Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9529 miejsce

Liczba ludzi otyłych jest znacznie większa od tych z niedowagą. Mamy epidemię otyłości?

Naukowcy z Londynu twierdzą, że liczba ludzi z nadwagą znacznie przekracza tych z niedowagą. Zdaniem badaczy mamy do czynienia z epidemią otyłości.

 / Fot. geralt/CC0 Public DomainZ badań przeprowadzonych przez naukowców z uniwersytetu Imperial College London, które opublikowano w czasopiśmie medycznym „The Lancet”, wynika, że w okresie od 1975 do 2014 r. otyłość u dorosłych mężczyzn na świecie wzrosła trzykrotnie, a u kobiet - ponad dwukrotnie. Podczas gdy w 1975 r. ogólna liczba ludzi otyłych wynosiła 105 mln., dwa lata temu było ich już aż 641 mln, z czego 375 mln to kobiety. Naukowcy przez 39 lat zbadali 20 mln kobiet i mężczyzn w 186 krajach.

Najwięcej ludzi otyłych żyje obecnie w USA (41,7 mln mężczyzn i 46,1 mln kobiet) i Chinach (odpowiednio 43,2 mln i 46,4 mln). Jedna piąta dorosłych ze znaczną nadwagą (118 mln.) to mieszkańcy sześciu bogatych anglojęzycznych krajów: Australii, Kanady, Irlandii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Liczba ludzi otyłych jest znacznie większa od tych z niedowagą - stwierdzili również naukowcy z Imperial College London. W tym okresie liczba ludzi zbyt chudych także jednak wzrosła - z 330 mln do 462 mln. Stwierdzono, że najwięcej dorosłych niedożywionych osób żyje w Indiach i Bangladeszu. - Nasze badania pokazały, że przez blisko 40 lat przeszliśmy od świata, w którym z ponad dwukrotną przewagą dominowała niedowaga, do świata, w którym jest więcej ludzi otyłych niż niedożywionych - powiedział prof. Majid Ezzat, który stał na czele badań.

- To pocieszające, że liczba ludzi z niedowagą spadła przez te lata, ale otyłość na świecie osiągnęła już poziom krytyczny - stwiedził Ezzat i dodał, że mamy już do czynienia z "epidemią znacznej otyłości". Naukowiec zwrócił się też do polityków, aby podjęli potrzebne działania. - Mamy nadzieję, że te odkrycia przyczynią się do tego, że odpowiedzialność przejdzie z jednostek na rządy państw oraz że powstanie i zostanie wprowadzona w życie polityka, która będzie wymierzona w otyłość - powiedział prof. Majid Ezzat.

Aleksandra Gersz (aip)


Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Ten fakt, (nie)efektywnego metabolizmu glukozy w stosunku do teorii, jest znany od dekad. A to przecież wywraca do góry nogami wszelkie, teoretyczne obliczenia, którymi przecież na co dzień się posługujemy.

Zerknij na ten, bardzo ciekawy artykuł:
http://www.biochemsoctrans.org/content/ppbiost/31/6/1095.full.pdf

Komentarz został ukrytyrozwiń

A propos jeszcze biochemii. To fajna nauka, ale z jednym, krytycznym zastrzeżeniem: za dużo w niej chemii, a za mało "bio".
Przykładem jest choćby metabolizm glukozy właśnie, gdzie teoria do życia ma się tak: teoria/życie -> 1 mol glukozy -> glikoliza+cykl Krebsa+ łańcuch oddechowy -> 38/29,5 moli ATP

----------------------------------------------------------------

No cóż, niejedna osoba, która narzeka na chemię w pożywieniu, gdyby przeczytała na etykiecie, że coś zawiera: lizozym, konalbuminy, awidyny, cystatyny, owotransferynę, kwas dokozaheksaenowy, lecytynę, cholinę, ksantofile, retinol, foswitynę, kwas sialowy, zeaksantynę... (i jeszcze tak można długo), to kto kupiłby taki produkt żywnościowy? A wszystko to znajduje się w... jajku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widziałem już te filmy. Co ciekawe, pani "minister od rybołówstwa" jest opisana pod tym kątem w wikipedii:

https://en.wikipedia.org/wiki/Lisbeth_Berg-Hansen

Film powstał w 2013 roku, a pani minister ministruje do dziś. Z drugiej jednak strony dobrze byłoby mieć twarde dowody w ręku, bo pokazać kartkę z wykresem słupkowym potrafi każdy...
==========

A propos jeszcze biochemii. To fajna nauka, ale z jednym, krytycznym zastrzeżeniem: za dużo w niej chemii, a za mało "bio".
Przykładem jest choćby metabolizm glukozy właśnie, gdzie teoria do życia ma się tak:

teoria/życie -> 1 mol glukozy -> glikoliza+cykl Krebsa+ łańcuch oddechowy -> 38/29,5 moli ATP

Komentarz został ukrytyrozwiń

W zbyt sztucznym już świecie żyjemy.

========================

To prawda! Jest to największa przeszkoda w kontrolowaniu tego, co jemy, w co się ubieramy, itp. Pozostało nam w zasadzie tylko "wierzyć w etykiety" na produktach żywnościowych i to z wielkim ograniczeniem, aktywnie podchodzić do poszukiwania wiedzy w tym zakresie Pisałem już kiedyś prześmiewczo, że powinniśmy mieć prywatne laboratorium, które w czasie rzeczywistym sprawdzałoby zawartość naszych posiłków, które za chwilę wylądują w naszych żołądkach, albo mierzyłyby zawartość ubrań, które na siebie wkładamy. Zwłaszcza po obejrzeniu takich filmów:


https://youtu.be/ItvlqNpjcHk

lub tego

https://youtu.be/v3P4wVIuU4s

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest taki przyrząd do mierzenia poziomu glukozy w czasie rzeczywistym, na razie - głownie w założeniach dla "niewyrównanych" diabetyków. I drogi. Drogi sam sprzęt i drogie "wkłady" tygodniowe.

Ale to przyszłość. Ceny będą spadać. Ludzie, którzy stosują to "cudo" na co dzień, a nie są diabetykami, mówią, że sprawy sobie nie zdawali z tego, na co reaguje organizm podwyższeniem poziomu cukru.. A widzisz to na wykresie - jak na dłoni. Znaczenie ma dosłownie wszystko!

Nie jestem takim optymistą w kwestii "właściwego ustawienia diety" i "naturalnego" "braku pokus". W zbyt sztucznym już świecie żyjemy.
Ja jedząc w oknie maks. 8 godzinnym, w ogóle nie odczuwam "głodu" przez pozostałe 16 godzin. Ale to nie znaczy, że pokusy na mnie nie działają. ;) I w tym momencie mogę sobie wmawiać, że organizm "reguluje apetyt" i mogę sobie pozwolić... Otóż nie. Nie mogę - bezkarnie. I wiem to z obliczeń teoretycznych i praktycznych. W tym momencie liczy się już tylko - czy ostatecznie chcę ;)

Jest jeszcze kwestia tego, jak silnie był zniszczony organizm. Mój był zniszczony okrutnie.
Kiedyś o tym pisałem, nie wiem, czy miałeś to okazję przeczytać... podam tylko jeden parametr. Jak mnie pogotowie zabierało z ulicy, miałem glukozę... 717 mg/dl.

A wracając do diety - racja.
To już są religie.
Dlatego dobrze zająć pozycję negatywnie nastawionego adwersarza, bo nie sztuka znaleźć się w towarzystwie wzajemnej adoracji z oczami szeroko zamkniętymi na nowe fakty.

A propos optymalizacji. Ona w zasadzie zaczyna się każdego nowego dnia. No ale z drugiej strony - nie można dać się zwariować przecież! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jasne! Dlatego śmieszy mnie czasem dyskusja o wyższości jednej diety nad drugą. A jest ich przecież kilka dziesiątek, jeżeli nie setek. Tymczasem cała tajemnica właściwego odżywiania tkwi w proporcjach podstawowych składników naszego pożywienia (białek:tłuszczów:węglowodanów), bo to właśnie te proporcje są również kluczem do - chociażby - optymalnego dostarczenia (bądź nie) potrzebnych witamin i mikroelementów.

W świetle powyższego, każda dieta źle ustawiona, jeśli chodzi o wspomniane proporcje, może skończyć się katastrofą zdrowotną, z tyciem włącznie. Przy czym, stwierdzenie, że "kalorie się liczą bądź nie" należy traktować jako uproszczenie. Dieta właściwie ustawiona nie jest dietą tuczącą, gdyż nie sposób dostarczyć przy jej pomocy organizmowi takiego nadmiaru kalorii, aby nie był w stanie ich "przerobić". No...! Chyba, że będzie to świadoma ingerencja umysłu ludzkiego, która może wtedy zadziałać tak, jak karmienie gęsi na stłuszczenie wątroby...

Przy czym dieta optymalna musi uwzględniać cały szereg różnych aspektów. Między innymi taki - w jaki sposób zmuszamy organizm do utylizowania dostarczonych składników? Można bowiem organizmowi podać składniki wartościowe bądź badziewne. On zawsze będzie starał się wykorzystywać je w każdej sytuacji, ale nakład pracy własnej będzie różny w obu tych skrajnych sytuacjach. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

Optymalna dieta wyłącza także jeden z bardzo istotnych czynników wiodących do przyjmowania nadmiaru pożywienia. Tym czynnikiem jest stres, który podobno jest pierwotnym czynnikiem w poszukiwaniu nadmiaru jedzenia. Napisałem „podobno”, bo przy dokładnym wejrzeniu w problem widzimy, że to nie jest do końca prawdą. Niektóre pokarmy działają jak egzorfiny (w opozycji do endorfin) i to one ciągną do jedzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, tym razem mi się wydaje, że to są oczywistości.

Problemem kluczowym jest nie to, czy coś może albo nie może zajść, czy można się adaptować do czegoś, czy nie można. Problemem jest - optymalizacja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślałem, że już aktywność pod artykułem wygasła. Zaglądam, a tu następne pytanie i tak można bez końca...

Artur, gdy organizm nie otrzymuje w diecie glukozy (glukozy lub innych węglowodanów, z których sam może sobie zrobić glukozę), włącza się mechanizm glukoneogenezy. Po wykorzystaniu zasobów glikogenu, materiałem najłatwiejszym do takiej produkcji są glukogenne aminokwasy. A dalej - już wiesz - prosta droga do produkcji glicerolu. Ale z czasem, również i na tej drodze może być problem z pozyskaniem glukozy.

Okazuje się, że istnieje inna droga gliceroneogenezy (termin ten zaproponowali w 2001 roku Reshef, Hanson i Ballard), gdzie PEPCK-C działając na szczawiooctan (element cyklu Krebsa - a więc widzisz ile tu współzależności) zaczyna reakcje prowadzące do powstania Glicerolo-3-P, potrzebnego do re-estryfikacji kwasów tłuszczowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, nie bardzo rozumiem natomiast kontekst, w jakim przywołałeś związek między insuliną, cAMP i PEPCK-C...

Ten efekt, czyli ponowna estryfikacja ponad 50% kwasów tłuszczowych w warunkach nawet wielodniowego głodu, jest tylko potwierdzeniem tego, że "aktywny glicerol" ( G3-P) jest do uzyskania w każdym czasie, bez podaży węglowodanów z diety.

A to zadaje kłam stwierdzeniom wielu niskowęglowodanowym "guru", którzy twierdzą, że spożywając tłuszcz ( w domyśle bez względu na ilość, jako symulacja głodówki) - się nie przytyje. Tak zwana "gliceroloneogeneza" szlakiem pirogronianowym - i po sprawie - nadmiar ląduje w tkance tłuszczowej.

Kalorie mają znaczenie! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak każda zmienna, ta też - ma swój optymalny przedział. ==============================

Ależ oczywiście, nawet moc silnika w samochodzie na poszczególnym biegu... ;)

=================================

A teraz policzmy, ile razy w tak zwanych książkach "popularnonaukowych", dotyczących odżywiania, pojawia się sformułowanie: im więcej/mniej ( wstawić zmienną), tym...?
Ja widzę tego dziesiątki, jeśli i nie setki...

Nawet w wersji popularnej, można być bardziej precyzyjnym. Chyba..., że nie o precyzje tu chodzi, a o "religię" i towarzyszący biznes, który musi się zasadzać na prostym i jasnym przekazie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.