Facebook Google+ Twitter

Lepiej być porzuconą?

Pozostawiając rzeczy ważne i zasadnicze dla osób kompetentnych, zastanawiam się od czasu do czasu nad sprawami codziennymi, niepozornymi, mijanymi w marszu i upychanymi pod dywan.

Nadal jest głośno, zwłaszcza w brukowych gazetach, o prezydenckiej córce, która rozstała się z mężem. Obfity w treści wywód jednego z naszych gazetowych dziennikarzy zawiera między innymi taki smaczek "…to lepsze wyjście, aby córka została porzucona. Z dwojga złego.".

Drugim złym wyjściem, jak rozumiem, jest być porzucającą. I jest to wyjście gorsze. Nasuwa mi się myśl prosta jak konstrukcja cepa - oba wyjścia są diabła warte, ale jeśli już życie niesie nam taka alternatywę, trzeba poważnie odpowiedzieć na pytanie: - kiedy kobieta czuje się porzucona?

Zależy to zapewne od osobniczej wrażliwości na sygnały, jakie wysyła jej mężczyzna. Jedna np. poczuje się porzucona, kiedy po urodzeniu dziecka dominujące w niej poczucie macierzyństwa i zmniejszona troskliwość o wszelkie dobra partnera, skłania tegoż do odwiedzenia najlepszej przyjaciółki (śniadanie w cenie pokoju).

Inna dopiero wówczas, gdy wracający do domu jak bumerang 100-procentowy samiec wykorzystuje każdą okazję do sprawdzania swej męskości. Wreszcie, tu już każda kobieta poczuje się na pewno porzucona, kiedy partner zabiera swoje uprane i wyprasowane lary i penaty, maszerując pod znany tylko sobie adres. Wybór wedle osobistego uznania. Niepotrzebne skreślić.

Trzeci rodzaj porzucenia widoczny jest gołym okiem i świadczy o dość wysokiej kulturze osobistej (tak, tak) owego pana. Panowie bowiem o kulturze mniejszej wolą zachowywać pozory, udawać świetnych partnerów i tkwić, a raczej trzymać za wszelką cenę w chorym związku kobietę, po której wiadomo czego się spodziewać: dzieciaki wychowa, powścieka się, popłacze, koszule uprasuje, obiad poda. To, co ona czuje, nie jest problemem. Tak jest wygodnie.

Reasumując: neandertale nie porzucają, bo nie potrafią sobie zorganizować życia bez swej kobiety - ofiary. Przechodzę nad tego rodzaju ofiarą do porządku dziennego, bo są takie typy wśród kobiet i nic się na to nie poradzi.

Jest jednakże jeszcze inny rodzaj kobiet - te działają natychmiast lub, co wrażliwsze, z lekkim wyprzedzeniem. I pierwsze mówią "koniec filmu". To kobiety mające wyczucie i nieprzekraczalne granice własnej godności. Porzucają pierwsze. I płacą za to cenę niewspółmiernie większą niż te porzucane, zasługujące w powszechnej opinii na współczucie i pomoc. Te są biedne. O ile bowiem kobieta po rozstaniu ze swym mężczyzną staje się czymś w rodzaju "gorącego towaru" i niepożądanego towarzystwa, o tyle kobieta, która ma odwagę sama zerwać nieudany związek staje się towarzysko postacią z horroru: boją się jej panie z powodu mężów, boją cnotliwi mężowie takich koleżanek.

To oficjalnie. Bo "pocieszać" każdy ze znajomych panów rad by z całego serca i największej dyskrecji. Rzecz jasna rozróżnienie "lepiej być porzuconą czy porzucającą" potraktowałam skrótowo, wszak nie o socjologiczną rozprawę tu chodzi. Osobiście z dwojga złego wolałabym wyjście trzecie, czyli po prostu zgodne i udane małżeństwo. Podobno się zdarzają i nie jest to tylko sprawa tolerancji oraz przymykania oczu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.02.2007 12:45

Piotrze, komuna? A poświęcenie jednostki (lub jednostek) dla dobra ogółu? Reduta Ordona mi sie przypomina. Czy to był komunista może, pamiętasz z historii? A partyzanci, powstańcy itd. poświęcali się dla dobra kraju, idei, bo byli komunistami? Defenicja komunizmu się kłania. Coś Ci się pomyliło i to bardzo.:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mirnal.

"Ja twierdzę, że dobro kraju, idei jest więcej warte, jest wyższą wartością, niż dobro danej osoby." - cytat z Pańskiej wypowiedzi wzbudził we mnie dość dziwne uczucia...
Czysta komuna - w swej ideowej postaci.

Gratuluję poglądów - dość nieszczerze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tego co pamiętam - Kreon był pomiędzy młotem a kowadłem, czyli musiał mieć dwie sprawy na głowie.
Od jakiego tematu odbiegamy? I kto? Bo nie widzę dyskutantów co do artykułu... Więcej - gdyby nie Mirnal, to (jak widzę po wpisach) nie byłoby żadnego głosu... No chyba że przyjmiemy możliwość - każdy chciałby się wpisać, ale widząc Mirnala po artykułem...
Mało tego - przeglądam inne teksty i takze nie widzę tłumów. Więcej - pod większością (zwł. PAP-owskich) mamy tylko jednego entuzjastę... Reszta zbiera materiały do kolejnych artykułów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@benio Skoro Ty mnie pytasz, to pytaj także Autorkę. Cóż w tym złego - zadawanie pytań mieści się w działalności dz. ob. A umiejętność nieodpowiadania jest przywilejem pytanego. Często jednak ludzie chcą być pytani, bo to im ułatwia zrzucenie garba, który ich ciśnie. A musu odpowiedzi nie ma.
Nie rozumiem - mnie możesz zadawać pytania, a Autorce nie?
Ale możemy się umówić - Ty zapytaj, a ja nie będę komentować...

@BB Co do Antygony, to chyba była narzeczoną syna Kreona, zatem niemal córką i tak pewnie by ją traktował po ślubie. Zresztą na tym polegał jego dylemat - gdyby była przejezdną turystką z Polski, to nie miałby dylematu opisywanego w tragedii...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato - rzeczywiście, to mała korekta akurat najmniej w tej sprawie istotna, zwł. że nikt nie zwrócił na to uwagi. A mój ostatni koment dotyczy beni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wyłącznie po to, abyś mogła zaprezentować swój pogląd w tej sprawie. Zwróć uwagę, że gdyby nie zagajenie (sprawa z córka) to nie byłoby tego tekstu! Przynajmniej nie teraz. Zresztą sama dajesz plus za wyłuskanie problemu jednak z afery córki, potwierdzając moje spostrzeżenie.
A dlaczego nie pytasz Autorki, co ją w życiu takiego spotkało, że ostatnie tematy krążą wokół jednej sprawy?
Dlaczego komentuję plotkarski wątek? Bo on jest podstawą tego artykułu. Ale zachęcam Ciebie do skomentowania pozostałej treści... Na bogów - napisz ładny koment! Taki sympatyczny, wzruszający, taki od serca, że same pochwały zbierzesz...
:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie na każdy, ale na wiele. Wolałabyś, aby ludzie nie cierpieli i nie pisali pod (Twoimi) tekstami? To miałabyś nul na liczniku pod wieloma z nich. Wiem, przecierpiałabyś to. A tak zdejmuję Ci nieco z cierpień...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ale skoro zajmujemy się, to przecierpmy tę dyskusję... " Mirnalu - sądząc po objętości wypowiedzi uwielbiasz cierpieć. Na każdy temat. A to już trąci masochizmem. :):):)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anonimowych cierpień ludziska zwykle nie biorą na serio :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cierpię więc i to na trzeźwo, ale nie wiem czy ścierpię :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.