Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33713 miejsce

Les Miserables. Czerwony sztandar i barykady w Romie

Teatr Muzyczny Roma lubi wyzwania. Sięga po musicale, które są legendą. Upiór w Operze, Koty, Miss Saigon, a teraz Les Miserables. Premiera tego ostatniego odbyła się w Romie w miniony weekend.

Cosette (Kaja Mianowana), Jean Valjean (Janusz Kruciński) i Fantine (Edyta Krzemień) / Fot. Kasia BaranCzekali na nią nie tylko wielbiciele Romy. Bilety na pierwsze przedstawienia rozeszły się bardzo szybko. W końcu nie codziennie mamy okazję oglądać takie legendarne musicale, jak ten.

Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy jest to musical o Polsce. Niektóre wątki poruszone w powieści i przeniesione na scenę, są wciąż aktualne. Dotyczyć mogą tak naprawdę każdego miejsca na świecie.

Niewątpliwie część widzów poczuje niesmak na widok czerwonego sztandaru powiewającego dumnie nad głowami paryskich studentów
rewolucjonistów. Jeśli ktoś jednak zapoznał sie wcześniej bądź z powieścią Victora Hugo bądź też z wydarzeniami historycznymi ówczesnej Francji, zrozumie ten drobny szczegół.

Artyści dostali brawa na stojąco / Fot. Kasia BaranBohaterowie Les Mis są jak najbardziej realni. Targają nimi uczucia i namiętności takie same, jak każdym innym człowiekiem. To one sprawiają, że możemy utożsamiać się z bohaterami musicalu. Nienawiść, zazdrość, podłość, odwieczna chęć zysku, przeciwstawiane są miłości, lojalności, uczciwości, honorowi. Tylko od nas samych zależy, które z nich wezmą w nas górę.

Les Miserables uważane jest za kolejną non-replic produkcję. Nie do końca można się z tym jednak zgodzić. Tym razem nie udało się wystawić musicalu pod znanym w Polsce tytułem Nędznicy, tytułem który kojarzy się wielu osobom. Zamiast tego otrzymaliśmy tajemniczo brzmiące dla niektórych Les Miserables. Właściciel praw autorskich, Cameron Macintosh, na podstawie nagrań z castingów, osobiście wybierał pierwszą obsadę. Tajemnicą pozostaje jednak fakt, jak w takim razie jedną z pierwszoplanowych ról dostała osoba nie biorąca w nich udziału....

Dyrekcja jednak sama mogła zadecydować o rolach drugoplanowych, miała wpływ na kostiumy, scenografię. To dlatego właśnie w Romie nie zobaczymy znanej z innych wersji Les Mis obrotowej sceny. Zastąpiono ją platformami, na których umieszczono elementy scenografii. Rozwiązanie wydaje sie proste, a w porównaniu z prostą scenografią, wręcz idealne. Jak będzie dalej, czas pokaże... Czy jednak przekona tych, którzy pamiętają gdyńską wersję Nędzników?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 05.11.2010 15:54

Świetny artykuł napisałaś Kasiu o miłości itd., a Ty znalazłaś już swoją miłość?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kutra Mirosława
  • Kutra Mirosława
  • 17.10.2010 18:19

Dla mnie spektakl zbyt nudny... ziewałam jak duża częśc gości.. odradzam... ale podziw dla wokalu artystów ;))) Fabuła za to mnie nie porwała... dreszcze miałam na końcu.. przy brawach ;(

Komentarz został ukrytyrozwiń
 Ewa Staniszewska-widz
  • Ewa Staniszewska-widz
  • 02.10.2010 22:17

Spektakl -REWELACJA!!!,,,Słuchaj kiedy śpiewa lub,,w wykonaniu rewelacyjnego Jana Bzdawki porywa do walki.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Oglądacz
  • Oglądacz
  • 02.10.2010 17:11

Zdecydowanie zgadzam się z tym, że trzeba zapomnieć o wersajch, które widziało się wcześniej. Mi to niestety przeszkadzało przez większość przedtawienia i nie mogłem się przyzwyczaić do głosów Thernardiera(II obsada), Javerta, ale przede wszystkim Jeana Valjeana, który wokalnie chyba bardziej pasuje do roli Mariusza. Z tego co widziałem to role Jeana Valjeana we wszystkich krajach grali panowie w wieku około 50+ i to raczej z bardzo mocnymi głosami. W Romie Javert z Jean Valjeanem tworzą raczej duet pasujący do studentów-rewolucjonistów. To chyba zresztą główny problem tego przeddstawienia. W Romie nie ma aktorów w średnim wieku. Wszyscy są piękni, młodzi i sztucznie postarzani przez co śpiewają bardzo do siebie podobnie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego jeśli faktycznie Macintosh miał wpływ na polską obsadę, akurat w warszawskiej wersji chciał obsadzić samych młodych aktorów?
Do plusów przedstawienia w Romie na pewno trzeba zaliczyć rewelacyjne dekoracje. Ruchome domy, barykada poruszana jakimiś magicznymi siłami no i przede wszystkim rewelacyjną Edytę Krzemień w roli Fantyny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Małgorzata Zielińska
  • Małgorzata Zielińska
  • 28.09.2010 21:45

"do romskiej wersji tych utworów" - Czy mam rozumieć, że autor artykułu słyszał Les Miserables wykonywane w języku romskim??? Bo jeśli chodzi o teatr to wersja jest raczej romowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dziękuję (szkoda tylko że nikt nie biegał podczas antraktu ze ściętą głową :) )

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo wnikliwa analiza musiacalu i spekatklu w Romie. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, wkrótce powinny znaleźć się w nim także fotki skaosowane przez małe nieporozumienie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny materiał. Gratuluje!:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.