Facebook Google+ Twitter

Letnie okno transferowe. Czas piłkarskich żniw

Przeprowadzki piłkarzy liczone są już w tysiącach, kwoty wydawane na nich - w miliardach. Transfery korygują świat piłki nożnej i opowiadają o nim coś nowego.

 / Fot. EPA/KAI FOERSTERLINGPrzerwa między rozgrywkami jest wyjątkowym okresem, w którym działy finansowe klubów zacierają ręce, a trenerzy je załamują. Tournee po Azji Wschodniej, sparingi z reprezentacją ligi malezyjskiej i półamatorskimi klubami z Tajlandii, turnieje towarzyskie w Stanach Zjednoczonych na obiektach przeznaczonych do innego gatunku futbolu. Niekończące się podróże i zmiany stref czasowych. Meldowanie się w hotelach na dwie noce i znowu w samolot. Wyjście na boisko jednego z czołowych europejskich klubów kosztuje lokalnego sparingpartnera zwykle sumę z sześcioma zerami, organizator często pokrywa do tego koszty zakwaterowania. Arsene Wenger i Louis van Gaal niemal w jednym czasie zwrócili uwagę na niszczący wpływ objazdowego cyrku, w jakim uczestniczą, na przygotowanie do sezonu. "Dla nas lepiej byłoby zostać w domu" - przyznał francuski menadżer.

Szacuje się, że Premier League, z której jednak największe gwiazdy odpływają ku Półwyspowi Iberyjskiemu, ma 700 mln fanów na całym świecie. W naturalnym interesie klubów jest, żeby ta liczba rosła. Uchodzący za najlepiej zarządzany klub świata Manchester United ma swoje sklepy w ponad 120 krajach. Rocznie sprzedaje ponad 2 mln koszulek, które zwykle kosztują około 60 euro. Jeden nieudany sezon w żadnym stopniu nie zachwiał jego potężną strukturą, mimo że właściciele wciąż spłacają dług. Van Gaal na skinienie ręką ma do wydania nawet do 200 mln euro, ale z tego przywileju nie korzysta. Na Old Trafford sprowadzono dotąd dwóch zawodników na te pozycje, które były najsłabiej obsadzone (środek obrony i pomocy), z resztą ruchów wstrzymano się, aż Holender przyjrzy się całości zespołu. United różni się od królów polowania tego okna, czyli Barcelony i Realu jedną cechą - w jego przypadku to klub nobilituje piłkarzy, a nie na odwrót.

Portfele hiszpańskich gigantów schudły przez ostatni miesiąc o grubo ponad 100 mln euro, co stanowi około 1/5 ich przychodów. Odpowiedzią na sprowadzenie Luisa Suareza okazał się Jamesa Rodriguez, na Ivana Rakiticia - Toni Kroos. Rywalizacja na rynku transferowym od lat przypomina zimnowojenny wyścig zbrojeń - wy macie nowy lotniskowiec, my eskadrę bombowców. W świecie piłki taktyka wzajemnego odstraszania sama w sobie nie wystarczy - tu niewypowiedziana walka toczy się o prestiż, posłuch i potwierdzenie umiejętności przyciągania do siebie gwiazd.

Klub zwołuje konferencję prasową. Szczęśliwy zawodnik przed kamerami telewizji z całego świata składa podpis na kontakcie, otrzymuje symboliczną koszulkę i wychodzi na murawę pożonglować w obecności kilkudziesięciu tysięcy widzów. Potem najpoważniejsze tytuły prasowe dostają go na wyłączność, tym mniejszym wcześniej została podsunięta tzw. zbiorówka, na której obowiązuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Uśmiechnięty od ucha do ucha prezydent klubu dzielnie pozuje do zdjęć przed dziesiątkami fotoreporterów. Wewnątrz przepycha go duma, że spełnił obietnicę daną socios przy okazji poprzednich wyborów i zwiększył swoje szanse w kolejnych.

Zadowolona jest publiczność, bo rosnące ceny biletów znajdują swoje uzasadnienie i znowu będzie dla kogo przyjść na stadion. Zadowoleni są również sponsorzy. Ich logotypy siłą rzeczy trafią na okładki "Asa", "Marki", czołówki serwisów informacyjnych i niezliczonych portali. W końcu po to linie lotnicze Emirates i Qatar Airways płacą 30 milionów euro co sezon, żeby uwzględnić w tej kwocie koszty reklamy. "Transfery, które wydawały się najdroższe, okazały się najtańsze" - zwykł mawiać Florentino Perez, który przez dwie kadencje swojej działalności zostawił na rynku transferowym ponad miliard euro. Coś w tym jest.

To oczywiście żadna nowość, że piłkarz jest nie tylko sportowcem, ale produktem marketingowym, obwarowanym licznymi umowami. Tu reklamuje dostawcę sprzętu, tam sieć komórkową, daje swoją twarz do materiałów promujących klub, bierze udział w akcjach charytatywnych. Co więcej, tacy Keylor Navas i James Rodriguez stali się nieformalnymi ambasadorami swoich krajów, które nie mają przecież wielkich tradycji piłkarskich. Dyrektor marketingu "Królewskich" pewnie właśnie szacuje potencjalny wzrost zainteresowania meczami Realu na Kostaryce i w Kolumbii oraz szuka dogodnej lokalizacji dla klubowego fan store'u. Strona internetowa, dostępna w kilku językach, monitorowana jest na bieżąco pod kątem identyfikowania obszarów, z jakich pochodzą jej nowi użytkownicy. Boisko już dawno przestało być jedynym obszarem działalności piłkarskich zarządców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.