Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

143205 miejsce

Lider Megadeth, Dave Mustaine, wciąż ma żal do Metalliki

Megadeth - legenda muzyki heavy. Zespół, który sprzedał ponad 20 milionów płyt i zdobył wiele nagród. Jak się okazuje, liczne sukcesy nie stanowią przeszkody dla tego, by jego lider wciąż miał żal do Metalliki, w której niegdyś grał...

Dave Mustaine / Fot. STEVE C. MITCHELL /PAPHistoria opuszczenia szeregów debiutującej dopiero Metalliki przez Dave'a Mustaine'a jest mimo upływu lat wciąż pełna niedomówień. Rzecz miała miejsce w 1983 roku, jeszcze przed wydaniem słynnego albumu "Kill'em All", i była spowodowana przede wszystkim coraz większą utratą kontroli Mustaine'a nad samym sobą. Wszystko przez przywiązanie do alkoholu i narkotyków.

Mustaine, urodzony buntownik z ciężkimi doświadczeniami młodości, przez lata nie krył żalu do swego poprzedniego zespołu, chętnie wypowiadając się na ten temat w wywiadach. W niedawno przeprowadzonej rozmowie również nie obyło się bez kilku zdań o historii, która miała miejsce juz ponad ćwierć stulecia temu:

Byłem bardzo zraniony tym, jak do tego doszło. Odpowiedziałem: "Co?! Żadnej drugiej szansy, żadnego ostrzeżenia? Przestańcie, każdy z nas pije. Dajcie spokój." A oni na to: "Nie. To koniec. Odchodzisz". A ja na to: "No dobra".

Lider Megadeth jednak na tym nie poprzestaje, opowiadając historię, która według niego doprowadziła do tego "rozstania". Jak sam przyznaje, w tamtych czasach, żeby dorobić, zajmował się sprzedażą narkotyków. Idąc na koncerty, swój "towar" zostawiał w domu, co nie stanowiło dla nikogo tajemnicy. Podczas jednej z takich okazji doszło do włamania i kradzieży całego zasobu, w jaki dom Dave'a był zaopatrzony. Wówczas Mustaine zdecydował się trzymać w mieszkaniu dwa psy, które by miały skutecznie odstraszać złodziei podczas jego występów na żywo. Z czasem sprowokowało to inne, z pewnością jeszcze bardziej niemiłe wydarzenie:

Zabrałem pewnego razu jednego psa na próbę, a on położył swoje łapy na samochodzie Rona (McGovneya, ówczesnego basisty grupy - przyp. red.). James kopnął tę sukę prosto w bok. Więc ja na to: "Coś ty zrobił? To jest pies, tak się zachowują psy. Nie kopie się zwierząt." No i poszliśmy do domu i zaczęliśmy kłócić się jeszcze bardziej. Skończyło się na tym, że walnąłem go z pięści w twarz i sądzę, że to była główna przyczyna, dla której później straciłem posadę.

Jak jednak przyznaje, uderzenie kumpla nie było najlepszym rozwiązaniem:
Nie chciałem go uderzyć. Bardzo zależało mi na Jamesie. Naprawdę go lubiłem.

Dalsza część rozmowy na: www.DeathMagnetic.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.