Beenhakker - uzdrowi czy pogrzebie polską piłkę?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-09-11 17:44

Dlaczego trener, który jako pierwszy w historii polskiej piłki poprowadził naszą reprezentację do awansu na mistrzostwa Europy teraz oskarżany jest o wszelkie zło?

 / Fot. PAP Adam CiereszkoW sobotę nasza piłkarska reprezentacja rozpoczęła zmagania, które mają ją doprowadzić na boiska Republiki Południowej Afryki, gdzie za dwa lata odbędą się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Remis ze Słowenią i wymęczone zwycięstwo z amatorami z San Marino nie napawają kibica optymizmem. Winny jak zawsze jest trener, pod adresem którego padają coraz to nowe oskarżenia. Leo Beenhakker podejrzewany jest o korupcję, o pomijanie przy powoływaniu takich zawodników jak Jeleń czy Wichniarek. Trenera obarcza się winą za przedwczesny powrót piłkarzy z turnieju w Austrii i Szwajcarii, gdzie odbyły się mistrzostwa Europy i w końcu to Beenhakker przyczynił się do nieudanego początku obecnych eliminacji. Człowiek, który miał wnieść nową jakość do polskiej piłki stał się jej grabarzem, przynajmniej tak próbuje nam się wmówić.

- Sześciu moich zawodników siedziało we Wrocławiu na trybunie honorowej. Za plecami słyszeli tych, którzy mają zamiar i ambicje rządzić w przyszłości polską piłką. Cieszyli się, że gramy gów...ny mecz. Że nie wygraliśmy! – powiedział Leo Beenhakker w wywiadzie udzielonym Robertowi Błońskiemu z "Gazety Wyborczej".

Holender stał się dla wielu działaczy polskiej piłki poważnym problemem. Przede wszystkim jego zagraniczne pochodzenie wyklucza wywieranie jakichkolwiek nacisków ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ponadto Beenhakker jest zupełnie niezależny, a jedyną osobą, przed która ma obowiązek się tłumaczyć i zdawać relację ze swojej działalności jest prezes Michał Listkiewicz. Selekcjoner naszej reprezentacji powinien mieć pełną swobodę pracy z kadrą i stworzone ku temu warunki. Tymczasem Beenhakkerowi nie ułatwia się wykonania zadania, a na każdym kroku rzuca się kłody pod nogi. W głównej mierze odpowiadają za to działacze i menadżerowie, którzy troszczą się wyłącznie o swoje partykularne interesy.

- Za naszymi plecami walczą, z jednej strony, działacze: o bycie nowym prezesem, wiceprezesem czy członkiem Zarządu PZPN. Z drugiej - menedżerowie. Nie mają mnie pod kontrolą, i to ich boli. Powołuję na podstawie umiejętności technicznych, nie osobistych interesów. Miałem sporo telefonów od tzw. menedżerów, żeby powołać tego lub innego zawodnika. Bo mają w tym interes. To ich biznes! Nie zrobiłem tego, więc zaczęły się wielkie historie. Wichniarek wydał oświadczenie dla telewizji Polsat, bo jest kolegą prowadzących program. Oni mają doskonałe kontakty z ludźmi, którym zależy na takiej awanturze, którzy zawsze przyjdą do programu, skrytykują i powiedzą, że np. Hajto musi być menedżerem następnej reprezentacji – mówi Leo Beenhakker w wywiadzie.

W sytuacji, gdy do kadry nie był powoływany Paweł Brożek raz po raz pojawiało się pytanie, dlaczego trener nie widzi w swoim zespole króla strzelców polskiej ligi. Kiedy wreszcie Beenhakker zadecydował o włączeniu do kadry zawodnika krakowskiej Wisły, który wreszcie dojrzał piłkarsko i mentalnie do gry z orzełkiem na piersi, te same osoby domagają się powołania dla Artura Wichniarka, zawodnika Arminii Bielefeld. Pomijany wielokrotnie piłkarz, który zdaniem obserwatorów przeżywa drugą młodość w Bundeslidze, zrezygnował z gry w reprezentacji Polski. Jeśli nawet Wichniarek czuł się niedoceniany przez Beenhakkera to chyba nie rozumie, o czym tak naprawdę świadczy jego decyzja. Zawodnik nie gra dla trenera tylko dla swojego kraju, a piłkarz Arminii zdaje się tego nie rozumieć.

- W związku z pojawiającymi się ostatnio w mediach informacjami o mojej rzekomej rezygnacji z gry w reprezentacji Polski pragnę stanowczo zaznaczyć, że nigdy z występów w drużynie narodowej nie zrezygnowałem i nie zrezygnuję. Gra dla Polski, barw mojej ojczyzny była, jest i zawsze pozostanie dla mnie największym zaszczytem - czytamy w komunikacie wydanym przez Ireneusza Jelenia, a zamieszczonym w "Przeglądzie Sportowym".

Może Artur Wichniarek powinien uważnie wczytać się w oświadczenie kolegi z AJ Auxerre i wyciągnąć właściwe wnioski.

- Już wszystko było jasne, role porozpisywane, niektóre czwartkowe gazety gotowe jeszcze przed meczem, a potem Ebi Smolarek strzelił dwie bramki i wszystko legło w gruzach. Radość z powodu zwycięstwa nad Portugalią nie była wcale powszechna. Bo przecież Polacy mieli przegrać, a ośmielili się wygrać. I jeśli pisało się lub mówiło, że Beenhakker musi odejść, to jak tu nagle zmienić front. Fotoreporterzy niektórych pism jechali do Chorzowa z zadaniem zrobienia zdjęcia holenderskiego trenera z twarzą ukrytą w dłoniach. Reporterzy pewnego dziennika wpadli w popłoch, bo musieli przed północą dużo zmieniać w swoich zaplanowanych wcześniej relacjach. Pisali tygodniami, że trener do niczego, oszukuje za plecami, rozmawia, a to z Trynidadem, a to z Australią, czekając na najbliższą okazję do zwinięcia w Polsce interesu. I nawet zależało mu, żeby zgody na pracę w Polsce formalnie nie mieć, bo dzięki temu mógłby zerwać umowę bez konsekwencji. Takie różne dyrdymały. Egzekucja miała nastąpić w środę – napisał w „Rzeczpospolitej” Stefan Szczepłek po wygranym dwa lata temu meczu z Portugalią.

Te słowa uwydatniają tylko jaka panowała, jak również panuje obecnie atmosfera wokół reprezentacji i osoby trenera. Na szczęście Beenhakker awansując, jako pierwszy polski trener, na mistrzostwa Europy zamknął usta swoim krytykom. Nie na długo. Po niezbyt udanych meczach ze Słowenią i San Marino fala krytyki rozlała się z jeszcze większą siłą. Jednak absurdalnym wydaje się obarczanie za wszystkie grzech tego świata Holendra. Przede wszystkim warto uświadomić sobie klika prawd, o których większość krytyków zdaje się zapominać.

Należy spojrzeć prawdzie w oczy, nie mamy ani dobrej ligi ani dobrych piłkarzy. Główne „filary” (z kilkoma wyjątkami) polskiej drużyny siedzą w swoich klubach na ławce rezerwowych albo odgrywają w drużynie drugorzędne role. Oczywiście nie są to drużyny z europejskiej czołówki.

Natomiast o poziomie polskiej ligi najlepiej świadczy fakt, iż od 12 lat żadna drużyna nie potrafi awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Ponadto piłkarze, którzy w lidze uchodzą za wybitnych, po zmianie barw klubowych i wyjeździe na Zachód nie potrafią zagwarantować sobie stałego miejsca w podstawowym składzie. Jak zatem z przeciętnych zawodników, grających w słabych, europejskich klubach zbudować silną drużynę?

Zamiast skupiać uwagę na krytyce Beenhakkera należy zaufać człowiekowi, który bez wątpienia ma pojęcie o futbolu, co udowodnił awansując na mistrzostwa Europy. Działania Holendra powinny zmierzać do zbudowania od podstaw reprezentacji, o której sile będą świadczyć młodzi, ambitni i utalentowani zawodnicy, którzy pod czujnym okiem selekcjonera mają niespotykaną szansę rozwinąć swoje umiejętności. Nie wymagajmy, żeby efekty pracy były widoczne po pary tygodniach, często potrzeba na to lat.

Polski Związek Piłki Nożnej, którego strukturę i działalność najlepiej ilustruje skecz Kabaret Moralnego Niepokoju zatytułowany Zjazd PZPdZ, powinien zająć się przede wszystkim szkoleniem młodzieży i działaniami zmierzającymi do rozwoju polskiej piłki. Chodzi o nowoczesny system szkolenia, tworzenie potrzebnej infrastruktury, unowocześnienie pracy odpowiednich instytucji, zapewnienie bezpieczeństwa na stadionach i wyeliminowanie korupcji. Natomiast Leo Beenhakker niech zajmie się pracą z reprezentacją, a nie odpieraniem ciągłych zarzutów, które płyną z każdej strony. Będzie to z korzyścią nie tylko dla atmosfery wokół reprezentacji, ale również dla polskiej piłki. Skoro zatrudniliśmy zagranicznego szkoleniowca (polscy widać się nie sprawdzili) to pozwólmy mu w spokoju wykonywać swoją pracę. Tyle chyba jesteśmy w stanie zrobić dla polskiej piłki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Popieram poprzednie wypowiedzi. Problem tkwi u podstaw. Nawet klasa obiektów na jakich się trenuje, świadczy o poziomie sportu. Na szczęście wszystko się zmienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polski sport to dno. W większości sukcesy sportowców są przypadkowe. Sukcesy takich osób jak Kołecki, czy Włoszczowska są tylko wynikiem indywidualnej pracy tych pasjonatów. Aż żal patrzeć na piłkarzy pokroju Piszczka który ma być główną siłą w Polskim ataku. Zawodnicy tacy jak Klose czy Podolski gdyby trenowali w klubach typu Górnik Zabrze czy ŁKS Łódź grali by pewnie na poziomie Zahorskiego. Szkolenie i jeszcze raz szko-le-nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trener niestety w większości polskich klubów jest pierwszy do usunięcia. Z tego powodu również wg wielu to właśnie trener-selekcjoner powinien po nieudanych eliminacjach/finałach międzynarodowych imprez odejść.

To myślenie jest zgubne, bo nie ma nic przyjemniejszego niż praca w dobrych warunkach kilka lat, co przynosi efekty (vide Bruckner w Czechach czy Kuhn w Szwajcarii albo wspominany przez mnie często Strachan w Celticu).

Naturalną koleją rzeczy po ME/MŚ jest wymiana kadr, z tym, że w Polsce nie ma za bardzo kto zastąpić Żurawskiego, Krzynówka, Bąka itd. We Włoszech czy Francji wprowadzają młodzież i jakość gry jest podobna. Nie grają Pirlo czy Gattuso, to jeszcze lepiej za nich występują De Rossi czy Aquilani. Drugą sprawą jest fakt, że na wymianę kadr nie ma dużo czasu, więc może by warto było poświęcić jedne eliminacje, aby zgrać Lewandowskiego, Brożka, Kubę, Wojtkowiaka itp. i żeby w końcu Polska wypracowała swój styl. W zgraniu pomoże także grudniowe zgrupowanie w Emiratach Arabskich, ale faktem jest, że spotkań reprezentacyjnych jest mało. A Wenger chce żeby było jeszcze mniej ;(

Amen ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.