Facebook Google+ Twitter

Liga Europy. Lazio wygrało z Legią, oszczedzając siły

Minimalna porażka z faworytem grupy nie wygląda źle na papierze, ale Legia przegrała mecz, którego przegrać nie musiała.

 / Fot. EPA/MAURIZIO BRAMBATTIWiększość spotkań z przedstawicielami Serie A można potraktować jako partię szachów. Nie liczą się niepozorne ruchy na środku szachownicy, liczy się tylko to, kto doprowadzi rywala do sytuacji bez wyjścia. W porównaniu z ostatnim meczem Serie A Vladimr Petković wymienił sześciu piłkarzy, w tym Antonio Candrevę i Miroslava Klose. Lazio przez 75 minut spacerowało po boisku, jakby realizując hasło: "nie daj po sobie poznać, na co cię stać". Przyspieszenie w pierwszym kwadransie po przerwie starczyło na zdobycie bramki, po której na ławce usiedli najbardziej kreatywni z przebywających na boisku Brazylijczycy Ederson i Hernanes. Szach mat.

Świadomość tego, że futbol minimum wystarczył na zwycięstwo z Legią, która mecze z takim rywalem gra raz na kilka lat, nie jest najlepszym prognostykiem. Można by było sądzić, że mistrzowie Polski wreszcie oswoili pierwszą połowę. W odróżnieniu od wyjazdowych meczów z Molde i Steauą długo, cierpliwie i fragmentami z pomysłem utrzymywali się przy piłce. Aktywny Dominik Furman, na przemian z Ivicą Vrdoljakiem, do tej pory chyba największym rozczarowaniem Legii w pucharach, schodzili do rozegrania nawet między stoperów, szukali gry krótkimi podaniami. Można by było sądzić, że kolejny dobry mecz zagrał duet Jakub Rzeźniczak-Dossa Junior, który pewnie przerywał akcje rywala i wygrywał pojedynki w powietrzu. Że Henrik Ojamaa i szczególnie Jakub Kosecki starali się szarpać na skrzydłach, a boczni obrońcy Lazio byli przez większość meczu byli najbardziej zapracowanymi zawodnikami.

Tyle tylko, że dość odważnej postawy nie udało się przekuć w wynik. Na nieco zamglonym Stadio Olimpico goście oddali dwa celne strzały, z czego naprawdę groźny tylko fantastyczny wolej Koseckiego. Łukasz Broź przy bramce Hernanesa dał się ograć jak junior, zaliczył dużo niewymuszonych strat i emanował niepokojem. Marek Saganowski od dłuższego czasu nie rozegrał dobrego meczu. Grając tyłem do bramki nie potrafi przytrzymać piłki, nie układała mu się współpraca z nieco przyblakłym wczoraj Miroslavem Radoviciem.

Legioniści zaczynają przygodę z Ligą Europy tak jak przed dwoma laty, gdy w tym samym stosunku ulegli PSV Eindhoven. Potem wygrali trzy mecze z rzędu, który wystarczył do zajęcia drugiego miejsca w grupie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Nie docenimy porażek w dobrym stylu, jak i nie będziemy uradowani wymęczonym zwycięstwem... Z drugiej strony ten styl pozwala wierzyć, że z Cypryjczykami i Turkami nie wszystko będzie stracone.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dość szczera relacja prawie się zgadzam . Legia , jak zajmie trzecie miejsce to będzie dobrze ? , oczywiście chce wierzyć w cud że wygra i zajdzie przynajmniej do ćwierć finałów. Ale z tego meczu nie wynika nic takiego , zobaczymy w drugim meczu. ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.