Facebook Google+ Twitter

Leśna ciekawostka w Dolinie Radości

Marzenie o nieśmiertelności jest stare jak ludzkość, jednak natura w tym względzie jest nieubłagana. Dlatego wielu szuka sposobu, jak oszukać czas i o tym właśnie jest ta opowieść.

Moja prababka Wanda Czermińska zamieszkała w gdańskiej dzielnicy Oliwa w 1946 roku. Dysponując poniemiecką maszyną do szycia marki Singer, szybko znalazła pracę u miejscowej krawcowej. Była to stara Kaszubka o imieniu Anna, mówiąca po polsku z wyraźnym niemieckim akcentem, mieszkająca w obszernej willi przy dawnej Jahnstraße (dziś ul.Liczmańskiego), w której wcześniej przez wiele lat była służącą. W 1944 roku, po panicznej ucieczce niemieckich właścicieli, zajęła ich posesję wspólnie z liczną rodziną ściągniętą z prowincji. Od niej właśnie moja prababka dowiedziała się, że w oliwskiej Dolinie Radości w tym czasie można było oglądać resztki dziwnego „leśnego napisu”, którego historię okoliczni mieszkańcy przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie.

W latach 70. XIX wieku Oliwa była jeszcze samodzielną miejscowością gminną, liczącą niewiele ponad trzy tysiące mieszkańców, a urokliwa Dolina Radości nosiła nazwę Freudenthal. Już wiele lat wcześniej walory tego miejsca były wysoko cenione przez odwiedzających ją mieszkańców Gdańska i okolic, a Aleksandr Humboldt – słynny gdański geograf, nazywał ją trzecim cudem świata.
Gdańsk-Oliwa, Dolina Radości / Fot. Adam Sobal
W owym czasie nad drzewostanem tej okolicy pieczę sprawował Hubert Danz – pruski Forstmeister. Zamieszkiwał leśniczówkę na skrzyżowaniu dróg nieopodal stawu będącego pozostałością po XVII-wiecznym młynie. Pan Hubert był typowym człowiekiem tamtej epoki, nawykłym do ciężkiej i solidnie wykonywanej pracy. Dlatego każdego ranka, bez względu na porę roku i kaprysy pogody, z nieodłącznym drylingiem Sauera na ramieniu, przemierzał swoje leśne królestwo, ciesząc oko widokiem dorodnych sosen, buków i świerkowych młodników. Wieczorami, przy kieliszeczku jałowcówki Machandel, z uwagą wertował notatnik, w którym gromadził zapiski dotyczące zarządzanego terenu. Były w nim odręczne szkice z oznaczonymi miejscami wyrębu drzew i punktami ostoi zwierzyny oraz dane dotyczące planowanych zalesień.

Lato 1895 roku było wyjątkowo upalne, dlatego rodzina Danzów niemal wszystkie wolne chwile spędzała poza domem. W niedzielę już o świcie wyruszali bryczką na plażę do Glettkau (Jelitkowo), natomiast w dni powszednie lubili wylegiwać się nad stawem nieopodal cysterskiego młyna, gdzie można było od miejscowego rybaka wypożyczyć wiosłową łódź i bezpiecznie pożeglować wzdłuż brzegów.

Dla urozmaicenia, któregoś dnia pan Hubert zaproponował rodzinie wyprawę na wzgórze Karlsberg, górujące nad Oliwą, obecnie zwane Pachołkiem. W latach 30. XIX wieku wybudowano tam kilkupiętrową ceglaną wieżę widokową. Żonie i dzieciom udało się wdrapać krętymi schodami jedynie na pierwszy taras; pan Hubert był bardziej wytrwały i wspiął się na sam szczyt. Stamtąd przez wysmukłe okienka mógł podziwiać panoramę okolicy: od południa rozległe pola i lasy ciągnące się przez Konradshammer (Przymorze) do samego Gdańska, a od wschodu – łąki Poggenkrug (Żabianka) i zakole Zatoki Gdańskiej z mieczem helskiej mierzei, zaś od zachodu – dolinę Oliwskiego Potoku połyskującą licznymi młyńskimi stawami. W chwili gdy tak stał oczarowany widokiem soczystej zieleni ukochanych lasów ścielących się u stóp wzgórza, przyszedł mu do głowy oryginalny pomysł upamiętnienia swojej obecności na tym terenie.

Po powrocie do domu, podniecony tą myślą, zamknął się w swoim biurze i w „leśnym brulionie” naszkicował siatkę topograficzną wschodniego stoku Doliny Freudenthal, który, według jego rozeznania, zdążył już dostatecznie „odpocząć” po wycince starodrzewu, dokonanej rok wcześniej na zamówienie gdańskiej stoczni Schichau Werft. Leśnik darzył to miejsce szczególnym sentymentem, gdyż jeszcze jako młody praktykant tu właśnie oświadczył się przyszłej żonie i tu uczył swoje dzieci szacunku dla przyrody. Z tego względu żartobliwie nazywał ten stok „Szczęśliwą górą”. Już po godzinie pracy na kartach notesu powstawał schematyczny obraz wzgórza widzianego z przeciwnej strony Doliny. Całą jego płaszczyznę pokrywała ciemnozielona plama imitująca korony sosen i świerków, a na jej tle wyraźnie odcinały się rzędy białych brzóz, tworząc monumentalny napis. Początkowo miały to być tylko cztery cyfry wskazujące rok założenia nowej plantacji, jednak po namyśle leśniczy dodał do nich również litery własnego nazwiskiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.01.2009 11:15

Bardzo ładnie i interesująco napisany tekst o Gdańsku, w którym byłam zaledwie dwa razy w życiu. W tym na Jarmarku Św. Dominika. :). Pozdrowienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zawiła historia tej części Europy sprawia, że trudno jest w Polsce znaleźć miejsce, w którym mieszkańcy nie zmagali by się z odwiecznym dylematem tożsamości. Gdańsk przez wieki zachowywał swoiste poczucie wolności, czego dobitnym przykładem może być zapomniane już dziś zawołanie: być gdańszczaninem to nic więcej poza tym, że się w Gdańsku życie pędzi codzienne i serce oddaje tej ziemi. Tak przed wiekami ukuto w Gdańsku popularne dziś w całym świecie określenie małej ojczyzny. Bo też wielu małych ojczyzn trzeba, by móc z dumą mówić o Wielkiej Ojczyźnie .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też pochodzę z regionu, który zawsze był trochę polski trochę niemiecki. Ale czy to jest ważne? Wszędzie żyją Ludzie, a między nimi zawsze znajdą się szubrawcy. Istotne, żeby umieć ich identyfikować, bo mowa ich zazwyczaj jest "złotousta".
Jesteś patriotą, choć nie w ujęciu drobiowym (na szczęście!). Patriotyzm, to kochać kraj, w którym się żyje. Patriotyzm, to szacunek dla ludzi, którzy go zamieszkują - bez względu na narodowość, kolor skóry, wyznanie czy jego brak. Patriotyzm - to chyba najwżniejsze - dążność do solidarności międzyludzkiej (nie znającej granic państwowych,narodowych, światopoglądowych, mentalnych), dążność do sprawiedliwości i godnego życia nas wszystkich - obywateli świata!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuje wszystkim za miłe słowa.
Gdańsk to miejsce, w którym można znaleźć wszystko: uroki zabytków, piękną okolicę, parki przepysznie zielone i kwieciste, morze wiecznie spienione i plaże złociste. I ludzi niezwykłych. Taki jest Gdańsk właśnie. A mnie, skromnemu skrybie, dane było na świat przyjść i ćwierć wieku w Nim przemieszkać, wiec serce mam pełne obrazów tej ziemi. Tylko, że trudno jest się czasem w tych wszystkich obrazach rozeznać, bo trochę są one nasze, a trochę obce. Trochę polskie, a trochę niemieckie. I głowi się wtedy poeta jakiej mowy użyć, by miasto opisać szczerze, takim jakim było kiedyś i takim jakim jest dziś. Oto odwieczny dylemat terenu, który zawsze był ojczyzną w ojczyźnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknymi słowami odkrywasz Adamie tajemnice zakątków i historię miłej mojemu sercu Oliwy. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo lubię czytać co piszesz Adamie, a piszesz to z dużym uczuciem myślę. Chyba kochasz tę swoją małą ojczyznę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak zwykle wspaniale, +

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.