Trwają prace nad połączeniem liceów z gimnazjami i szkół podstawowych z przedszkolami. Ministerstwo Edukacji Narodowej chce w ten sposób rozwiązać problem z brakiem specjalistów w placówkach.
Pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej polega na tym, że w zespołach placówek mogłyby się znajdować szkoły mieszczące się w odległych budynkach, a nie w tym samym, np. gimnazja wiejskie tworzyłyby zespół z miejskim liceum, podstawówki miałyby przyporządkowane przedszkola. Zobacz także:
Artykuły
(744)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(3.49)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Książki, recenzje, legitymacje prasowe, praktyki online. Piszcie: k.olczak@polskapresse.pl lub kolczak@wiadomosci24.pl :-)
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ola Ol 12.08.2011 23:33
A moze podzielic MEN? Pracownikow posegregowac i co kilka lat zmieniac zasady segregacji, polowe pracownikow wyrzucic, pensje obciac, czasem grupowac pracownikow wg wieku, innym razem wg plci, jeszc ze innym wg pogladow - byloby pracy na wiele lat. Po co nam byly gimnazja? System przejety z krajow amerykansko-anglosaskich, gdy mielismy swoj wlasny, sprawdzony i dobrze funkcjonujacy przez dziesiatki lat. Dziwie sie jedynie, ze MEN w swoich reformatorkich zapedach do tej pory nie polaczyl zlobkow z uniwersytetami. Obie strony mialyby korzysci i uczylyby sie od siebie nawzajem - studenci opieki nad malymi dziecmi, a dzieci wytwarzalyby w sobie zapal do nauki. Po kilku latach moznaby zlobki polaczyc z domami starcow - gdyz obie populacje czesto potrzebuja podobnej opieki. I pieluchy by sie hurtem zwozilo... w roznych rozmairach.
Marta Jenner 12.10.2010 15:07
Magdo, Ewo, muszę Was rozczarować - znam wielkie krakowskie szkoły, w których niby jest pedagog i psycholog, ale i tak nie wystarcza mu czasu dla wszystkich potrzebujących.
O tym, jacy specjaliści i w jakim wymiarze pracy zostaną zatrudnieni w danej szkole, decyduje "organ prowadzący", który nie jest skory do mnożenia etatów. Nie mam aktualnych danych, ale w roku szkolnym 2008/2009 w Gminie Kraków obowiązywały następujące zasady zatrudniania pedagogów:
szkoła ponadgimnazjalna
do 299 uczniów - 0,5 etatu
300 - 600 uczniów - 1 etat
601- 1000 uczniów - 1,5 etatu
pow. 1000 uczniów - 2 etaty
gimnazjum
do 299 uczniów - 1 etat
300 - 600 uczniów - 1,5 etatu
601- 1000 uczniów - 2 etaty
pow. 1000 uczniów - 2,5 etatu.
liceum
Jeśli więc połączymy liczące 300 uczniów gimnazjum z liceum, do którego uczęszcza 700 osób, to na 1000 podopiecznych uzyskamy w najlepszym przypadku 3 etaty (1,5 + 1,5). Na jednego pedagoga będzie przypadało 333 uczniów. Wcześniej w tym samym gimnazjum pedagog miał pod opieką 300.
W przypadku połączenia z liceum liczącym 1200 uczniów liczba etatów wzrośnie zaledwie do 3,5, co oznacza blisko 430 uczniów na pedagoga. Gdzie tu korzyść dla dziecka z małej szkoły?
Problemu zatrudnienia przedmiotowców też nie rozwiążemy, skoro szkoły mają siedziby w różnych miejscowościach. Połączenie "na papierze" nie sprawi, że znajdą się bliżej, a zasadniczą kwestią jest zwykle dojazd.
Marcin Trzaska 12.10.2010 14:48
Bo to jest tak, jak mawia moja żona (nauczycielka) ;-) "Tak samo jak każdy prezydent USA musi mieć własną wojnę tak samo każdy minister musi mieć swoją 'reformę'". ;-)
Ratomir Wilkowski 12.10.2010 14:40
Najpierw podzielili, teraz będą łączyć... To niech już wrócą do ośmioklasowej podstawówki - będzie taniej...
Magda Wieczorek 11.10.2010 19:03
Niedawno byłam w Szwecji, zafascynowały mnie małe szkoły , nazwę je wiejskie, nowocześnie wyposażone , zbudowane dla 150 uczniów, z całym zapleczem kuchennym , medycznym i wszystkimi , którzy mają pomagać nauczycielom w pracy. Marzenie.
Magda Wieczorek 11.10.2010 18:51
Grażynko tu nawet nie chodzi o "spychoterapie", ale wielu rodziców nie wie jak poradzić sobie z problemem. Ewa ma rację w trudnych sprawach musi być współpraca.
Magda Wieczorek 11.10.2010 18:47
Jeżeli pomysł MEN zostanie zrealizowany, będzie jeszcze gorzej.
Ewa Krzysiak 11.10.2010 18:47
Dom to jedno, a szkoła to drugie. Powinna być wzajemna współpraca. Sukcesu bez tego nie będzie.
Ewa Krzysiak 11.10.2010 18:34
No właśnie. A potem się dziwimy, że dzieci, młodzież w szkole jest paskudna i w ogóle...Oni często szukają pomocy, a jej nie uzyskują, tam gdzie powinni ją otrzymać.
Magda Wieczorek 11.10.2010 18:26
Ewa masz całkowitą rację. A coraz więcej dzieci i młodzieży potrzebuje takich bezpośrednich kontaktów z psychologiem , pedagogiem czy nawet asystentem rodziny. Brak pieniędzy na zajęcia pozalekcyjne, utrudniony kontakt z psychologiem to jedne z przyczyn kłopotów wychowawczych w szkołach.
Przyszłość gospodarki UE w rękach czterech państw?
(odsłon: +272)