Facebook Google+ Twitter

Let's talk about sex...

- Mamo, skąd się biorą dzieci? – przed tym pytaniem drży chyba większość rodziców. A to pytanie to dopiero początek wielkiej wyprawy w świat seksu i seksualności...

Przeróżne bociany, kapusty, kufle piwa - nasze matki i ojcowie czynili odpowiedzialnymi za prokreacje. Szczytne te zabiegi być może mają swój cel ukryty, jak np. uczenie dzieci szacunku do przyrody – zwierząt, roślin, a nawet do produktów całkowicie przemysłowych, jak chociażby rzeczony alkohol, ale czy rzeczywiście rozwiązują wszystkie problemy? Co bowiem zrobić, gdy okazuje się, że nasz Bartuś, Antoś czy inna Agnieszka na świat przyszli np. w styczniu? Ano wtedy zaczynają się schody i kombinowanie.

Jak wiadomo, zimą boćki noszą dzieciaki w Afryce, jeśli zaś idzie o kapustę, to dostępna jest tylko wersja kiszona - aż żal w takiej dzieci szukać, bo szans na znalezienie innych niż skwaszonych nie mamy. Pozostaje nam zatem nieszczęsny napój chmielowy dostępny o każdej porze roku, ba! O każdej porze dnia i nocy! Ale tłumaczenie wszystkiego alkoholem mało tego, iż jest troszeczkę niepedagogiczne, to bywa i dwuznaczne. Z drugiej strony musimy cały czas pamiętać, iż nikt nie potrafi tak doskonale zdemaskować naszej gry, jak dzieci właśnie. I - chyba co najważniejsze - w niczyich oczach nie możemy stracić tak wiele przez jedno swoje kłamstewko, jedno naiwne uproszczenie, jak właśnie w oczach zapatrzonych w nas maluczkich.

Zatem, let's talk... Tylko właśnie, kiedy powinniśmy zacząć rozmawiać z dziećmi o tych sprawach? I kto powinien rozmawiać z nimi na ten temat. Standardowo edukacja seksualna w tradycyjnej polskiej rodzinie wygląda mniej więcej tak: Mała Krysia przychodzi do mamy z wielkim odkryciem! Niechcący bowiem przy zabawie w doktora okazało się, że pięcioletni Krzysiu z naprzeciwka to trochę inaczej wygląda... na szczere i bezpośrednie pytanie - dlaczego? z szybkością światła odsyłana jest po odpowiedź do tatusia, który lepiej się na tym zna. Tatuś jednakowoż też nigdy nie wie, no bo skąd? ;) więc każe wrócić Krysi z powrotem do mamusi albo najlepiej nie pytać o głupoty, tylko zająć się lekcjami! Problem rodzi się wtedy, gdy dziewczynka jeszcze nie chodzi do szkoły i w związku z tym, nie ma czym się zająć...

Pozostawmy jednak kwestie sposobów zagospodarowania wolnego czasu małej Krystyny i skupmy się na mimochodem, acz całkiem trafnie przywołanym przez tatusia temacie szkoły. Skoro szkoła uczy, to może i tego nauczy naszych spragnionych wiedzy milusińskich. Niby rozwiązanie proste, ale jednak podzielić się takim pomysłem w szerszym gronie, to jak włożyć kij w mrowisko. Wszelkiego rodzaju mróweczki do tej pory zbyt zapracowane, by zauważyć konieczność rozmawiania z dziećmi nie tylko na tematy związane z seksualnością, ale często i na jakiekolwiek tematy, oburzone zakrzykną gromkim głosem, iż wprowadzenie do szkoły przedmiotu takiego, jak wychowanie do życia w rodzinie to zamach na moralność ich niewinnych pociech!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 03.06.2009 17:56

Za moich czasów uczono tego chyba koło 4-5 klasy. Coś tam jednak człowiek z tej całej edukacji wyniósł :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Problem w tym, że wielu dorosłych rodziców też dokładnie nie wie skąd sie dzieci biorą.
-Bóg tak chciał - to częste wytłumaczenie.
-Oj, ja zaciążyła - stwierdzenie faktu.
-I co my teraz zrobimy ?- przedstawienie problemu
-Jakoś to będzie - recepta na problem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.