Facebook Google+ Twitter

Liga hiszpańska. Lato pożegnań w Valencii

Brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów pociągnął za sobą głębokie zmiany. Z klubem rozstali się prezydent, trener, kapitan, a niepewna przyszłość prawdopodobnie będzie owocować dalszym uszczupleniem kadry.

 / Fot. Carlos RM/CC BY 2.0Po raz czwarty w ostatniej dekadzie Valencia nie zapuka do drzwi klubowej elity. Jeszcze przed decydującym meczem z Sevillą, który był jak cały sezon - natłok bramek, bliskość sukcesu, ale w efekcie nic z tego, Ernesto Valverde poinformował, że nie pozostanie dłużej na wschodnim wybrzeżu. Nie dlatego, że nie chciał, bo Nietoperze dały mu szansę przypomnienia swojego nazwiska na rynku po dwóch latach spędzonych w Olympiakosie. Nie dlatego, że nie porozumiał się w kwestiach finansowych, bo i tak niewiele klubów w La Liga płaci lepiej. A dlatego, że nie uzyskał zapewnienia co do utrzymania jakości drużyny, która mimo swoich problemów potrafiła urwać punkty Barcelonie i Realowi.

Valverde, obejmując Valencię w trakcie rozgrywek, dostał klucze nie do prosperującej kopalni złota, ale do balansującego na granicy rentowności, okradanego przez większych i bogatszych kamieniołomu. Kompromitujące porażki z bezpośrednimi rywalami do czwartego miejsca, Realem Sociedad i Malagą (bilans bramek 2-9), będące udziałem trenerskiego analfabety Mauricio Pellegrino, zaprowadziły klub na 12 miejsce, w okolice takich zespołów jak Granada czy Osasuna. Nie wiadomo co, nie wiadomo kto, nie wiadomo jak - tak wyglądała gra Valencii w pierwszej części sezonu, przed przyjściem 49-letniego Baska.

Układanka powoli zaczęła nabierać kształtów. Nowy trener znalazł miejsce dla Aly'ego Cissoko i Jeremy'ego Meneza, który po części załatał środek obrony. Odkurzył defensywnego pomocnika Daniego Parejo, którego dotychczasowy pobyt na Mestalla uważano za totalną pomyłkę transferową, a jak zaczął regularnie grać, to już nie oddał miejsca. Przesunął do przodu Evera Banegę, wykorzystując jego instynkt stwarzania sytuacji. Najlepszy sezon w karierze ma za sobą strzelec 24 bramek Roberto Soldado. Vicente Del Bosque nie mógł go już dłużej ignorować i powołał na Puchar Konfederacji (strzelił pierwszą bramkę z Urugwajem).

Skończyło się na piątym miejscu, lepszym niż można było zakładać w połowie sezonu, ale pierwszym wśród przegranych. Okazało się ono przekonywującym argumentem do dymisji prezydenta Manuela Llorente, który przez cztery lata swojego urzędowania częściej niż sprawami sportowymi dyskutował z księgowymi i wierzycielami. Zadłużenie po części znacjonalizowanego klubu sięga grubo ponad 100 mln euro, a znajdującego się w surowym stanie Nuevo Mestalla nie chce tknąć żaden inwestor.

Kontraktu nie życzył sobie przedłużyć 36-letni David Albedla, ostatni pamiętający złoty okres z przełomu wieków, naznaczony dwoma finałami Ligi Mistrzów. Primera Division (w tym wieku raczej nie może liczyć na angaż w innej ekipie) ubędzie największy dżentelmen wśród brutali.

Największym problemem Valencii może okazać się to, że przestała przyciągać. Kiedyś była punktem wybicia dla takich trenerów jak Hector Cuper, potem prowadzący Inter, i Rafael Benitez, rok po triumfie w Pucharze UEFA cieszący się z Liverpoolem po dramatycznym stambulskich finale. Ostatnimi laty zaproszenia adresowane były do szkoleniowców na dorobku: Ronalda Koemana, który w roli trenera niczego nie osiągnął poza Eredivisie, Unaia Emery'ego, wyróżniającego się w skromnej Almerii (mimo nizin i wyżyn trzy razy doprowadził Valencię do ligowego podium), oraz wspomnianego Pellegrino, nie wyróżniającego się absolutnie niczym. Liczono po prostu, że walencka przeszłość Argentyńczyka i staż u boku Beniteza to wystarczające kwalifikacje do prowadzenia drużyny.

Teraz stery klubu przejmuje Miloslav Djukić, kolejny z byłych piłkarzy Nietoperzy, co już z zasady budzi niepokój wśród tamtejszego topniejącego audytorium. Na dzień dobry Serb stracił krnąbrnego artystę Tino Costę, który niewielkim nakładem (7 mln euro) zasili Spartak Moskwa. Na transferowej giełdzie pojawiają się w wszystkie nazwiska z wyjściowego składu, a w kolejce zainteresowanych plejada markowych zespołów, od Barcelony (Mathieu) do Tottenhamu (Soldado). W klubie, który czeka kolejny sezon mocnego zaciskania pasa, nie ma zawodników nie na sprzedaż.

Wśród nielicznego grona tych co bardziej rozpoznawalnych, którzy latem mogą zawitać nad rzekę Turię, wymienia się głównie spadkowicza z Mallorcą Giovaniego dos Santosa. Talent Meksykanina dorównuje nieobliczalności, a boiskowe umiejętności nieumiejętnością prowadzenia ustabilizowanego życia poza bramami stadionu. Cały urok wzmocnień czasu kryzysu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.