Facebook Google+ Twitter

Leśnodorski i Mioduski stworzą nową Legię

Nabyli coś, co do nabycia miało nie być przez lata. Poza wartością materialną ma dla nich znaczenie sentymentalne i jest wyzwaniem, jakiemu w Polsce nikt nie podołał. - Drogą do sukcesu jest podejście biznesowe - zgodnie przekonują.

 / Fot. PAPNastrojowe oświetlenie w ekskluzywnej części sektora VIP-owskiego, kwiaty ułożone w barwy klubu na środku stołu konferencyjnego, elegancka, granatowa kotara w tle. Tuż po 16 na scenę wkroczyli główni bohaterowie serwisów sportowych najbliższych dni, nowi właściciele Legii Warszawa: dotychczasowy i przyszły prezes Bogusław Leśnodorski oraz Dariusz Modiuski, nabywca 80 proc. akcji klubu, prawnik, biznesmen, inwestor, były zarządca Kulczyk Investment, dysponującego szeroką gamą aktywów: od surowców mineralnych, przez nieruchomości, po sektor piwny. Ten duet ma wyznaczyć standardy w zarządzaniu klubem sięgające przestworzy. Bo ich zdaniem polska piłka wciąż nisko odbija się od ziemi.

Transakcje przygotowano podobno od roku. Od września toczyły się decydujące negocjacje, dziś obie strony podpisały dokumenty. "Cena była rynkowa" - tyle wiadomo.

Niespełna 10 lat trwał naznaczony huśtawką nastrojów związek Legii z holdingiem ITI. Były zawiedzione nadzieje, konflikt z kibicami, były chwile triumfu i zasmakowanie przygody z europejskimi pucharami. Klub przez lata wymagał dodatkowego finansowania, ale teraz jako jedyny w Polsce jest w stanie sam się utrzymać. Odchodzący właściciel zostawia go w nieporównanie lepszej kondycji i z jaśniejszymi perspektywami niż w chwili przejęcia go od Pol-motu. - Fakt, że zdobyliśmy mistrzostwo i puchar na pewno pomógł decyzji o sprzedaży - przyznał Leśnodorski.

Kapitalizm korporacyjny ustępuje miejsca "kapitalizmowi osobowości". Przeprowadzenie strukturalnych zmian w spółce zależnej od innych podmiotów albo było niemożliwe, albo możliwe w zbyt wąskim zakresie. Do wcielenia ich w życie potrzebni byli nie prezesi-figuranci, który musieli uwzględniać w swojej działalności bilans zysków i strat całej grupy kapitałowej, ale ludzie niezależni finansowo, ze świeżym, wręcz nowatorskim spojrzeniem oraz niesłabnącym dynamizmem działań. Za trampolinę rozwoju posłuży udoskonalony model organizacji i kierowania, któremu przyświeca zasłyszana z trybun idea "niepokonane miasto, niepokonany klub". Największe rezerwy upatruje się w mentalności, na boisku i poza nim. Wiele mówi się o możliwym współudziale funduszy inwestycyjnych przy transferach, co byłoby w naszych realiach rozwiązaniem pionierskim.

Jaki model wyprofilowano dla mistrzów Polski? - Na pewno nie taki, w którym będziemy sprowadzać piłkarzy za nie wiadomo jakie kwoty. Tak nie buduje się trwałej wartości - tłumaczy Modiuski. Bazą ma być Akademia, na którą z roku na rok przeznaczane są większe środki, w tej chwili ponad milion euro. Pryncypialną zasadę stanowi zrównoważony budżet. Na od 3 do 5 lat ocenia się czas potrzebny na awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, który będzie nie dziełem przypadku, a wypracowanym projektem.

Zwraca uwagę moment, jaki wybrano na fundamentalną metamorfozę. Legia jest na szczycie tabeli, cieszy się stabilną, kilkunastotysięczną frekwencją, właśnie podpisano wieloletnie umowy ze sponsorami, w ciągu kilku miesięcy poznamy nowego sponsora dla stadionu. Pepsi Arenę zwiedza coraz większa liczba wycieczek z całego kraju, rośnie zysk ze sprzedaży pamiątek i gadżetów. Sprzedano 75 proc. lóż biznesowym, z których każda przynosi min. 240 tys. zł rocznie. Sztab szkoleniowy przeorientowano na modłę skandynawską, z wyraźnym rysem organizacyjno-menadżerskim, obejmującym całokształt relacji na linii pierwsza drużyna-druga drużyna-Akademia.

W najbliższy poniedziałek piłkarze Legii wracają do treningów. Wracają do tego samego, ale już innego klubu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.