Facebook Google+ Twitter

Lider na tarczy we Wrocławiu! Wisła przegrała ze Śląskiem Wrocław

Wisła nie sprostała Śląskowi i tym samym poniosła tej wiosny pierwszą porażkę w Ekstraklasie.

 / Fot. PAP/Grzegorz HawałejWarto dodać, że podopieczni Roberta Maaskanta ostatni raz w lidze przegrali… 31 października 2010 roku na Stadionie Miejskim w Poznaniu ulegając Lechowi 1:4.

Wydawało się, że w czwartkowy wieczór, lider z Krakowa dzielnie walczył będzie o zwycięstwo, a przynajmniej o remis. Już jednak na początku drugiej minuty gry dość szczęśliwie bramkę zdobyli gospodarze. Na strzał z prawej strony boiska zdecydował się Przemysław Kaźmierczak. Jak słusznie zauważyli komentatorzy, popularny Kaz udowodnił po raz kolejny, że jego prawa noga jest tą słabszą co jednak nie przeszkodziło mu w oddaniu strzału w okolice bramki. Piłka jednak ostatecznie nie wpadłaby do siatki, gdyby nie Sobolewski, który starając się blokować wspomniany strzał zrobił to tak niefortunnie, że zmienił tor lotu futbolówki i zupełnie zaskoczył Pareikę. Śląsk prowadził, ale miało się wrażenie, że… tak naprawdę podopieczni Oresta Lenczyka sami siebie zaskoczyli tak szybko zdobytą bramką i nie za bardzo wiedzieli jak rozgrywać spotkanie!

Wisła za to po stracie bramki niemal całkowicie zepchnęła wrocławian do defensywy. Najgroźniejsze akcje goście z Krakowa stworzyli w 25 i 32 minucie, gdy najpierw piłkę uderzoną głową przez Kirma z linii bramkowej wybił Fojut oraz gdy na strzał z dystansu zdecydował się Jirsak i Kelemen musiał popisać się paradą. Mimo momentami bardzo ofensywnej gry Wiślacy nie zdołali jednak pokonać bramkarza gospodarzy.

Po przerwie holenderski szkoleniowiec Wisły Kraków wprowadził do gry w miejsce bezbarwnego Sivakova – Macieja Żurawskiego. Żuraw zajął miejsce Patryka Małeckiego jako wysunięty napastnik. I rzeczywiście kilka razy byłemu kapitanowi reprezentacji Polski udało się zastawić w polu karnym, ale tego wieczoru nie pokazał niczego więcej, tak jak i cały zespół, który gasł w miarę upływu minut. Wiatr w żagle łapali za to gospodarze. Śląsk, który niemal cały czas się bronił postawił teraz mocniej na grę z kontrataku. Wisła odsłonięta, coraz bardziej łaknąca bramki stała się zarazem łatwiejsza do ugryzienia. W 64 minucie drugą bramkę zdobyli gracze Śląska. Melikson nie zdołał przejąć piłki i ta trafiła pod nogi rozpędzonych wrocławian. Czterech graczy Śląska wyszło z kontrą na zaledwie dwóch zawodników Wisły. Efekt mógł być tylko jeden. Marek Gancarczyk z prawej strony zagrał wprost pod nogi Gikiewicza, który strzelając goleniem pod samą poprzeczkę z najbliższej odległości zdobył swoją drugą ligową bramkę w tym sezonie! Około siedemdziesiątej minuty z kolei sam przed Pareiką znalazł się Ćwielong, jednak były Wiślak przegrał ten polsko – estoński pojedynek.

Maaskant i jego piłkarze mimo wprowadzenia na boisko Riosa oraz Garguły zdołali jeszcze zmarnować akcję bramkową w siedemdziesiątej minucie spotkania za sprawą Kirma, gdy Słoweniec strzelił prosto w Kelemena. Potem minuty zaczęły uciekać w tempie błyskawicy i nic już nie mogło odebrać Śląskowi Wrocław zwycięstwa nad liderem Ekstraklasy!

Na koniec eksperci stacji transmitującej mecz, którzy na początku poważnie zastanawiali się czy Wisła Kraków to już jest zespół pod Ligę Mistrzów, zgodnie orzekli, że jednak nie jest. Lider zmniejszył swoją przewagę w tabeli nad Jagiellonią do trzech punktów a w lidze znów wszystko się może zdarzyć!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.