
Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla Ruchu, który konstruował śmiałe ataki. I tak w 4. minucie piłka po wybiciu jednego z obrońców trafiła na jedenasty metr pod nogi Michała Pułkowskiego, który pewnym strzałem wyprowadził chorzowian na jakże sensacyjne prowadzenie.
Bajka nie trwała jednak długo, gdyż rywale szybko się otrząsnęli i starali się udowodnić, że stracony gol był wypadkiem przy pracy. W 7. minucie po bardzo szybkim ataku rozmontowali defensywę miejscowych, a będący w sytuacji sam na sam, z Krzysztofem Pilarzem, Roland Linz nie miał najmniejszych problemów z wpisaniem się na listę strzelców.
Strata gola źle wpłynęła na morale polskiej drużyny, która grała bardzo niedokładnie, niczym nie przypominała zespołu z początku spotkania. Mnożyły się błędy w obronie i gdyby nie szczęście i Krzysztof Pilarz byłoby naprawdę dramatycznie. W ostatnich 20 minutach pierwszej połowy podopieczni Krzysztofa Probierza odzyskali jednak ducha walki i atakowali. Bardzo aktywny był obrońca Rafał Grodzicki, często decydujący się na indywidualne szarże. W jednej z nich udało mu się minąć aż czterech zawodników przeciwnika i zagrać Artura Sobiecha, lecz ten nie trafił w futbolówkę. Wychowanek Cracovii Kraków nie zapominał też o grze obronnej i w jednej z akcji uratował gospodarzy od utraty gola. Chorzowianie dużo nadziei pokładali także w Sebastianie Olszarze, który niestety, podobnie jak reszta biorących udział w akcjach ofensywnych, nie potrafił skutecznie wykończyć akcji.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 43. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, piłkę między słupkami umieścił Peter Hlinka. Błąd w tej sytuacji popełnił Pilarzy, który źle obliczył tor lotu futbolówki. Austria prowadziła i utrzymała korzystny rezultat do końca pierwszej połowy.
Trzecia drużyna ubiegłego sezonu w Polsce, na początku drugiej odsłony chciała nawiązać równorzędną walkę. Te chęci przejawiały się w przewadze i dużej liczbie akcji ofensywnych.
Nieźle na prawej stronie prezentował się wprowadzony w przerwie Marcin Zając, szukający pod polem karnym Olszara. Dla ostatniego z wymienionych nie był to jednak najlepszy dzień, a wszystkie uderzenia wędrowały z dala od światła bramki. O pechu mogli mówić także szukający szans po strzałach z daleka Sobiech czy Wojciech Grzyb. Postawa Ruchu była bardzo daleka od ideału, co przejawiało się również w grze obronnej. Tutaj ostatnią deską ratunku był jednak Pilarz.
Mimo przewagi Ruchu Austria podwyższyła prowadzenie. W 73. minucie zupełnie niepilnowany Tomas Jun spokojnie zmusił do kapitulacji golkipera miejscowych.
W końcowych minutach Ruch kompletnie stracił nadzieje. Jego akcje nie były już tak dynamiczne, a Austria robiła wszystko, by utrzymać wynik. Ostatecznie mimo dobrego początku, chorzowianie ulegli Austrii Wiedeń 1:3.