Facebook Google+ Twitter

Leon-zawodowiec

Czy Holender Leo Beenhakker zdaje sobie sprawę z tego, że nasi zawodnicy powołani do reprezentacji często myślą o problemach klubowych i to przy kufelku piwka, lub "kielonku gorzały"?

Na pierwszej, po wyborze, konferencji prasowej, nowy selekcjoner reprezentacji Polski kilkakrotnie powtarzał, że od czterdziestu lat jest zawodowym trenerem i praktycznie nic nie jest w stanie go zaskoczyć przez cały okres pracy z naszymi kadrowiczami.

Bardzo bym pragnął by było to prawdą. Najlepsi kibice świata, jak określili naszych fanów organizatorzy ostatnich MŚ, zasługują na to, by ich drużyna narodowa awansowała do finałów ME, jakie rozegrane zostaną na boiskach Szwajcarii i Austrii. Moim zdaniem optymizm trenera jest nieuzasadniony, ponieważ nie zdaje on sobie sprawy z patologii panującej w naszej skopanej, która powoduje, że zawodnicy powołani do reprezentacji nie myślą tylko i wyłącznie o tym, jak uzyskać na przedmeczowym zgrupowaniu optymalną formę i pokonać rywala, ale o problemach klubowych o których najlepiej dyskutować przy kufelku piwka, lub "kielonku gorzały". Zaległości finansowe w klubach powodują, że futboliści zamiast myśleć o pokonaniu przeciwnika, główkują, co by tu zrobić, by odzyskać zaległe premie i pensje. Natomiast jeśli chodzi "sportową rywalizację" w ligowych spotkaniach, to zarówno gracze, jak i selekcjoner nie mogą być pewni, czy forma i dobra gra potencjalnych kandydatów na reprezentantów Polski jest wynikiem ich dobrej gry, czy sędziowskiej mafii, która ma decydujący wpływ na "dobrą" postawę kopaczo-biegaczy, którzy rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść?

Kolejnym problemem dla Leona-zawodowca, to balangi na zgrupowaniach, do których nasi kadrowicze przyzwyczaili się od kilku lat. Jak wieść gminna niesie "nasi mundialowcy" byli lepiej przygotowani gdy rozpoczynali zgrupowanie przed wyjazdem na MŚ, niż podczas pierwszego meczu z Ekwadorem. To akurat nie powinno dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż poprzedni selekcjoner nie miał "trzeźwego spojrzenia na profesjonalny futbol", o czym doskonale wiedzieli zawodnicy, natomiast kierownictwo PZPN wstydliwie nabierało wody w usta, gdy publiczna dyskusja dotyczyła tej kwestii.

Akurat z tym Holender nie powinien mieć problemów, bowiem przy każdej zmianie szkoleniowca reprezentanci zachowują "umiar w rozpuście" i dozują nocne, dodatkowe treningi, by "na dzień dobry" nie narazić się "nowej miotle", oraz sprawdzić jego tolerancyjność. Ma to ogromne znaczenie podczas dłuższej współpracy, ponieważ w każdej drużynie obowiązuje zasada, która stanowi, że jaka dyscyplina (nie tylko w czasie treningów, ale podczas całego zgrupowania) panuje na co dzień, taka później jest realizacja założeń taktycznych podczas gry. Klasycznym przykładem był występ Euzebiusza Smolarka, podczas - najważniejszego dla nas - spotkania z Ekwadorem. Popularny "Ebi" miał grać jako prawy pomocnik, a prawie przez 90 minut, biegał bezproduktywnie (ale za to bardzo efektownie) po całym boisku z pominięciem prawej strony - co zaowocowało zerową skutecznością całego zespołu.

Osobny rozdział to współpraca Leona-zawodowca z naszymi piłkarzami. Nowy szkoleniowiec z rozbrajającą szczerością oświadczył, że nie zna kandydatów do drużyny narodowej i przebieg występków naszych Orłów w ostatnich latach. Przebywał bowiem na Trynidad-Tobago i był zainteresowany tylko swoimi podopiecznymi oraz ich rywalami - wśród których, niestety, nie było Polaków. Nie rozumiem, dlaczego kontrakt został podpisany dopiero od 1 sierpnia skoro już 2 i 6 września czekają naszych eliminacyjne spotkania. Przecież w takiej sytuacji każda minuta jest ogromnie ważna, ponieważ trener powinien rozmawiać z klubowymi szkoleniowcami o tym, by jak najlepiej przygotować kandydatów do kadry. Jakakolwiek strata punktów w tym roku (gramy 3 spotkania u siebie i 2 ze słabiutkim rywalami na wyjeździe) może mieć podobnie opłakane skutki jak kiedyś porażka drużyny Zbigniewa B. z Łotwą.

Oczywiście mecze ze słabiutkimi Finami i przeżywającymi jeszcze gorsze - niż My - chwile po niemieckiej kompromitacji Serbami powinniśmy wygrać, czego z całego serca życzę nowemu selekcjonerowi. Wówczas dobry początek powinien doprowadzić do szczęśliwego końca, kiedy to 21 listopada 2007 roku, nasza drużyna po meczu wyjazdowym z Serbią po raz pierwszy w historii awansuje do finałów ME 2008.

Na koniec kilka słów o kolejnej, tym razem aferze biletowej, która wywołała ogromne oburzenie opinii publicznej. Zaowocowało to przeszukaniem (wreszcie!) "Miodowej siedziby Listkoludków" przez Agencję Bezpieczeństwa Narodowego. Jestem pewny, że "szperacze ABW" zabezpieczyli odpowiednio twarde dyski na których są zarejestrowane szczegóły dotyczące tajemniczych kontraktów zawartych przez PZPN z Canal+, firmami Sport-Five, Berlo i wielu innymi. A dyski te będą koronnymi dowodami w zarzutach postawionych szefom związku (Michałowi L., Zbigniewowi B. i Eugeniuszowi K.) za działalność nie koniecznie zgodną z prawem!

Póki co, to chciałbym "podrzucić" ABW jeden wątek do wyjaśnienia, dotyczący współpracy PZPN z Firmą IT-Sport. Warto wyjaśnić dlaczego współwłaściciel firmy Rafał G. był członkiem sztabu przygotowań reprezentacji do niemieckich MŚ oraz jakim "cudem" ten fachowiec - rodzinnie powiązany z serdecznym przyjacielem Zbigniewa B , a jednocześnie prominentnym działaczem łódzkiego Widzewa - został tak ważnym współpracownikiem PZPN?. Reasumując: wszystko na to wskazuje, że większość patologicznych dróg w polskiej piłce prowadzi do "rzymskiego" Widzewa.
Jan Tomaszewski

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym .

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.