Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15152 miejsce

Leszek Miller: Niedługo będziemy trzecim ugrupowaniem w Sejmie

Gościem radiowego "Kontrwywiadu RMF" był przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Leszek Miller w rozmowie z Konradem Piaseckim zazdrości Donaldowi Tuskowi i mówi o jego następcy. Mówi też o nagranej rozmowie, której był uczestnikiem.

Leszek Miller, przewodniczący klubu parlamentarnego, poseł SLD. By Zboralski (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons / Fot. ZboralskiSukces Tuska

Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej przyznaje, że sukces Donalda Tuska jest nie do przecenienia, ale nie ukrywa, iż targają nim pewne emocje i uczucia: "Zawsze gdzieś na dnie duszy małe ukłucie, zazdrość, zawiść. Nic co ludzkie nie jest mi obce." Leszek Miller poznał meandry wielkiej polityki od podszewki. O zdobyciu stanowiska szefa Rady Europejskiej przez Tuska mówi jednak w kategoriach bliższych grze przypadków: "Ma szczęście. (...) Znajduje się we właściwym momencie we właściwym miejscu i we właściwym czasie." Można odnieść wrażenie, że przewodniczący SLD charakteryzuje sukces premiera jako znakomicie prowadzony spektakl. Poniekąd na tym polega dobre sprawowanie rządów, na eksponowaniu pierwszoplanowych aktorów, których zadaniem jest umiejętne odtwarzanie programów przygotowanych przez całe zastępy speców od nadrzędnych idei i doktrynerskich przepychanek.

Zniknięcie Tuska

Zniknięcie Donalda Tuska z codziennego życia ściśle polskiego poletka wiąże się z korzyścią dla równowagi społeczno-politycznej kraju: "To jest pozytywna informacja, dlatego, że być może zostanie zniesiony ten szkodliwy dla Polski duopol, w którym Jarosław Kaczyński żywił się Donaldem Tuskiem a Donald Tusk Jarosławem Kaczyńskim." Zarazem szef SLD przytakuje indagującemu swojego gościa Konradowi Piaseckiemu, kiedy ten sugeruje nastanie duopolu Miller-Kaczyński: "Tak powinno być dlatego, że wtedy scena w Polsce wyglądałaby tak w wielu demokracjach zachodnich." Niestety, kwestia nie zostaje omówiona ściślej.

Następca Tuska

Gdybając w temacie następcy na stanowisku Donalda Tuska nie widać innych kandydatów poza Ewą Kopacz. Zresztą gospodarz "Kontrwywiadu RMF" nie próbuje sugerować innej opcji. Leszek Miller skłania się ku sugestii dziennikarza: "Tak, dobrze się zapowiada." Brak przejawów większego zaangażowania ze strony prezydenta w desygnowanie rzeczonej osoby kwituje: "Odnoszę wrażenie, że prezydent chciał raczej podkreślić swoją autonomię." Tak, czy siak, szef SLD pozostaje w oczekiwaniu mając pewność rozwoju wydarzeń: "My czekamy na expose nowej pani premier, dlatego chociażby, że chcemy poznać jak najszybciej program tego rządu i zgłosić nasz program." Konrad Piasecki zapytuje czy będzie chciał "pomóc w przegłosowaniu pani Ewy Kopacz na premiera", co spotyka się z niejakim zdziwieniem: "A dlaczego miałbym to robić? Ja jestem przecież w opozycji." Jakiekolwiek poparcie pozostaje zatem w sferze rzeczy niemożliwych: "Nie wyobrażam sobie, chyba, że w czasie expose dowiedziałbym się, że program rządu pani Kopacz jest w dużej części zbieżny z programem Sojuszu Lewicy Demokratycznej." Zaś to oznaczałoby zmianę polityki oczekiwanej premier w wielu kwestiach, m.in. odnośnie "koncepcji wzrostu gospodarczego" (...) "aż do działań, które usuwają nierówności społeczne i wyrównujące szanse."

Tryb eksponencjalny pozorny

Niedawno SLD przedstawiał reprezentację dwudziestu dwóch posłów. Obecnie Leszek Miller może pochwalić się trzydziestoma parlamentarzystami zasiadającymi w ławach sejmowych [28 posłów według oficjalnych danych strony Sejmu RP z dn. 5 września br. - link]. Konrad Piasecki zauważa kąśliwie: "Palikotowi pan kradnie." Adwersarz dziennikarza odpowiada niewzruszenie: "W takim tempie niedługo będziemy trzecim ugrupowaniem w Sejmie." Przewiduje nawet wysforowanie się na czoło stawki po wyborach.

Kelner się wyłożył

Nie milkną echa afery taśmowej. Leszek Miller nie umknął sidłom zastawionym przez zdradliwych kelnerów, chociaż nie wydaje się, by bardzo ucierpiał w wyniku całego zamieszania: "Tak, okazuje się, że jedno ze spotkań z Aleksandrem Kwaśniewskim jest podobno nagrane." Swoją znajomość z byłym prezydentem charakteryzuje obrazowo: "Pan wie jak jest w starym małżeństwie. Raz się małżonkowie odzywają, raz się nie odzywają. Niektórzy piszą nawet karteczki." Zaznacza przy tym: "U Sowy nigdy się nie spotykaliśmy. Sowa jest dla polityków Platformy Obywatelskiej." Twierdzi, że konwersacja jaką uskuteczniali nigdy nie niosła z sobą treści kompromitujących żadnego z nich: "Rozmawialiśmy o polityce, jak zawsze - i tej wewnętrznej i tej zewnętrznej. A także o naszych prywatnych sprawach, naszych rodzinach i wspominaliśmy stare, dobre czasy." Czyli nuda, proszę państwa, jak w polskiej gastronomii...



źródło: RMF24






Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.