Facebook Google+ Twitter

Lepsze państwo? Potrzebny jest lepszy Senat

Obecna forma funkcjonowania Senatu, zwyczajnie mi nie odpowiada. Należy albo znieść tą instytucję, albo zmienić zasady, na jakich działa.

Jestem demokratą, jednak nie uważam, aby obecna forma funkcjonowania izby wyższej polskiego parlamentu - Senatu - była odpowiednia. Ograniczenie jej roli tylko do debat i przegłosowywania bądź odsyłania ustaw, które uchwalił Sejm prowadzi do sytuacji, że izba senatorska jest zbędną instytucją.

Ktoś może powołać się na to, że Senat propaguje idee polskiej kultury i edukacji, współpracuje z Polakami poza granicami oraz jest instytucją inteligencji, która poprawia prawne wygibasy deputowanych z Sejmu. Jeśli idzie o dwie pierwsze kwestie, to do ich realizacji zbędne jest funkcjonowanie 100-osobowej izby parlamentu. Trzecia kwestia jest natomiast marginalizowana. Senatorowie to najczęściej politycy, którzy nie spełniają się w roli poselskich krzykaczy, do Sejmu się nie dostaną lub którzy odchodzą już na polityczną emeryturę.

Izba refleksji - jak często jest nazywany Senat - powinna być otwarta bardziej na samorządowców i ekspertów, którzy powinni mieć moc ustawodawczą w określonych dziedzinach, a w niektórych zmuszeni być do współpracy z Sejmem. Senat powinien z pewnością przejąć rolę ustawodawcy w zakresie funkcjonowania samorządów, bo to właśnie samorządowcy, którzy zostaliby powołani na senatorów, najlepiej wiedzą, co potrzeba do rozwoju ich miast, miasteczek i wsi.

 / Fot. Strona Senatu RP, na llicencji GFDLSenat powinien składać się także z zasłużonych intelektualistów, nominowanych przez prezydenta i Sejm. Służyliby nie tylko poprawkami prawnymi - jakie nanosi obecnie Senat do błędnych ustaw wyprodukowanych w Sejmie - ale przede wszystkim merytorycznymi. Bo któż bardziej zna się na problematyce gospodarczej niż ekonomiści? Kto bardziej zna się na potrzebach edukacji niż wybitni dyrektorzy szkół, czy samorządowcy.

Decyzje Senatu w podległych mu dziedzinach, mógłby kontrolować Sejm na wniosek 10-20 senatorów, bądź posłów. Oczywiście, gdyby prezydent stwierdził, że jest taka potrzeba, a odpowiednia ilość parlamentarzystów nie zgłosiła odpowiedniego wniosku o kontrolę, także będzie miał możliwość skierowania jej do Sejmu, lub z powrotem do Senatu - na zasadzie weta prezydenckiego. Aby doprowadzić do takich zmian potrzebna jest zmiana Konstytucji. Jednak rządzący mają to w planie (stworzenie tzw. Konstytucji IV RP proponowane przez PiS w kampanii wyborczej), dlaczego więc nie dodać do tych zmian, kolejnych, poprawiających funkcjonowanie Senatu?

Nowy Senat powinien zostać kosztem Sejmu zwiększony i wysoko opłacany - także kosztem niższej izby polskiego parlamentu, którego koszty funkcjonowania należy radykalnie obniżać. Być może w przyszłości warto zastanowić się nad tym, aby znieść Sejm, a pozostawić elitarny Senat? Ale to już z pewnością temat na osobny artykuł.

Jeśli Senat nie zmieni obecnej formy funkcjonowania, będzie zbędną izbą parlamentu, która spowalnia prace ustawodawcze. Bez zmienionej formy, sam Sejm może powołać sobie chociażby Komisję Ustawodawczą, która po przegłosowaniu ustawy jeszcze raz by ją sprawdzała i na wnioski partii zmieniała (podobnie się to robi w Senacie). Jeśli nie przywrócimy dawnej funkcji doradczej Senatu, stanie się on tylko kolejnym miejscem, które będzie dla polityków pozyskiwać fundusze na ich działalność i przeżycie. Być może brzmi to ironicznie, jednak jest to sprawa bardzo poważna, ponieważ chodzi tutaj o jakość polskiego ustawodawstwa - którego poziom się obniża, patrząc na kolejne obalane przez TK ustawy (nawet te niekontrowersyjne). Krótko można sprawę przedstawić w słowach: "Lepszy Senat lub śmierć Senatowi”. Oby rządzący wybrali to pierwsze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zgoda w 2/3.Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.