Facebook Google+ Twitter

Leo Beenhakker: Widzę w oczach polskich piłkarzy głód zwycięstw

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2007-12-27 12:18

O piłkarskich idolach, pracy z gwiazdami i przyszłorocznych mistrzostwach Europy z Leo Beenhakkerem, selekcjonerem reprezentacji Polski, rozmawia Janusz Basałaj.

Pamięta Pan swój pierwszy prezent na Gwiazdkę?

- Nie, nie pamiętam. Niech Pan nie myśli, że jestem taki stary, ale to było już tak dawno... I proszę mnie nie pytać, czy tym prezentem była piłka futbolowa.

Ale musiał Pan o niej marzyć.

- Jak każdy chłopiec, który kopał piłkę na ulicy czy podwórku. W końcu ją chyba dostałem od ojca.

Jak rodzice traktowali Pańskie zamiłowanie do futbolu? Nie Leo Beehnakker / Fot. Dziennik Zachodnipowtarzali Panu: Leo, najpierw szkoła, później futbol?
- Wszyscy rodzice na świecie to mają. U mnie było podobnie, czyli nic nadzwyczajnego.

Pierwszy futbolowy idol?

- Francuz Just Fontaine. Król strzelców mistrzostw świata we Francji w 1958 roku. Fantastyczny gość. Z nieprawdopodobnym instynktem strzeleckim, świetną techniką... Zdobył wtedy na szwedzkich stadionach 13 bramek. Było na co popatrzeć.

W telewizorze Philipsa?

- A jakże. Trudno w Holandii o inny odbiornik. Pamiętam, że miał taki maleńki ekran. Ledwo było widać na nim cokolwiek... Ale Fontaine'a dostrzegłem.

Nie Brazylijczyka Pelego, który był wtedy rewelacją turnieju?

- Powtarzam: zapamiętałem Fontaine'a.

A inne gwiazdy tamtych lat?

- Ceniłem "Kopę" z Realu Madryt.

Czyli Raymonda Kopaszewskiego, Polaka z pochodzenia.

- Polaka? Grał w reprezentacji Francji, ale to nie miało przecież żadnego znaczenia.

Kto był Pańskim trenerskim idolem?

- Rinus Michels. Fantastyczny szkoleniowiec, który zdobył dla Holandii wicemistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. To człowiek, który zrewolucjonizował holenderską piłkę. Nauczył swoich zawodników futbolu totalnego. Holandia grała wtedy piękny, ofensywny, otwarty futbol. A wcześniej przygotował Ajax Amsterdam do supremacji w Europie.

W reprezentacji miał plejadę fantastycznych graczy z Cruyffem, van Hanegenem, Krolem, Rensenbrinkiem, Neeskensem...

- I co z tego? Można mieć plejadę gwiazd i nie wykorzystać tego. Michels potrafił stworzyć wspaniały team. Przecież objął wtedy w 1974 roku ekipę Oranjes trzy miesiące przed finałami mistrzostw świata! Ale tak wielka, genialna osobowość nie zdarza się zbyt często. Jak on umiał tworzyć prawdziwy team i później kierować piłkarską ekipą! To absolutnie mój trenerski wzór, prawdziwy profesor.

Ale Holandia, uznawana za najlepszy zespół świata, przegrała jednak finał w 1974 roku z Niemcami. Czy Michels zrobił wszystko jak należy?

- Absolutnie tak! Ten mecz ułożył się bardzo dobrze. Szybko podyktowany rzut karny, wykorzystany przez Neeskensa, a później konsekwencja Niemców, ich świetna organizacja gry i walka do końca zrobiły swoje. I przegraliśmy...

A może przez to, że w tamtej kadrze Holandii za bardzo się dyskutowało na temat tego, czy zaprosić żony na zgrupowanie, czy nie?

- Daj pan spokój. Rozmawiajmy poważnie...

Jak się pracuje z zespołem pełnym gwiazd?

- Normalnie. Trzeba robić swoje. Egzekwować polecenia, rozmawiać, przekazywać im swój pomysł na grę tak, by dobrze to wyglądało na boisku. Ważna jest też umiejętność wydobycia wszystkiego, co ma najlepsze taki zawodnik.

Kiedy pracował Pan w Realu Madryt nie brakowało spięć z gwiazdorami?

- Różnie bywało. Pamiętam, że posadziłem na ławie Santillanę i dałem szansę młodemu Butragueno. Gorąco zrobiło się wtedy w Madrycie. W sumie nie narzekam na madryckich gwiazdorów. Hugo Sanchez był OK. Podobnie jak Camacho. Prawdziwy kapitan, a nie facet od przywitania się na środku boiska z sędzią meczu. Wielka osobowość, pełna odpowiedzialności w czasie meczu.

Rzadko kiedy wielcy piłkarze zostają później wybitnymi trenerami. Choć przykłady Cruyffa czy Beckenbauera zaprzeczają tej tezie. Z drugiej strony mamy nieudane przygody trenerskie Bońka czy Platiniego...

- O właśnie. Teoria trochę bez pokrycia. Jedno jest pewne - piękna kariera na boisku nie daje gwarancji, że będzie się dobrze działo na trenerskiej ławce. Czasami nadmiar talentów w zespole nie pomaga. Tak sobie myślę, kiedy patrzę na Holandię i trenera van Bastena. Jacy kapitalni gracze: van Persie, Robben, van der Vaart, Sneijder, van Nistelrooy... Jak to wszystko ułożyć? Nie zazdroszczę van Bastenowi.

Leo, prawie nam się udało porozmawiać, nie wspominając o reprezentacji Polski.

- Faktycznie... Cóż, wszyscy czekamy na finały mistrzostw Europy. Kiedy patrzę w oczy moich kadrowiczów, to widzę w nich wielką ambicję i pasję. Widzę nadzieję i chęć powalczenia o zwycięstwa w finałach mistrzostw Europy. Tego przecież wszyscy sobie życzymy.

I jeszcze jedno marzenie polskiego kibica: ograć Niemców...

- Dlaczego nie? Najwyższy czas już się zabrać do przygotowania tego, by im się nie dać.

Janusz Basałaj
-
POLSKA Dziennik Zachodni

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Leo Jesteś wielki, tak jak niegdyś Kazimierz Górski. Życzę Panu zdobycia medalu na tych ME. Będzie to wielki sukces Pana i Polskiej Reprezentacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może trochę nie na temat, ale będzie o Borucu ;-)

" 'Z bramkarzy grających za granicą największe szanse trafienia do Milanu ma Boruc' – mówią włoscy dziennikarze."

Ot, taka radosna dość nowina ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.