Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21558 miejsce

"Les Miserables" w Romie - musical o potędze uczucia

Każdy, kto chce pisać o najnowszym przedstawieniu w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie musi mieć świadomość, że cokolwiek napisze i tak sala przy Nowogrodzkiej wypełni się widzami. Tak jak było 1 października 2010 roku, na piątym po premierze spektaklu "Les Miserables".

Przed Teatrem Muzycznym Roma w Warszawie, 1.10.2010 r. / Fot. Krzysztof KrzakNie będę pisał o historii powstania i dotychczasowych wystawień musicalu Alaina Boublila i Claude - Michaela Schonberga, bo doskonale zrobiła to już na stronach Wiadomości 24.pl Katarzyna Baran. Wierna adaptacja powieści Wiktora Hugo "Nędznicy" w inscenizacji zaprezentowanej na scenie warszawskiej Romy to przede wszystkim musical o miłości w kilku aspektach: do dziecka, do kobiety i o sile tego uczucia, które powoduje, że człowiek chce za wszelką cenę diametralnie zmienić siebie i swoje życie. Zwłaszcza jeśli kiedyś popełnił przewinienie (kradzież chleba), za które musiał ciężko odpokutować. Tak jak Jean Valjean, ścigany przez zawziętego Javerta. Otrzymawszy szansę od okradzionego przez siebie biskupa, postanawia ją wykorzystać i opiekuje się córką zmarłej Fantine, kochając ją jak własne dziecko. Oprócz tego mamy wątek nieodwzajemnionej miłości Eponine do Mariusa, miłości niezwykle szlachetnej ze strony dziewczyny, która za swoim ukochanym idzie na barykady. Jest też, w sensie niejako metaforycznym, miłość nędzarzy do wolności, lepszego życia. To ona wiedzie ich do walki na barykadach i poświęcenia swojego życia. Z osobami małżeństwa Thenardier (świetne, charakterystyczne role Anny Dzionek i Grzegorza Pierczyńskiego) wiąże się motyw miłości do posiadania dóbr materialnych, choćby za cenę każdej podłości.

Widowisko "Les Miserables" w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego, dyrektora Teatru Muzycznego Roma w Warszawie, zostało zrealizowane jako przedstawienie zespołowe w pełnym tego słowa znaczeniu. Dlatego w mojej ocenie szczególne wrażenie robią właśnie sceny zbiorowe zrobione z ogromnym rozmachem i niewiarygodną dbałością o najmniejszy nawet detal. Czy jest to scena z galernikami, czy "miłymi paniami chętnymi całą noc", tudzież w oberży pazernych Thenardierów każda z osób, nawet znajdująca się na najdalszym planie ma określone miejsce w danej sytuacji i wie, co ma robić. Każda epizodyczna nawet postać jest odrębną, znacząca jednostką, a nie tylko masą stanowiącą tło dla postaci głównych. Nie ma postaci "puszczonych", dlatego wielkie słowa uznania należą się całemu zespołowi wykonawczemu Teatru Roma. Indywidualizację postaci podkreślają też doskonałe kostiumy Magdaleny Tesławskiej i Pawła Grabarczyka.

Finał "Les Miserables" w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. / Fot. Krzysztof KrzakNiewątpliwie najmocniejszym atutem wykonawczym "Les Miserables" w Romie jest Janusz Kruciński śpiewający partię Jeana Valjeana. Myślę, że artysty dysponującego tak mocnym i czystym głosem nie powstydziłby się żaden renomowany teatr muzyczny na świecie. Nie ustępuje mu Łukasz Dziedzic jako bezwzględny inspektor Javert. Dobrze radzi sobie Marcin Mroziński w roli Mariusa, choć nie ukrywam, iż chętnie obejrzałbym go w roli mniej amanckiej. Łukasz Zagrobelny jako Enjolras prezentuje się zaskakująco dobrze (nigdy wcześniej nie widziałem go w roli teatralnej). Przede wszystkim pod względem wokalnym, bo do poczynań stricte aktorskich można mieć niewielkie zastrzeżenia. Wśród pań zwróciła moją uwagę debiutująca tego dnia w roli Eponine Malwina Kusior. Piękna, dziewczęca i utalentowana poruszająco wykonuje song "Sama tak" i wzrusza w scenie śmierci swej bohaterki. Edyta Krzemień nie zawodzi, gdy śpiewa znaną pieśń "Wyśniłam sen" i przekonuje grą w scenie śmierci Fantine. Są też dzieci: 8-letnia Maja Kwiatkowska, jako mała Cosette, poruszająca do łez w scenie spotkania z Valjeanem i Miłosz Konkel jako odważny i luzacki Gavroche. Na scenie pojawia się też Jan Rotowski, wychowanek Teatru Roma, w którym grał już wcześnie w "Akademii pana Kleksa" (szacunek dla dyrekcji teatru za opiekę i pracę z utalentowanymi młodymi ludźmi!). Współczuć trzeba Paulinie Janczak, która jako romantyczna amantka (dorosła Cosette) nie miała okazji zaprezentować pełni swych możliwości aktorskich. Cóż, taka jest dola amantek...

"Les Miserables" w warszawskiej Romie imponują także rozwiązaniami realizacyjnymi. Interesująco został wykonany efekt deszczu w I akcie (tym ciekawszym, bo w akcie II tempo akcji nieco siada, na scenę wdziera się monotonia), zaskakująco rozwiązano scenę samobójstwa Javerta. O platformach, barykadach i wystrzałach nie będę pisał, bo pojawiają się one w każdej recenzji "Nędzników" z teatru na Nowogrodzkiej. Dodam tylko, że ogromna w tym zasługa scenografa, Grzegorza Policińskiego.Zasłużone brawa dla artystów. / Fot. Krzysztof Krzak

Już można powiedzieć, że warszawskie przedstawienie "Les Miserables" stało się sukcesem nie tylko frekwencyjnym, ale i artystycznym. Realizatorzy i wykonawcy wykorzystali bowiem znakomicie wszelkie walory tego musicalu (ciekawa akcja, wpadające w ucho piosenki). Teatr Muzyczny Roma pod dyrekcją Wojciecha Kępczyńskiego przyzwyczaił już teatromanów do wysokiego poziomu realizowanych tu przedstawień. Tak też jest i tym razem. Jeśli miałbym się czegoś czepić, to postulowałbym dodawanie do profesjonalnie wydawanych programów "wkładek" z obsadą danego spektaklu, by recenzenci nie musieli fotografować obsady wystawionej na tablicy obok teatralnego sklepiku z gadżetami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

wojtek
  • wojtek
  • 11.12.2011 10:01

krzesła - dramat więcej tam nigdy nie pójdę ani nikt kto mnie spyta - tragggeeeddddiiiiaaa!

Komentarz został ukrytyrozwiń
andy magic
  • andy magic
  • 03.06.2011 15:32

byłem wczoraj z rodziną na spektaklu i zostałem porażony brakiem skutecznej klimatyzacji nie mówiąc o tragicznie niewygodnych siedzeniach.jeśli chodzi o sam spektakl to moim zdaniem temat dobry ale wykonanie wokalne zwłaszcza kobiet tragiczne.może to wina kiepskiego nagłośnienia ale ich śpiew to porażka.połowie mojej rodziny się podobało ale ja ze starszą córką męczyliśmy się niemiłosiernie.
NIE POLECAM !!! aktorki ładne.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Irena Mazur
  • Irena Mazur
  • 01.01.2011 11:40

pięknie zrobione widowisko, jestem pod wielkim wrażeniem!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
azalia
  • azalia
  • 01.11.2010 00:11

nie czułam tego.Nie rozumiem dlaczego widownia wstała i biła brawo.

Komentarz został ukrytyrozwiń
maxxx
  • maxxx
  • 22.10.2010 13:24

Malwina Kusior już wcześniej występowała na deskach Romy, chociażby w "Tańcu wampirów".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysztof,sorki ręka mi powietrzu zawisła. Tekst pobudzający do akcji, foty tak jak p. Andrzej pisze makabra. Dałem Ci 5* licząc na pokajanie się i poprawę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzaja może i rzetelna, tyle że zdjęcia słabe! Dlatego ode mnie tylko 4' Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo rzetelna recenzja *5.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Jak zawsze świetna recenzja. Do Romy też lubię chodzić :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetny materiał :) Mam nadzieję, jak dla mnie obsada na której byłam była niemalże idealna, ale bardzo chciałabym zobaczyc też druga Eponine, Fantine czy drugiego Javerta :) I widze że fotki udało się porobić :)
pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.