Facebook Google+ Twitter

Liga hiszpańska. Valencia - raczej ucieczka niż pościg

Choć mistrzostwo Hiszpanii pozostaje wewnętrzną sprawą dwóch zespołów, rozpalających globalną wyobraźnię, to nie mniej pasjonująca rywalizacja toczy się tuż za ich plecami. Od trzech sezonów wygrywa ją Valencia.

 / Fot. Carlos RM/CC BY 2.0W odróżnieniu od Kastylijczyków i Katalończyków nie wyznaje filozofii, wedle której podstawą sukcesu jest rozmach. Zaakceptowała życie w cieniu sławniejszych i możniejszych. Jest świetną trampoliną do lepszego piłkarskiego świata, co sezon konkurencja w kraju i zagranicą podbiera jej gwiazdki, kusząc nieporównywalnym honorarium, wyzwaniami z najwyższej półki i obietnicą statusu gwiazdy pełnego formatu: Real zaprosił do siebie Raula Albiola, Barcelona Davida Villę i Jordiego Albę, Manchester City Davida Silvę, Chelsea Juana Matę. Tuż przed zamknięciem okna transferowego straciła cenionego skrzydłowego Pablo Hernandeza, któremu bardziej opłacało się grać w Swansea, jedenastej drużynie Premier League.

Od początku kadencji prezydenta Manuela Llorente (2009 r.) poprzeczka oczekiwań ustawiana jest na tej samej wysokości - trzeciego miejsca w tabeli. Ani tarzający się dziś w Segunda Division Villareal, ani Sevilla i Atletico, które dwukrotnie triumfowały w Pucharze UEFA/Lidze Europy, ani przeżywające w ubiegłym sezonie renesans Athletic Bilbao i dotowana katarskimi petrodolarami szejka Al-Thaniego Malaga nie są w stanie jej dosięgnąć.

Systematyczne redukowanie gigantycznego zadłużenia (w 2008 r. mówiło się o 450 mln euro, dziś jest o około połowę mniejszy) bez uszczerbku na jakości zespołu to wyczyn niespotykany w skali europejskiej. Valencia zawdzięcza to imponującej skuteczności na rynku transferowym. Za mało poważne kwoty pozyskiwała poważnych zawodników: Roberto Soldado, najlepszego hiszpańskiego strzelca Primera Division z ubiegłego sezonu, artystę środka pola, krnąbrnego Tino Costę, stopera reprezentacji Francji Adila Ramy'ego (o którego pytał sam Alex Ferguson), jego rodaka, świetnego lewego obrońcę Jeremy'ego Mathieu oraz specjalistę od obrony rzutów karnych (na boiskach hiszpańskich na 19 prób dał się pokonać tylko 7 razy) Brazylijczyka Diego Alvesa. Wszelkie predyspozycje, by godnie zastąpić Miguela na prawej stronie defensywy ma sprowadzony ze Sportingu Lizbona Joao Perreira. Żaden z nich nie kosztował więcej niż 10 mln euro.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.