Facebook Google+ Twitter

„Liban”, czyli Izraela wyrzuty sumienia

W ciągu dwóch ostatnich lat na ekranach kin zagościły filmy o charakterze rozliczeniowym, zrealizowane przez dzisiejszych pięćdziesięciolatków, którzy w 1982 r. brali udział w wojnie izraelsko-libańskiej. Film Samuela Maoza “Liban” również odwołuje się do osobistych doświadczeń reżysera, który w 1982 r. służył w armii na stanowisku strzelca w czołgu.

 / Fot. plakatW ciągu dwóch ostatnich lat na ekranach kin zagościły filmy o charakterze rozliczeniowym, zrealizowane przez dzisiejszych pięćdziesięciolatków, którzy w 1982 r. brali udział w wojnie izraelsko-libańskiej. Pierwszym filmem, który poruszył opinię publiczną był “Walc z Baszirem” Ariego Folmana, ważny z dwóch powodów. Po pierwsze poruszał dotychczas przemilczany temat masakry ludności muzułmańskiej w obozach dla uchodźców Sabra i Szatila, masakry dokonanej przez chrześcijańskich falangistów przy milczącej akceptacji armii izraealskiej, której żołnierze zabezpieczali teren masakry, otaczając go kordonem. Po drugie, Ari Folman wykorzystał nowatorską technikę, tworząc animowany film dokumentalny, dzięki czemu momenty retrospekcji mogły zostać odtworzone w niezwykle sugestywny i realistyczny sposób.

Film Samuela Maoza “Liban” również odwołuje się do osobistych doświadczeń reżysera, który w 1982 r. służył w armii na stanowisku strzelca w czołgu. Stąd też pewnie wynika specyficzna technika operatorska, która w ciekawy sposób determinuje narrację w filmie – widz ogląda dwa światy, jednym z nich jest wnętrze czołgu, a drugim – pole walki oglądane z perspektywy urządzenia celowniczego z wizjerem przekreślonym krzyżem celownika.

Te dwa światy rządzą się regułami rodem z teatru absurdu, zaś bohaterowie przebywający w tytułowym czołgu zmagają się z szaleństwem wojny, które nierzadko prowadzi do kwestionowania zasadności rozkazów przełożonych, rodząc konflikty. Postaci mają niewielki wpływ na swoje poczynania, służąc jedynie do manualnego wykonania rozkazów: dwieście metrów do przodu, potem skręt w prawo i ostrzał.

Atmosferę absurdu potęgują kryptonimy używane do opisywania kolejnych zjawisk: jest więc “anioł”, który oznacza zabitego żołnierza izraelskiego albo “świerszcz”, który oznacza jeńca. Tytułowy czołg to “hippo” zaś cały oddział złożony z żołnierzy piechoty i czołgu to “Kornelia”.
Do czołgu trafiają dziwni goście – apodyktyczny dowódca piechoty, który informuje żołnierzy (i widzów), że zgodnie z międzynarodowym prawem obowiązuje zakaz używania pocisków fosforowych, dlatego w komunikacji będą używać sformułowania wybuchowy dym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.