Facebook Google+ Twitter

Licencja na zabijanie

Przy okazji pisania komentarza do artykułu pani Jadwigi Kowalczyk - "Biała plama, czyli pijane noworodki", który zresztą gorąco polecam, postanowiłem nieco temat rozszerzyć dorzucając swoje "trzy grosze".

Poruszony w artykule problem pijanych matek, wydających na świat okaleczone fizycznie i intelektualnie pijane dzieci, niewątpliwie wymaga rozwiązania. Sugerowana przez autorkę sterylizacja kobiet - alkoholiczek jest niestety utopią. Zabieg taki wymaga zaangażowania fachowca - w tym przypadku lekarza, którego wiąże zasada "primum non nocere" Hipokratesa. Już choćby z tego względu sterylizacja jest nierealna. Pozostają także względy moralne - nie wszystkie alkoholiczki i narkomanki trafiły na margines społecznego życia z własnej woli, są i takie, które do tego zmuszono (polecam materiały fundacji "La strada").

Całkowicie zgadzam się z autorką w kwestii organizowania "krucjat w niziny społeczne", mających na celu uświadamianie, zapobieganie i zwalczanie alkoholizmu w rodzinach. Problem jednak tkwi w tym, że aby wyleczyć się z alkoholizmu, czy narkomanii trzeba przede wszystkim chcieć. Bez udziału własnej woli żadna krucjata nie będzie skuteczna.

Inną rzeczą jest fakt, że niektóre środowiska są tak zdegenerowane, że jakakolwiek działalność pomocowa nie ma najmniejszego sensu. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć fragment mojego komentarza do wspomnianego artykułu: "Niestety są środowiska (zwłaszcza w rejonach dotkniętym znacznym bezrobociem), w których jednostki, a czasem całe rodziny funkcjonują "od klina do klina", praktycznie nigdy nie trzeźwiejąc. Tam nie jest ważne, czy jest prąd, gaz, chleb. Tam artykułem pierwszej potrzeby jest butelka taniego wina, czy denaturatu! Nie jest ważne, kto z kim zasypia, ani z kim się budzi - ważne , że wstał i może pić dalej"! W takiej społeczności najskuteczniejszym środkiem zaradczym - dla ratowania reszty (zdrowej części społeczeństwa), była by nie sterylizacja, ale eutanazja tych jednostek.

Wielokrotnie - w mojej grupie zawodowej, rozmawiało się (oczywiście tylko żartując) o możliwości uzyskania "licencji na zabijanie", na eliminowanie ze społeczeństwa jednostek destrukcyjnych, zagrażających życiu i zdrowiu innych, a przy tym nie rokujących nadziei na jakąkolwiek poprawę. Dość skutecznie, swego czasu w ten właśnie sposób radziła sobie policja brazylijska - w efekcie blisko połowa ludności slumsów wielkich miast w panice wróciła na prowincje.

Niestety takie rozwiązanie jest nie do zrealizowania na naszym gruncie, choć doświadczenie mówi mi, że inny sposób nie istnieje. Tu pozwolę sobie zacytować kolejny fragment mojego komentarza: "Pokażcie mi bowiem wolontariuszy, przedstawicieli służb publicznych, czy innych naprawiaczy dusz, którzy ośmielą się wejść do meliny pełnej zapijaczonych mord, gdzie nie ma miejsca na postawienie nogi bez ryzyka wdepnięcia w gówno (znam z autopsji - celowo stosowany sposób na uniknięcie policyjnych nalotów), skąd wychodząc masz wrażenie, że ubranie samo z ciebie schodzi. Po czym, po skończonej pracy, przychodzisz do własnego domu i niewiele mówiąc żonie golisz się od paznokci, aż po czubek głowy i moczysz się godzinami w wannie". Samo życie!!!

Dlatego - tu muszę się znów zgodzić z autorką artykułu, choć daleki jestem od wszelkich religijnych fanaberii - módlmy się, módlmy się i prośmy Boga, by oszczędził nam konieczności utrzymywania pasożytów społecznych i jako stwórca eliminował podobne "nieludzkie istoty" przed, w trakcie, bądź też zaraz po urodzeniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Więc nasza (tej "zdrowej" części społeczeństwa) w tym rola panie @Henryku, aby ozdrowić tą "chora" część społeczeństwa. Nie w sposób radykalny ale stanowić przykładem, że człowiek potrafi, że można inaczej. Patologia społeczna jest swoistą chorobą, nie przeczę. Wiec za leczenie jej muszą wziąć się fachowcy. Tak jak choroby organizmu leczą lekarze a nie kowale. Przede wszystkim ludzi trzeba traktować indywidualnie a nie jak "szarą masę". Tylko dla tego że żyją w takim a nie innym środowisku. Zgadzam się z panem iż pewne środowiska są bardziej kryminogenne, ale nie można tu stosować zbiorowej odpowiedzialności. Chociażby w ocenie i w ferowaniu wyroków, bo można kogoś bardzo skrzywdzić i okaleczyć. A co do recepty to myślę ze jest ich tysiące i nie ma ani jednej. Z tym że największe udziały w takiej naprawie musi mieć zainteresowany też się z panem zgodzę, ale jeszcze raz podkreślę że nasze w ty zadanie aby go zainteresować. A co do kary jak najbardziej karać ale ludzi którzy łamią prawo i popełniają przestępstwa, adekwatnie do winy, indywidualnie. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wrażliwość widzę bierze górę w komentarzach. Zgadzam się, jak najbardziej nawet w takich społecznościach jak opisywałem istnieją jednostki reformowalne, dające nadzieję na wyjście z nałogów, na skuteczną resocjalizację. Problem w tym, jak je wyrwać z tego środowiska, które je niszczy, demoralizuje i coraz bardziej uzależnia. Moje sugestie o eutanazji odebrane zostały przez niektórych czytelników nazbyt dosłownie, to miał być raczej "kij w mrowisko" - podkreślający rangę tematu. Pomimo tylu wypowiedzi, jak do tej pory nikt nie "wypisał" recepty na tę chorobę, którą osobiście próbowałem kilkanaście lat leczyć - bezskutecznie niestety. Jeszcze raz podkreślam, że bez chęci i udziału własnej woli tych jednostek nie widzę szans na powodzenie jakichkolwiek działań. Krótkotrwały odwyk nic tu nie da, jeśli wpadnie się ponownie w to samo środowisko.
@Kłaniam się Panie Damianie. Niejeden "zakapior" wyszedł na prostą - tak, jak się go wpierw wyrwało z tego środowiska i dopiero później naprawiało i uświadamiało, że można żyć inaczej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę iż niejeden "zakapior" posiada większą świadomość niż wielu z nas, a na pewno wrażliwość. Jak czytam niektóre komentarze i materiał tu zamieszczony, to budzi się we mnie niepokój. Jak ludzie, dziennikarze obywatelscy mogą reprezentować takie poglądy i na dodatek bez żenady głosić je na forum publicznym. Podzielam zdanie pana Piotra iż historia zna przykłady ludzi którzy próbowali w podobny sposób rozwiązywać problemy. Temat artykułu jest rzeczywiście ciekawy, ale pewne rozwiązania tu prezentowane są nie do przyjęcia. Osobiście znam kilka osób "zakapiorów" z "nizin" które z pomocą innych, dobrych, światłych i wrażliwych wyszli na prosta i żyją uczciwie. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze - jest sprawa do dyskusji, co oznacza "uratowanie jednego człowieka".
Czy -wyleczenie z choroby,
- zaopatrznie inwalidzkie, aby mógł sie poruszac samodzielnie
- wyciagnięcie z narkomanii młodego człowieka, ktory rokuje samodzielne zabieganie o swoja przyszlóść
- czy odzwyczajenie od wódki i posłanie do szkoły zakapiora - aby wszedł na nieco wyższy poziom swiadomosci?
itd. itd.
Niewatpliwie jest wiele osób do uratowania, ale jest tez wiele przypadków tak skrajnych, że żaden ratunek nie jest mozliwy i żadna akcja nie da pozytywnych efektów. Mozna tylko prewencyjnie czuwać nad tym, aby nie krzywdzili nikogo w swoim otoczeniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tu, powoli, dochodzimy do kompromisu. W naszym kraju poświęca się czas i pieniądze na znacznie mniej uciążliwe problemy. Uratowanie choćby jednego człowieka jest bezcenne:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja reż jestem zwolennikiem prewencji, tyle że to kosztowna i niestety syzyfowa praca w obliczu takich elementów, jakie przytoczyłem. Ta prewencja musiała by dotyczyć całych pokoleń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykro mi to powiedzieć, ale o zbliżonej ideologii już kiedyś słyszałem, ale jej szerzenie jest w naszym kraju zakazane. Drodzy Państwo: ludzie to nie szczury!!! Jestem raczej zwolennikiem prewencji i do takiego upadku człowieka, o jakim traktuje ten artykuł, starałbym się nie dopuścić.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.03.2010 12:42

Podziwiam policjantów, całe życie muszą się babrać w tym brudzie... Jaką muszą mieć odporność psychiczną - tego nikt nie widzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najlepszym przykładem na potwierdzenie prezentowanej przeze mnie teorii, są społeczności zamieszkujące baraki socjalne.
Miasta budują takie "ekskluzywne" osiedla, dla eksmitowanych z mieszkań (z różnych zresztą względów) rodzin. Trafia tam iście zabójcza śmietanka towarzyska, która w krótkim czasie wciąga w wir swojego życia, te do tej pory odporne na patologię jednostki.
Dla przykładu podam, że takich Żorach, mających blisko 60 tyś mieszkańców, połowa policyjnych interwencji domowych dotyczy mieszkańców lokali socjalnych, w których mieszka raptem 300 -500 osób. I co najciekawsze Żory nie są w tym odosobnione!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.03.2010 11:08

Coraz większa ilość ludzi skłania się ku takiemu cyt. "troszeczkę radykalnemu spojrzeniu" . Niestety, mało kto ośmiela się o tym głośno mówić... Brak radykalnych, ostrych decyzji, sprawia, że problem się nawarstwia i to przysłowiowe "g..o" coraz bardziej zaczyna cuchnąć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.