Facebook Google+ Twitter

Levy/Marten – W muzyce ludzi nie da się oszukać

Dwaj dj-e opowiadają o sekretach swojej pracy i fascynacji dźwiękami. Przyznają również, że prowadzenie imprez wcale nie jest takie proste, jak się powszechnie uważa. Efekty ich współpracy będzie można poznać już 29 marca w Warszawie.

Levy / Fot. archiwum prywatneKrzysztof Levy Lewczuk – dj, producent, koordynator eventów. W branży od ponad piętnastu lat. Na jego oczach zmieniała się i ewoluowała warszawska scena muzyki klubowej. W swojej kolekcji posiada ponad 3000 płyt winylowych. Tworzy, miksuje, ciągle w poszukiwaniu nowych inspiracji. W przerwach między imprezami uprawia różne dyscypliny sportu, w tym wędkowanie. Pseudonim Levy miał swój początek na szkolnym boisku. Mały Kris był wówczas lewoskrzydłowym, a trener ze względu na jego pozycję i nazwisko krzyczał do niego Lewy. Krzysiek zmienił tylko „W” na „V” i tak zaczął istnieć Dj Levy. – Zawsze byłem sportowcem i rywalizowanie odnosiło się także do muzyki, bo dj-owanie, to także sport – zdradza Levy. Za najlepszą imprezę, na której zagrał uważa Sunrise Festival 2005, gdzie również zaistniał jako koordynator i znawca klubowym trendów.

Marcin Marten Szymanek – dj, producent. Miał być kierowcą rajdowym, ale wyścig wygrała muzyka. Skończył szkołę muzyczną, ale to muzyka elektroniczna okazała się być jego prawdziwą pasją. Na scenie klubowej zaistniał kilka lata temu. Ksywa Marcina narodziła się na jego lekcjach francuskiego jeszcze w liceum. Nauczyciel zwracał się do uczniów używając francuskich odpowiedników polskich imion. I tak z Marcina został Martenem. – Nigdy nie podpiszę się pod czymś, czego nie czuję. Muzyka musi wychodzić ze mnie – mówi. Zagrał wiele imprez, a także tworzył swoja edycję Sensation of House. Za najlepszą imprezę uważa Juwenalia Lecha w Katowicach, gdzie mimo silnej konkurencji wspaniałych artystów, to właśnie dj-e ściągnęli największe tłumy.

Muzyka połączyła pokolenia


Levy i Marten spotkali się na jednej imprezie trzy lata temu w Częstochowie. Levy stary wyjadacz na luzie, świadomy swoich umiejętności oraz przejęty swoim występem młody wilk Marten. Początkowo ich relacja nie była zbyt zażyła. W czasie powrotu samochodem do Warszawy sytuacja uległa zmianie. Wtedy to mieli czas na poznanie swoich charakterów i na sprawdzenie, czy muzycznie jest im po drodze. Spotkali się u Levego w domowym studio i nagrali pierwszego track’a. Obecnie stale uczą się od siebie i patrzą z dystansem na pracę innych dj-ów, którzy myślą, że są świetni w tym, co robią. Skoro muzyka łączy pokolenia, postanowili zrobić coś swojego, nowego, coś co będzie ich własnym pomysłem. – Myślę, że moje doświadczenie muzyczne w połączeniu z wrażliwością akustyczną Martena i jego grą na pianinie może okazać się oryginalne, i zaowocować jakimś fajnym kawałkiem – zdradza Levy.

Dj-ka to taki maraton


Pojęcie Disc Jockey zostało po raz pierwszy użyte w 1935 roku. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Dj-owanie stało się ogólnodostępne i czasem płytkie. Tych, którzy nie idą na łatwiznę, a pracują latami nad techniką i dźwiękami charakteryzuje profesjonalizm - 15 lat temu nie było to takie proste. Nie chodziło się do klubu, by tak po prostu słuchać muzyki elektronicznej. Wtedy to nie funkcjonowało na tak szeroką skalę, jak teraz. W Polsce to były początki i dj-e byli traktowani jak bogowie. Mieli płyty winylowe. Trzeba było mieć gramofony, zainwestować w płyty, w cały sprzęt. Teraz jest to banalne kupujesz laptopa i myślisz, że już jesteś dj-em. Tacy ludzie mniej doceniają tych, którzy w tym zawodzie mocno się napracowali przez wiele lat – opowiada Levy.
Dj-e z wieloletnim doświadczeniem wiedzą, że ten zawód mocno ewaluował. Pamiętają swoje początki i wiedzą, że wyglądało to zupełnie inaczej niż dziś. - Wyglądało to tak: środa impreza, czwartek impreza, piątek impreza, sobota impreza, niedziela chwila na regenerację i sen, a i to nie zawsze. W poniedziałek szło się do sklepu z płytami i czekało na dostawę świeżutkich winyli, które jechały z Niemiec. Później przeszukiwało się sterty nowych płyt i wydawało większość kasy zarabianej na imprezach tylko po to, by w najbliższą środę znów zaprezentować dotąd nieznany hit. Tak to się kręciło przez 10 lat. Po tym wszystkim pojawiła się era laptopowa, samograjstwo i trochę bezduszności w nadawaniu komuś tytułu dj-a. Kiedyś trzeba było się na tym piekielnie znać. Dziś jest to zwyczajnie ogólnodostępne – dodaje.
- Niektórym wydaje się, że bycie dj-em to taka impreza, powodzenie u kobiet i sielanka. I to powoduje, że ludzie młodzi nawet bez pieniędzy chcą choć przez chwile poczuć się jak gwiazdy. Teraz jest łatwiej. Wszystko jest dużo szybsze i tańsze. Niektórzy nie są autentyczni w tym, co robią. Bardziej ich kręci to, że skierują na siebie uwagę dziewczyn, niż dadzą popis miksowania. Widzą w tym wszystkim zupełnie inne wartości niż my – dodaje Marten.
- Dj jako osoba, która prowadzi imprezę musi być otwarty, charyzmatyczny. Żeby to przeżyć, trzeba myśleć pozytywnie – dopowiada Levy.
- Ważne jest rzemiosło. Do tych kwestii technicznych, podstawowych trzeba koniecznie przysiąść – mówi Marten.
- To tak, jak z mechanikiem samochodowym. Można wiedzieć, co orientacyjnie gdzie jest, jak coś wygląda, ale żeby się dokładniej zagłębić w to, co w samochodzie siedzi, to trzeba się już na tym mocno znać. W muzyce jest tak samo – dopowiada Levy.
- Dobrym wyznacznikiem tego, że robimy coś fajnego wcale nie są pieniądze. Najważniejsze, gdy po secie ktoś przyjdzie i powie, że super się bawił, że to było dobre. Jest to dla nas wynagrodzeniem, że warto było przez tydzień szukać muzyki, łączyć, kombinować. Robimy wywiad, by zadowolić dane środowisko, wszystko wymaga czasu – wyznaje Marten.

Coś nowego, coś swojego


- Po 15 latach dj-owania, zagraniu grubo ponad dwóch tysięcy imprez mam na tyle doświadczenia muzycznego i słuchowego, że w końcu przychodzi czas żeby zrobić coś swojego. Mam nadzieję, że zostanie to docenione – wyjaśnia Levy.
- Siedzimy nad różnymi dźwiękami. Szukamy, kombinujemy. I to „coś” naszego, wyjątkowego tak naprawdę wyjdzie w praniu. Chcemy stworzyć własną melodię, własny dźwięk, „coś charakterystycznego”, co może w przyszłości zostanie docenione. Nie wiemy, kiedy to się stanie. Nie mamy ciśnienia, bo produkowanie muzyki nie jest szybkie. Codziennie uczymy się czegoś nowego. Byli wielcy twórcy, którzy robili swoje kawałki przez długi czas, ale w końcu im się udawało i efekty ich pracy było słychać, kawałek był dopieszczony w każdym calu, po prostu idealny. I właśnie do takiej perfekcji dążymy – wyjaśnia Levy.
- Ja zawsze chciałem robić coś swojego. Gdy poszedłem do szkoły muzycznej nauczyciele mieli ze mną problem. Nie chciałem grać tak jak mi kazali i jak było w nutach. Chciałem to robić po swojemu i tak mi zostało – śmieje się Marten.
Imprezy Levego i Martena zaskakują. Poza nimi na scenie potrafią pojawić się instrumentaliści oraz wokaliści, prezentujący
w całej krasie swój muzyczny kunszt. Może to być saksofonista, pianista w białym fraku, skrzypaczka, czy artystka jazzowa. Ważne, by wszystko tworzyło estetyczną całość, budziło zachwyt i wywoływało pozytywne emocje.

Trzeba być prawdziwym


- Ludzie mają świadomość muzyczną. Wiedzą, co im się podoba i nie da się ich nabrać, dlatego musimy być w stu procentach autentyczni. Chcemy wpływać na ich rozwój. Wszędzie, gdzie gram chcę, aby pojawiły się moje dźwięki, które ja gdzieś znalazłem, a nie komercyjne brzmienia grane w stacjach radiowych. Chcemy zaskakiwać ludzi pozytywną energią, czymś innym i otwierać ich na nowe nurty i brzmienia – wyjaśnia Marten.
- Pewnie, że staramy się wychowywać naszych odbiorców. My dj-e zawsze byliśmy z przodu muzycznie. Zawsze chcieliśmy dać ludziom to, czego nie ma w radiu. Stawiamy na to, co ich otwiear. Nie na to, co jest oklepane i modne. Ludzie wtedy są bardziej chłonni, poddają się nowym wrażeniom, a imprezy na takim poziomie na pewno zostaną przez nich miło zapamiętane i z tym większą chęcią wrócą po więcej– dodaje Levy.

Levy i Marten zgodnie twierdzą, że ich wspólny projekt będzie charakteryzował się pozytywną energią, niekonwencjonalnością, nieprzewidywalnością i uwrażliwieniem słuchaczy. W planach maja wydanie wspólnej płyty. Wszyscy zainteresowani mogą zobaczyć ich w akcji już 29 marca w HEREZJA Restaurant Galery Club przy ul. Chłodnej 35/37 w Warszawie. Zapraszamy!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.